Posty otagowane jako ‘Iran 2011’

Dubaj i Kijow

Październik 6th, 2011

Dzis pozdrawiamy z lotniska w Kijowie 🙂

Ostatnio po krotce opisalismy dwa miasta na trasie naszej podrozy. Dzis jestesmy juz jedna noga w Warszawie, albo przynajmniej w Europie. O 3 nad ranem dolecielismy do Kijowa z wrzeszczacym dzieckiem na pokladzie i pelnym skladem oblowionych w luksusowe zakupy Ukraincow. Spedzilismy mile 6 godzin spiac pod flaga Polonii w poczekalni dla przesiadajacych sie, a teraz czekamy juz przy prawdziwej herbatce (w ilosci wiekszej, niz w naparstku) na samolot do Warszawy.

Dubaj (dla odmiany) bardzo przypadl nam do gustu. Obawialismy sie, ze owiane legenda luksusu miasto okaze sie tworem sztucznym, skonstruowanym wylacznie pod turystow. Faktycznie – „tworcy” miasta mysleli o przyjezdnych, ale rownie wazni (a moze i wazniejsi), sa dla nich mieszkancy. Porzadek, bezpieczenstwo, latwosc komunikacji, dostep do wszelkich towarow i ich atrakcyjne ceny, a przede wszystkim brak jakichkolwiek podatkow – wszystko to sprawia, ze miliony chca zyc i pracowac w Dubaju. Arabowie, Hindusi, Filipinczycy, Pakistanczycy, Iranczycy, Bengalowie, Malajowie i caly kalejdoskop Europejczykow tworza niesamowite, roznorodne, wielokulturowe spoleczenstwo.

Samo miasto robi ogromne wrazenie. Gdybysmy zsumowali wszystkie drapacze chmur, ktore widzielismy w zyciu, to i tak tych w Dubaju i Szardzy byloby wiecej. Uderza tez ich roznorodnosc: tylko niektore sa klasycznymi „punktowcami”, wiekszosc zaprojektowana jest nawet jesli nie „ladnie”, to „fantazyjnie”. Niemal kazdy jest na swoj sposob charakterystyczny, czy to pod wzgledem materialow, czy to ksztaltu bryly, czy to kompozycji jaka tworzy z otoczeniem. Wszystko to ubarwione jest nowoczesnymi rozwiazaniami, ktore sporadycznie mozemy zaobserwowac u nas. W pelni zautomatyzowane, sterowane przez komputer metro; samobiezne chodniki; klimatyzowane przystanki autobusowe; 6 pasmowe drogi w centrum miasta. Wszystko to otoczone kilkoma milionami palm, zielonymi trawnikami pielegnowanymi przez specjalistow. Utrzymanie jednej takiej palmy przez rok kosztuje podobno 2000$…

Hotel Atlantis na szczycie okręgu Palm Island.

Hotel Atlantis na szczycie okręgu Palm Island.

 

Srode spedzilismy na calodniowej wycieczce po najwiekszych atrakcjach miasta. W Muzeum Dubaju zobaczylismy jak miasto, ktore jeszcze 40 lat temu mialo 40.000 mieszkancow w oka mgnieniu stalo sie stolica swiatowego handlu. W Zlotym Suku zapoznalismy sie ze znanymi na caly swiat wyrobami jubilerskimi. To ciekawe, ze tak jak w Iranie zaczepiano nas z pytaniem „Change Money?”, tak tu pytano „Rolex, torebki, Versace”. Wielkie hotele, swiatynie luksusu: 7-gwiazdkowy Burj al-Arab i 6-gwiazdkowy Atlantic zachecaly do robienia glupich zdjec, ktorymi niebawem sie pochwalimy. Koniec koncow trafilismy w koncu na plaze i znalezlismy 3 godziny by symbolicznie zakonczyc nasza podroz w wodach Zatoki Perskiej 🙂
Za kilka godzin widzimy sie w Warszawie!



Bandar-e Abbas i Dubaj

Październik 4th, 2011

Dzieje sie tyle, ze brakuje nam slow i czasu, zeby wszystko opisywac.
wszystko odbylo sie zgodnie z planem. przedwczoraj pojechalismy nocnym pociagiem z jazdu do bandar-e abbas. nie obylo sie bez drobnych przygod – mielismy zle bilety, pani w agencji turystycznej wykupila nam bilety na inny dzien, ale udalo nam sie wszystko naprawic.

