Sulawesi « Pod Zwrotnikami

Posty otagowane jako ‘Sulawesi’

Celebes – Makasar Kota

Wrzesień 1st, 2014

Moją podróż po Sulawesi* zaczęłam w Makasarze.

MapaCelebes

Miasto to jest stolicą południowej prowincji wyspy, centrum przemysłowym i świetną bazą przesiadkową. Doskonale skomunikowane dzięki dużemu lotnisku, sprawnej sieci autobusowej i dużemu portowi towarowo-pasażerskiemu stanowi dla większości turystów jedynie punkt startowy. Mało kto zostaje tu na dłużej, niż jeden dzień. Mi natomiast upłynęły już dwa tygodnie, a nadal siedzę w Makasarze! Wszystko za sprawą fajnych znajomych i nowej perspektywy, z której spojrzałam na podróżowanie.

Fort RotterdamFort Rotterdam

Fort Rotterdam

 

Podczas naszej wspólnej podróży przez Azję pierwszy raz pozwoliliśmy sobie „zasiedzieć się” w Guilin, malowniczej okolicy w Chinach. Kolejny dłuższy przestój zaliczyliśmy na Koh Chang, wyspie na północy zatoki tajskiej, gdzie wytęskniony widok na morze i hamak w przyjemnym cieniu nie pozwoliły nam się ruszyć przez długie kilka dni. Ostatnim miejscem, które nas „wciągnęło” było Kuala Lumpur. Tam historia potoczyła się tak samo, jak w Makasarze – dzięki CouchSurfingowi poznaliśmy wspaniałych ludzi, zawiązaliśmy prawdziwe przyjaźnie i… nie było siły, żeby wyjechać! Z małymi przerwami spędziliśmy w KL prawie miesiąc.

Pierwszy weekend zaraz po przylocie na Sulawesi spędziłam na biwaku w Ramma, gdzie miałam wystarczająco dużo czasu, aby poznać moich współtowarzyszy. Po powrocie do miasta zostałam gorąco przyjęta jak nowy członek ich paczki i było mi tu tak fajnie, że bez wątpliwości zmieniłam swoją dalszą trasę. Wymieniłam prawie 5 dni turlania się autobusami i promami z Tana Toraja przez Togiany do Manado na kilka dni leniuchowania w Makasarze – a sumując ceny wszystkich biletów i noclegów po drodze i odejmując bilet lotniczy do Manado, może nawet udało mi się co nieco zaoszczędzić.

lokalne jedzenie, czyli Coto Makassat - intensywny wywar wołowy z mięsem i podrobami podawany z ryżem gotowanym w liściachlokalne jedzenie, czyli Coto Makassat - intensywny wywar wołowy z mięsem i podrobami podawany z ryżem gotowanym w liściach

lokalne jedzenie, czyli Coto Makassat - intensywny wywar wołowy z mięsem i podrobami podawany z ryżem gotowanym w liściach

 
parking motorowyparking motorowy

parking motorowy

 
w mieszkaniu Ceby, studenta sztukiw mieszkaniu Ceby, studenta sztuki

w mieszkaniu Ceby, studenta sztuki

 

Oprócz nieliczonych partii w domino i wielu filiżanek kawy, którą pije się tu z takim zamiłowaniem jak piwo w Polsce, udało mi się też trochę pozwiedzać. Dla wszystkich ciekawych świata i tych, którzy planują podczas swojej podróży spędzić dzień-dwa w Makasarze, przedstawiam subiektywny Przewodnik po Południowym Celebesie. Część 1 – Makasar Kota (miasto)

Makasar, Fort Rotterdam


Niewielka fortyfikacja wybudowana przez holenderskich i portugalskich kolonizatorów zachowała się w bardzo dobrym stanie i pełni dziś rolę specyficznego starego miasta. Teren jest zamknięty, a przy wejściu należy wpisać się do specjalnej księgi i zostawić symboliczną darowiznę (2.000 IDR czyli 0,50zł zostało przyjęte z uśmiechem). Obejście całego obiektu zajmuje może 10 minut i dla Europejczyka przyzwyczajonego do brukowanych, wąskich uliczek i kamienic z małymi okienkami w południowoeuropejskim stylu nie stwarza nawet ciekawych możliwości fotograficznych. Fort Rotterdam warto zobaczyć, jeżeli nie ma się nic do roboty, ale nie ma sensu uwzględniać go w planie swojego zwiedzania.

