Pomnik Merliona na tle panoramy Singapuru Archiwum - Singapur

Wizyta w Europie

25 maja 2014 czyt. 2 min

Poniższe słowa Łukasz napisał ponad 12 lat temu: najfajniejsze, że nic nie straciły na aktualności.

Film skończył się kilka minut po północy. Wyszliśmy z kina, a mój indonezyjski kolega zdziwił się na widok tłumów młodzieży na ulicach. - Czy oni jutro nie idą do pracy? Do szkoły? Dla mnie widok ten nie był wcale zaskakujący. Na zachodzie, w Europie, też tak spędzamy czas. Singapur jest jak Europa.
Tak naprawdę wszystko zależy od punktu odniesienia. Kiedy byłem tu po raz pierwszy Singapur wydawał mi się na wskroś azjatycki, niezwykle egzotyczny w swojej multikulturowości. Teraz, po kilku miesiącach w Indonezji Singapur jawił mi się jak Londyn albo Paryż.
Prawda leży gdzieś pośrodku: to fascynujące, egzotyczne państwo, które łączy w sobie to co najlepsze z obu kontynentów.
Chodniki! Drzewa! Trawniki! Przejścia dla pieszych! Żadnych śmieci, brudu, szczurów. Galerie, muzea, sztuka uliczna, teatry, opera. Kilka linii metra, dobrze oznaczone autobusy. Żadnych problemów komunikacyjnych. Jak w domu.
Kilka ulic dalej - Chinatown: zapach straganów z jedzeniem, chińskie zioła i przydomowe kapliczki. To, co w Chinach najlepszego ale bez przygnębiającej, betonowej szarości Chin kontynentalnych. Nieopodal Little India, czyli tak jak w przypadku wcześniejszym - to co najlepszego znaleźć możemy w Indiach, jednak bez wszechobecnej tam biedy, natrętnych taksówkarzy i sprzedawców, bez ryzyka chorób i obcowania z brudem. Singapur to tygiel kultur.

Miasto zupełnie mnie wchłonęło: każdego dnia spędzałem kilka godzin snując się po mniej lub bardziej ciekawych okolicach. I coś mi mówi, że będę tam jeszcze nie raz.

Na jednych z ostatnich zdjęć zobaczyć można Kościół Świętej Trójcy - jeden z najciekawszych architektonicznie kościołów jaki widziałem (uważny obserwator dostrzeże na dachu... smoki).

← Wszystkie wpisy