W pociagu poznalismy milego pana, ktory okazal sie biznesmenem znad zatoki perskiej. spedzilismy caly dzien z nim i jego rodzina – pokazali nam miasto, pomogli w ostatnich iranskich zakupach i ugoscili tonami slodyczy i obiadem. pelni wrazen po calym dniu zapakowalismy sie na prom do dubaju. ku naszemu zdziwieniu wraz z nami podrozowalo mnostwo innych ludzi. a wydawac by sie moglo, ze po co plynac cala noc, skoro mozna przeleciec ten dystans w 40 minut? dubaj nas oczarowal, ale o tym nastepnym razem 😉
napiszemy wam gdzie panuje najbadziej nieznosna atmosfera na calym swiecie oraz jak ada kierowala dubajskim metrem! 🙂



Jazd 2

Październik 2nd, 2011

Nadal jestesmy w Jazdzie. Od przedwczoraj niewiele sie zmienilo – odpoczywamy na urokliwym patio naszego hotelu, od czasu do czasu wychylamy noski poza chlodne mury i w upale ogladamy fascynujace zabytki miasta. Odwiedzilismy zoroastrianski cmentarz z Wiezami Milczenia – wysokimi cudowlami z dala od osad ludzkich, gdzie ciala zmarlych byly zostawiane, aby zostaly zjedzone przez sepy.

Zoroastrianie wierza w swietosc zywiolow i nie pozwalaja ich „bezczescic” – a wlasnie bezczeszczeniem byloby zanieczyszczanie ziemii rozkladajacymi sie szczatkami ludzkimi, a ognia ich palenie.
Dzisiaj bylismy w Muzeum Wody. Brzmi banalnie, ale mozecie sobie wyobrazic, ile pracy i kombinacji musialo kosztowac nawodnienie miasta na srodku pustyni.
W naszym hotelu spotkalismy innych turystow, co ciekawe – czesto juz naszych znajomych poznanych w poprzednich miastach 😉
Dzis w nocy jedziemy pociagiem do Bandar-e Abbas, zeby w koncu poczuc orzezwiajaca bryze morza, a dokladnie Zatoki Perskiej. Iranczycy bardzo sie ciesza, gdy w ten wlasnie sposob nazywamy wspomniany akwen – Arabowie konsekwentnie nazywaja go Zatoka Arabska i sa gotowi bardzo mocno sie o ta nazwe klocic 😉 Z drugiej strony, wolelismy nie wspominac naszym gospodarzom, ze w polskiej nomenklaturze Zatoka Perska jest czescia Morza Arabskiego.
W porcie szacha Abbasa (bo tak doslownie tlumaczy sie nazwe miasta) spedzimy tylko niecaly jeden dzien, bo juz jutro wieczorem (troszke smierdzacy, bo bez prysznica 😉 ) wsiadamy na prom, ktory zawiezie nas do Szardzy, a stamtad juz krotka podroz dywanem do Dubaju. Czekaja na nas piekne plaze, Burj Khalifa, Burj Dubai i wiele innych wysokich Burj (burj – wieza). Zal bedzie wyjezdzac.



Jazd

Wrzesień 30th, 2011

Policjant zatrzymujacy Cie na dworcu autobusowym zazwyczaj nie wrozy niczego dobrego. Szczegolnie, kiedy z dziwna mina pokazuje na Twoj bagaz, nie pozwala odejsc, pyta w Farsi czy jestesmy z Pakistanu. Kiedy proby kontaktu spelzna na niczym i zacznie zatrzymywac przechodniow i pytac czy mowia po angielsku – tym bardziej mozna sie zdziwic.

Na szczescie to Iran – szybko moze sie okazac, ze opiekunczy mlodzieniec chce nas po prostu ostrzec, ze nie powinnismy zostawiac bagazu bez opieki 😉 Kiedy nuta porozumienia zostala juz nawiazana serdecznie pozegnal nas usciskiem dloni i zyczyl milej podrozy.

Wczorajszy wieczor przyniosl takich sytuacji kilka i zrekompensowal nam dosc spokojne popoludnie, ktore spedzilismy lezac w kawiarni (wspominalismy juz chyba, ze w knajpach sie lezy). Przyzwyczailismy sie juz do ciaglych pogaduszek na ulicach, kurtuazyjnej goscinnosci i zaczepnego „Hello!”. Dlatego poczatkowo zignorowalismy pana, ktory zamierzal przecwiczyc swoj angielski wlasnie wtedy, kiedy przepakowalismy sie pod hotelem szukajac biletu na autobus. Nieznajomy nie odpuscil, i ku naszemu zaskoczeniu zaproponowal podwozke na dworzec. Kilka chwil pozniej siedzielismy juz w samochodzie w towarzystwie jego, jego zony, siostry zony, jego corki, syna, corki siostry zony i naszych bagazy. Wszystko to w zwyklym osobowym samochodzie. Podroz przebiegla bardzo szybko, wiec niedlugo pozniej zegnalismy sie wymieniajac wizytowki i wreczajac dzieciakom wlepki Polonii – chyba najlepszy gadzet jaki wzielismy ze soba.