Fort RotterdamFort Rotterdam

Fort Rotterdam

 
Fort RotterdamFort Rotterdam

Fort Rotterdam

 
Fort RotterdamFort Rotterdam

Fort Rotterdam

 
Fort RotterdamFort Rotterdam

Fort Rotterdam

 

Makasar, Pantai Losari

„Plaża” miejska jest tak naprawdę wybetonowanym nabrzeżem gęsto zastawionym plastikowymi stolikami i rozstawianymi co wieczór wózkami z jedzeniem. Mocno rozczarujemy się oczekując nadmorskich klimatów, można za to poczuć w tym miejscu fajny klimat indonezyjskich miast. Na naprawdę spektakularny zachód słońca schodzi się tu mnóstwo ludzi – można podpatrzeć jak spędza czas młodzież i rodziny z dziećmi. Warto przysiąść w jednej z knajpek, zamówić „pisang epe”, czyli grillowane banany polane wyborem upiornie słodkich sosów, a jeżeli się dobrze poszuka, pośród stoisk z bananami można nawet znaleźć wózki serwujące najprawdziwszą na świecie kawę z ekspresów ciśnieniowych. Wstyd się przyznać, ale dla tej kawy właśnie trochę tutaj zostałam 😉
10636054_4416780514282_5517860794157702804_n
Makassar, Pantai Akarena

Mniej popularna, bo położona odrobinę na uboczu plaża miejska z prawdziwego zdarzenia. Jest piasek, choć nie do końca biały, jest molo, są dobre lody (duży deser lodowy 20.000 IDR czyli 5 zł) i zachód słońca też niczego sobie. Bez wątpienia nie jest to najładniejsza plaża w Azji. Czytałam za to, że wycieczko objazdowe po okolicznych wyspach są nawet warte uwagi i całkiem tanie. Sądzę jednak, że prawdziwi amatorzy plaż będą się spieszyć na Togiany, Wakatobi albo choćby do Tanjung Bira oddalonego od Makassaru o 4 godziny drogi.

Akarena o zachodzie sloncaAkarena o zachodzie slonca

Akarena o zachodzie slonca

 
Akarena, jedna z plaż miejskich w MakassarzeAkarena, jedna z plaż miejskich w Makassarze

Akarena, jedna z plaż miejskich w Makassarze

 

* – Sulawesi to indonezyjska nazwa wyspy, którą po polsku nazywamy Celebesem. Wiemy, że nieładnie używać takich zapożyczeń, ale Ada nie może się powstrzymać.



Przygody świnki na szlaku. Trekking z Malino do Ramma, południowy Celebes, Makassar

Sierpień 26th, 2014

Moja inszallah przyszła teściowa, czyli mama Łukasza, opowiedziała nam kiedyś ciekawą anegdotkę. Pewnego dnia na spacerze po Marymoncie spotkała miłego pana, który wyprowadzał na spacer swoje zwierzątko domowe, czyli… świnkę. Mocno zdziwiona niespotykaną sytuacją zagadnęła właściciela świnki, co to za szalony pomysł trzymać wieprzka w domu. Okazało się, że świnka dumnie nazywa się Boczuś i jest potulnym, udomowionym zwierzątkiem. Po miłej pogawędce pożegnali się, a pan od świnki pochwalił się, że to nie pierwszy raz obcy ludzie interesują się Boczusiem i jest już przyzwyczajony do odpowiadania na wciąż powtarzające się pytania.

W pierwszy weekend po przyjeździe na Sulawesi poczułam się trochę jak Boczuś. Właśnie rozpoczęłam moją półtoramiesięczną podróż, a pierwszym przystankiem na mojej trasie był Makassar, stolica południowego Sulawesi. W piątek wieczorem z lotniska odebrał mnie Ceba, mój nowy i naprawdę wspaniały przyjaciel z Makassaru. Ceba jest znajomym Asonka, Jawajczyka, który mieszka i pracuje na Bali i chyba żadna moja wizyta tam nie zakończyła się sukcesem bez jego nieopisanej pomocy. Kiedy dowiedział się, że teraz zmierzam w kierunku Sulawesi, od razu zorganizował mi opiekę Ceby.