Na dworcu spedzilismy raptem godzine, tym bardziej zaskakuje ilosc dziwnych sytuacji. Minute po wspomnianym wyzej spotkaniu z policjantem siedzielismy juz w dworcowej knajpeczce. Turysci z zagranicy byli dla wlasciciela sporym zaskoczeniem, ale chociaz nie mowil po angielsku – wybrnal z sytuacji idealnie. Zaprezentowal wszystkie dostepne potrawy zapraszajac nas do kuchni. Oskar nalezy mu sie jednak za genialna kreacje aktorska: po co sleczec nad slownikiem, kiedy kazdy glupi zrozumie, ze „baranina” to „me-e-e-e”? 🙂

Wprawilismy sie juz w nocnym podrozowaniu – 6 godzin w autobusie do Jazdu minelo w oka mgnieniu. Doslownie: zamknelismy oczy i gdy je otworzylismy bylismy juz na miejscu. O 6 rano zameldowalismy sie w legendarnym hotelu Silk Road nazwanego tak od przebiegajacego przez Jazd Jedwabnego Szlaku prowadzacego z Europy do Chin. Pierwsze godziny w jednym z najstarszych miast na Ziemi minely nam wspaniale – smacznie je przespalismy 😉 Po 9-tej pojawilismy sie na rownine legendarnym jak hotel serwowanym tu iranskim sniadaniu. Zachwytom nie bylo konca – ser, jajeczko, dzemy, swieze oliwki, daktyle (!!! o iranskich daktylach moglibysmy napisac oddzielna notke, sa cudowne!) i kawalki arbuza.

Reszta dnia mienla nam na leniuchowaniu i spacerkach po starym miescie. Dzisiaj piatek, czyli tutejsza niedziela.

Trzeba przyznac, ze przestrzegaja dnia wolnego o wiele gorliwiej, niz katolicy – naprawde prawie wszystko jest zamkniete. Nie bez znaczenia dla naszej organizacji dnia byl urokliwy dziedziniec naszego hotelu – zacieniony, lecz usytuowany pod golym niebem, w calosci zastawiony „lezankami” z miekkimi poduchami i dywanami – naprawde nie zachecal do spacerow po piekacym sloncu. Udalo nam sie jednak przezwyciezyc wrodzonego lenia i zobaczyc kilka pieknych meczetow z bardzo wysokimi minaretami (poniekad charakterystycznymi dla tego raczej nisko zabudowanego miasta). Wiekszosc czasu spedzilismy krecac sie po waziutkich uliczkach starego miasta, ktore zrobilo ogromne wrazenie na Lukaszu. Oczyma wyobrazni juz rozstawial przeciwnikow na planszy, ktora zbuduje na planie tutejszej zabudowy.

Uklad uliczek, mnostwo charakterystycznych punktow i nieoczywistosc architektury uznal za „idealna referencje”.
Waskie korytarze, z pozoru zupelnie takie same okazuja sie unikatowe i niepowtarzalne. Faktura glinianych scian, sklepienia, podcienie, fragmenty ceglnego muru i roznego rodzaju i wielkosci drzwi tworza niesamowity labirynt. Jak na dobry labirynt przystalo, jest mnostwo pulapek w postaci slepych uliczek, z korych wychodzi sie zasami nawet kilka minut – to nie jeden, a kilkanascie zakretow prowadzacych do jednych, zamknietych drzwi. Czegos takiego w Europie nie da sie spotkac.

Czekamy niecierpliwie na jutro, kiedy zycie wroci do normy po weekendzie – na ulicach beda ludzie, muzea beda otwarte, a bazar nie bedzie tylko pustym, zacienionym korytarzem.

Silk Road Hotel bedzie nas goscil jeszcze do niedzieli, kiedy to wieczorem wsiadziemy w pociag do Bandar-e Abbas. Tam spedzimy poniedzialek, a w nocy poplyniemy do Dubaju.

Buziaki dla Wszystkich! 🙂