Moja trasa miała rozpocząć się z kopyta – z lotniska pojechaliśmy do pokoju, który wynajmuje Ceba, gdzie zrobiliśmy szybkie przepakowywanie i ruszyliśmy w góry na 3-dniową wycieczkę. Jeszcze nie wyjechaliśmy z miasta, kiedy podczas krótkiego przystanku na poprawienie ułożenia bagaży na motorku zagadnął nas przypadkowy przechodzień. Najpierw, jak to Indonezyjczycy mają w zwyczaju, nieproszony przyłączył się do naszych zmagań z wielkim plecakiem, a na odchodne zagadnął „bule darimana?”, co w kontekście sytuacji znaczyło oczywiście uprzejme „a biały skąd pochodzi?”, chociaż w moich uszach zabrzmiało bardziej jak „a białasa skąd wziąłeś?”. Pytanie puściłam mimo uszu, ale kiedy kilka godzin później, na szlaku, mijani wędrowcy zapytali Cebę, czy jest moim porterem, poczułam się jak kompletny Boczuś. Fakt, że mieliśmy tylko jeden plecak i akurat niósł go Ceba nie znaczył przecież, że jako biały w górach potrzebuję pomocy tragarza…! Koniec tego dobrego – pomyślałam. Jedyne rozwiązanie to zachowywać się jak Indonezyjczycy, a nie świnka na wybiegu. Zgodnie z tą myślą złamałam chyba wszystkie zasady, których przestrzeganie zalecają przewodniki po dalekich krajach.

ostatni fragment trasy - strome zejście do Ramma - pokonaliśmy już  sobotę rano

ostatni fragment trasy - strome zejście do Ramma - pokonaliśmy już sobotę rano

 

1. Nasz trekking zaczęliśmy o 1 w nocy i maszerowaliśmy po ciemku do 4 rano. Dlaczego? Nie mam zielonego pojęcia, ale uznałam, że ta rozwianie tej tajemnicy wspinaczki wcale mi nie ułatwi, a odejmie za to romantycznego absurdu całej sytuacji.
2. Powiedzenie, że przez 3 dni się nie myłam nie oddałoby sedna sprawy. Mówiąc obrazowo, jak ubrałam się w piątek rano w Dżakarcie, tak zdjęłam te ubrania w niedzielę wieczorem. Warto dodać, że pierwszego i trzeciego dnia spociłam się i to nie jak świnka, tylko jak mysz.

po wielu sporach udało mi się ustawić flagę Indonezji we właściwa strone

po wielu sporach udało mi się ustawić flagę Indonezji we właściwa strone

 

3. Jedną z części mojego ciała, których chyba ani razu nie umyłam przez te 3 dni były moje dłonie. Ma to duży wpływ na punkt czwarty, który mówi o tym, jak…
4. Wreszcie przekonałam się do jedzenia rękami. W asortyment naszej kuchni biwakowej wchodziły tylko 2 łyżki i tak się złożyło, że zanim się którejś z nich doczekałam, wypadało zacząć jeść. Rozejrzałam się, jak radzą sobie pozostali i okazało się, że tym razem nie mam wyboru.
5. Podczas jednego ze spacerków po okolicy piłam alkohol nieznanego pochodzenia…
6. … którym częstowali mnie nieznajomi.
7. Dokładniej – trzy różne rodzaje alkoholu…
8. …z jednego kieliszka z 10 innymi osobami bez zbędnego mycia.
9. Przez pierwsze dwa dni usilnie powstrzymywałam się od picia wody ze strumyka płynącego środkiem polanki. Ugotowany w niej ryż, makaron i kawę tłumaczyłam faktem, że przecież bakterie w 100 stopniach… i tak dalej. Trzeciego dnia zorientowałam się, że przecież z tego samego strumyczka zaczerpniemy wody do bidonów na drogę powrotną, a nie oszukujmy się – nie dam rady przecież przejść 4 godzin górami bez łyka wody.
10. Kolejnym argumentem przemawiającym za wodą ze strumyka był fakt, że nawet jak się jej nie napiję, to muszę umyć w niej zęby i umyć naczynia…
11. …a woda, jak to w górskich strumykach bywa, była przeraźliwie zimna, więc żadna z tych dwóch czynności nie należała do przyjemnych.
12. Momentem przeistoczenia się ze świnki w człowieka okazała się jednak droga powrotna. Trekking powrotny zaczyna się bardzo ostrym i długim podejściem pod górę, które jest zdecydowanie najtrudniejszym fragmentem całej trasy. Założyłam sobie w duchu, że jak już pokonamy pierwszą górkę i zrobi się łatwiej, bohatersko zaproponuję Cebie, że mogę trochę ponieść 20-kilogramowy plecak. Podczas nocnej przeprawy zmieniłam go na niecałą godzinę i nogi mocno się pode mną uginały… Dość niespodziewanie Ceba po kilkunastu minutach marszu zapytał czy może nie poniosłabym plecaka przez chwilę pod górę, bo on jest już zmęczony. Udało chyba mi się ukryć panikę w oczach i dzielnie przejęłam bagaż. A jak już się rozpędziłam pod tą górkę… to doniosłam go aż do samego końca ku szalonej radości wszystkich naszych towarzyszy! Koledzy i jedyna koleżanka prawie piali z zachwytu, jaki to odważny białas im się trafił, a ich znajomi, których notorycznie spotykaliśmy po drodze patrzyli z zazdrością na Boczusia obciążonego 20-kilogramowym plecakiem, z którego lał się pot. A Boczuś szedł jak taran przed siebie skupiając się na śliskiej i stromej ścieżce zamiast na oszałamiających widokach.

Chyba się udało. Na polance zwanej Ramma oprócz nas biwakowało kilkaset osób – młodzieży z Makassaru i okolic. Kilku lub kilkunastoosobowe grupy znajomych przybywały przez cały piątek, sobotę i noc pomiędzy nimi. W niedzielne popołudnie na wąskiej ścieżce zrobiło się bardzo tłoczono w odwrotnym kierunku. Przy każdym obozowisku wisiała flaga Indonezji (w niedzielę obchodzono Dzień Niepodległości), a przy niektórych oficjalne flagi paczek znajomych.

Dwa dni w górach upłynęły wszystkim na słodkim lenistwie, spaniu w namiotach lub przed, gotowaniu obiadów na turystycznych palnikach i spacerowaniu po okolicy owiniętym w sarongi. Wieczorem paliły się ogniska i słychać było indonezyjskie piosenki przy akompaniamencie gitar. Urzekło mnie w całym spędzie to, że byłam chyba jedyną osobą w promieniu kilku kilometrów, która mówiła po angielsku, nie wspominając nawet o tym, że być może byłam pierwszym białym w ten miejscu – Ramma to popularne miejsce trekkingowe tylko dla lokalnych amatorów wspinaczek. Mój widok budził duże poruszenie, ale jak mantrę odpowiadałam „z Dżakarty” na nagminnie powtarzające się pytanie „skąd jesteś?” tak bojowym tonem, jak tylko małe świnki potrafią.

Jeżeli w ciągu najbliższego tygodnia nie będę pisała relacji z pobytu w indonezyjskiego szpitala, cały weekendowy wypad uznam za wielki sukces. Udało mi się odczuć coś, czego nigdy nie zaznałam w podróżach – przyjemnej nudy, spokoju i zatrzymania. Poleżałam w hamaku, piłam kawę za kawą i empatycznie partycypowałam w przyjemnej atmosferze. Moja znajomość indonezyjskiego pozwalała mi tylko na załapanie tematu rozmowy bez zbędnych niuansów takich jak sens żartów albo podział na role w dyskusji. Pomimo tego było naprawdę super. A najbardziej chyba cieszę się, że pod koniec weekendu nie byłam już Boczusiem. Chyba za którymś razem, kiedy moje zachowanie niezgodne z oczekiwaniami moich znajomych w stosunku do zmanierowanej Europejki wzbudziło ich niewielki podziw, zmieniłam się w jakieś inne zwierzątko. Inszallah był to jeż białobrzuchy.

pierwsi przyjaciele podróży: wulkany widziane z okien samolotupierwsi przyjaciele podróży: wulkany widziane z okien samolotu

pierwsi przyjaciele podróży: wulkany widziane z okien samolotu

tym razem widziałam ich aż 5. po lewej Sumbing, a po prawej Sindorotym razem widziałam ich aż 5. po lewej Sumbing, a po prawej Sindoro

tym razem widziałam ich aż 5. po lewej Sumbing, a po prawej Sindoro

po 2 godzinach jazdy motorem z Makassaru dojechaliśmy na poczatek szlaku. punkt rejestracji otwary cala dobępo 2 godzinach jazdy motorem z Makassaru dojechaliśmy na poczatek szlaku. punkt rejestracji otwary cala dobę

po 2 godzinach jazdy motorem z Makassaru dojechaliśmy na poczatek szlaku. punkt rejestracji otwary cala dobę

 
nasz pierwszy nocleg w Talung - punkcie na szczycie górynasz pierwszy nocleg w Talung - punkcie na szczycie góry

nasz pierwszy nocleg w Talung - punkcie na szczycie góry

na miejsce dotarliśmy o 4 rano i przespaliśmy dwie godziy do wschody słońcana miejsce dotarliśmy o 4 rano i przespaliśmy dwie godziy do wschody słońca

na miejsce dotarliśmy o 4 rano i przespaliśmy dwie godziy do wschody słońca

Ceba pije pyszna, poranna kawe w kubku wycietym z butelki po wodzie. zapomnielismy kubkow!Ceba pije pyszna, poranna kawe w kubku wycietym z butelki po wodzie. zapomnielismy kubkow!

Ceba pije pyszna, poranna kawe w kubku wycietym z butelki po wodzie. zapomnielismy kubkow!

 
nasze pierwsze "obozowisko", gdzie przespaliśmy 2 godziny w temperaturze ok. 10 stopni. brrr!nasze pierwsze "obozowisko", gdzie przespaliśmy 2 godziny w temperaturze ok. 10 stopni. brrr!

nasze pierwsze "obozowisko", gdzie przespaliśmy 2 godziny w temperaturze ok. 10 stopni. brrr!

na wzgórzu również biwakowało sporo ludzina wzgórzu również biwakowało sporo ludzi

na wzgórzu również biwakowało sporo ludzi

 
pierwszy widok na Ramma - cel naszej wspinaczkipierwszy widok na Ramma - cel naszej wspinaczki

pierwszy widok na Ramma - cel naszej wspinaczki

wyczekiwane słońce, które ogrzało nasze wymarźnięte ciaławyczekiwane słońce, które ogrzało nasze wymarźnięte ciała

wyczekiwane słońce, które ogrzało nasze wymarźnięte ciała

widok za zachód, w oddali Makassarwidok za zachód, w oddali Makassar

widok za zachód, w oddali Makassar

 
ostatni fragment trasy - strome zejście do Ramma - pokonaliśmy już  sobotę ranoostatni fragment trasy - strome zejście do Ramma - pokonaliśmy już sobotę rano

ostatni fragment trasy - strome zejście do Ramma - pokonaliśmy już sobotę rano

Ramma. widok w sobotę o świcie, przez cały dzień docierali kolejni podróżnicy i namiotów robiło się więcej i więcejRamma. widok w sobotę o świcie, przez cały dzień docierali kolejni podróżnicy i namiotów robiło się więcej i więcej

Ramma. widok w sobotę o świcie, przez cały dzień docierali kolejni podróżnicy i namiotów robiło się więcej i więcej

 
roti bakar, czyli indonezyjskie tosty. podawane ze skonensowanym mlekiem słodzonym albo... majonezemroti bakar, czyli indonezyjskie tosty. podawane ze skonensowanym mlekiem słodzonym albo... majonezem

roti bakar, czyli indonezyjskie tosty. podawane ze skonensowanym mlekiem słodzonym albo... majonezem

pierwszy lunch - ryż, super-ostre omlety i IndoMie (zupki instant)pierwszy lunch - ryż, super-ostre omlety i IndoMie (zupki instant)

pierwszy lunch - ryż, super-ostre omlety i IndoMie (zupki instant)

 
kumple Ceby rozbici po drugiej stronie polanki. była grana wódeczkakumple Ceby rozbici po drugiej stronie polanki. była grana wódeczka

kumple Ceby rozbici po drugiej stronie polanki. była grana wódeczka

 
inna ekipa backpackerówinna ekipa backpackerów

inna ekipa backpackerów

"jalan-jalan" po indonezyjsku znaczy "przechadzać się, spacerować" i to własnie robilismy cała sobote"jalan-jalan" po indonezyjsku znaczy "przechadzać się, spacerować" i to własnie robilismy cała sobote

"jalan-jalan" po indonezyjsku znaczy "przechadzać się, spacerować" i to własnie robilismy cała sobote

 
Celli, Bee, ja i Dede podczas jednego ze spacerkówCelli, Bee, ja i Dede podczas jednego ze spacerków

Celli, Bee, ja i Dede podczas jednego ze spacerków

nocne kawy i kawkinocne kawy i kawki

nocne kawy i kawki

obieram ziemniaki na frytki nożykiem do tapetobieram ziemniaki na frytki nożykiem do tapet

obieram ziemniaki na frytki nożykiem do tapet

 
Celli był profesjonalnie przygotowany do wyprawyCelli był profesjonalnie przygotowany do wyprawy

Celli był profesjonalnie przygotowany do wyprawy

danie narodowe Indonezjo - IndoMie, dziś gotowane ze szczypiorkiemdanie narodowe Indonezjo - IndoMie, dziś gotowane ze szczypiorkiem

danie narodowe Indonezjo - IndoMie, dziś gotowane ze szczypiorkiem

Bee szaleje w kuchni z limonkaBee szaleje w kuchni z limonka

Bee szaleje w kuchni z limonka

 
sesja fotograficzna lunchu - dziś ryż, zupki IndoMie, omlet z makaronem instant i frytkisesja fotograficzna lunchu - dziś ryż, zupki IndoMie, omlet z makaronem instant i frytki

sesja fotograficzna lunchu - dziś ryż, zupki IndoMie, omlet z makaronem instant i frytki

Ceba doglada, czy na pewno żadnego jedzenia nie będziemy nieść z powrotemCeba doglada, czy na pewno żadnego jedzenia nie będziemy nieść z powrotem

Ceba doglada, czy na pewno żadnego jedzenia nie będziemy nieść z powrotem

poszłam umyć zęby, ale ktoś mnie uprzedził i zajal moja miejscowke...poszłam umyć zęby, ale ktoś mnie uprzedził i zajal moja miejscowke...

poszłam umyć zęby, ale ktoś mnie uprzedził i zajal moja miejscowke...

 
Ada i Celli z plecakami. cała ekipa była ze mnie bardzo dumna ;)Ada i Celli z plecakami. cała ekipa była ze mnie bardzo dumna 😉

Ada i Celli z plecakami. cała ekipa była ze mnie bardzo dumna 😉

po wielu sporach udało mi się ustawić flagę Indonezji we właściwa stronepo wielu sporach udało mi się ustawić flagę Indonezji we właściwa strone

po wielu sporach udało mi się ustawić flagę Indonezji we właściwa strone

Bee i Giant celebruja Dzień Niepodleglości IndonezjiBee i Giant celebruja Dzień Niepodleglości Indonezji

Bee i Giant celebruja Dzień Niepodleglości Indonezji

 
Ceba z flagaCeba z flaga

Ceba z flaga

i Dede z flagai Dede z flaga

i Dede z flaga

 
w drodze powrotnej dumnie szlam w koszulce "Backpacker Indonesia Makassar", która dostalam od Ceby w ramach uznania za wniesienie plecaka pod najwyzsza górę na trasie. koszulka byla jeszcze mokra od potu, mmm! ;)w drodze powrotnej dumnie szlam w koszulce "Backpacker Indonesia Makassar", która dostalam od Ceby w ramach uznania za wniesienie plecaka pod najwyzsza górę na trasie. koszulka byla jeszcze mokra od potu, mmm! 😉

w drodze powrotnej dumnie szlam w koszulce "Backpacker Indonesia Makassar", która dostalam od Ceby w ramach uznania za wniesienie plecaka pod najwyzsza górę na trasie. koszulka byla jeszcze mokra od potu, mmm! 😉

Bee i Giant - nadal nie udalo mi sie dowiedziec ile sa już paraBee i Giant - nadal nie udalo mi sie dowiedziec ile sa już para

Bee i Giant - nadal nie udalo mi sie dowiedziec ile sa już para

 
Uga, znajoma Ceby spotkana w drodze powrotnejUga, znajoma Ceby spotkana w drodze powrotnej

Uga, znajoma Ceby spotkana w drodze powrotnej

 
okolice wioski Lembanna, gdzie zaczyna się trekkingokolice wioski Lembanna, gdzie zaczyna się trekking

okolice wioski Lembanna, gdzie zaczyna się trekking

 
mój wspaniały kierowcamój wspaniały kierowca

mój wspaniały kierowca

a na pierwszy obiad w cywilizacji - IndoMie!a na pierwszy obiad w cywilizacji - IndoMie!

a na pierwszy obiad w cywilizacji - IndoMie!