Posty otagowane jako ‘mecz’

Derby Indonezji

Sierpień 11th, 2014

W końcu!
Odwiedziny piłkarskich stadionów to żelazny punkt naszych nawet najkrótszych wyjazdów: jednodniowego wypadu do Lwowa, trzydniowego pobytu w Singapurze czy równie krótkich odwiedzin w Szanghaju czy Tel Awiwie. Dlatego dziwić może fakt, że chociaż mieszkamy w Dżakarcie od ponad pół roku – dopiero wczoraj po raz pierwszy wybraliśmy się na mecz.

Na swoje usprawiedliwienie mamy tylko dwa fakty.
Po pierwsze – chociaż piłka nożna jest w Indonezji popularna, to rozgrywki krajowe czy reprezentacyjne blakną przy popularności najbardziej znanych drużyn świata. Indonezja zachwyca się Barceloną, Realem, Arsenalem i Manchesterem United. Kibicuje Borussi Dortmund, Bayernowi Monachium, drużynom z Mediolanu. Dumnie paraduje w koszulkach Niemiec, Brazylii, Argentyny. Przez cały nasz pobyt RAZ udało nam się dostrzec człowieka w koszulce lokalnej Persijy, podczas gdy każdego dnia mijamy dwudziestu Messich, piętnastu Ronaldo i kilkunastu innych gwiazdorów. Miejscowa piłka jest na tak żenującym poziomie, że interesuje tylko nielicznych.

Po drugie – od stadionów odstrasza brak bezpieczeństwa. Liga Indonezyjska ma gigantyczny problem ze stadionowym chuligaństwem, a kibice z Dżakarty znani są jako najgorsi w kraju. Tu skala jest jeszcze poważniejsza niż w Polsce: problemem nie są bijatyki między kibicami, a to, że wiele z nich kończy się zabójstwami.

To nie "L". To "J".

To nie "L". To "J".

 

Tak było 2 lata temu, gdy Persija grała w Dżakarcie mecz ligowy z Persib Bandung. (Tu mała dygresja: większość drużyn w Indonezji nazywa się bardzo podobnie, bo niemal każda nazwa oznacza Klub Piłki Nożnej… – Persatuan Sepak Bola. Są więc PersiJA z JAkarty, PersiB z Bandung, PersiPURA z JayaPURY, PerseBAYA z SuruBAYI, PersiS z Solo, PerseDEN z DENpasaru, PersiRAM z Raja AMpat itp itd). Rywalizacja dwóch najbardziej utytułowanych i najbardziej popularnych drużyn Indonezji zakończyła się tragicznie – już przed meczem doszło do bijatyk, w których zamordowano trzech kibiców z Bandung, a pięciu kolejnych kibiców zostało ciężko rannych.
Gdy przed meczem rok później niezidentyfikowani napastnicy zaatakowali autobus z piłkarzami Persib policja stwierdziła, że organizacja spotkań pomiędzy zwaśnionymi ekipami w Dżakarcie jest zwyczajnie niemożliwa. Od tego momentu mecze Persija – Persib odbywały się na neutralnym gruncie (Solo i Sleman), na który wstęp mieli tylko kibice jednej z drużyn.
Dopiero kilka tygodnie temu przedstawiciele grup kibiców postanowili się dogadać i na neutralnym gruncie Bogor „zawrzeć rozejm” (!!!!) w obecności przedstawicieli miejscowej policji (!!!!). W efekcie – policja po raz pierwszy od dwóch lat zgodziła się na zorganizowanie meczu w Dżakarcie (acz bez obecności grupy kibiców gości). Gdy kilka dni temu ogłoszono, że spotkanie odbędzie się na Stadionie Narodowym nie trzeba było długo nas namawiać.
Stojący na niższym niż żenujący poziomie (a regularnie oglądamy polską IV ligę, więc wiemy co to żenujący poziom) mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Emocje można było poczuć tylko dzięki blisko 70.000 kibiców, którzy zapełnili stadion. Cóż – informacje o „rozejmie” wydają się grubo przesadzone, ale organizatorzy dobrze się przygotowali. Dzisiejsza prasa informuje, że mecz zabezpieczało ponad 1700 policjantów. Obyło się bez większych incydentów.

Bilety na w teorii najspokojniejszy i zapewniający dobrą widoczność sektor VIP kosztowały po 50 zł. Szybko jednak okazało się, że ostatnie czego powinniśmy się spodziewać, to przestrzeganie podziału stadiony na sektory…

To nie "L". To "J".To nie "L". To "J".

To nie "L". To "J".

Na szaliku przekreślony herb Persib Bandung - największego rywala Persijy.Na szaliku przekreślony herb Persib Bandung - największego rywala Persijy.

Na szaliku przekreślony herb Persib Bandung - największego rywala Persijy.

 
W prawym górnym rogu batik "w barwach".W prawym górnym rogu batik "w barwach".

W prawym górnym rogu batik "w barwach".

Sektor VIP był mniej zatłoczony, więc kusił kibiców.Sektor VIP był mniej zatłoczony, więc kusił kibiców.

Sektor VIP był mniej zatłoczony, więc kusił kibiców.

 
Atak zażegnany. Na razie.Atak zażegnany. Na razie.

Atak zażegnany. Na razie.

 
Powitanie piłkarzy z Bandung.Powitanie piłkarzy z Bandung.

Powitanie piłkarzy z Bandung.

 
Sektor VIP nadal pusty - czemu nie wykorzystać pustych miejsc?Sektor VIP nadal pusty - czemu nie wykorzystać pustych miejsc?

Sektor VIP nadal pusty - czemu nie wykorzystać pustych miejsc?

 
Policja znów opanowuje sytuację.Policja znów opanowuje sytuację.

Policja znów opanowuje sytuację.

 
Mecz transmitowany był na żywo przez publiczna TV.Mecz transmitowany był na żywo przez publiczna TV.

Mecz transmitowany był na żywo przez publiczna TV.

 
 
Trzecie podejście do równomiernego zapełnienia miejsc...Trzecie podejście do równomiernego zapełnienia miejsc...

Trzecie podejście do równomiernego zapełnienia miejsc...

 
 
Gniazdowa.Gniazdowa.

Gniazdowa.

W pierwszym rzędzie: legowisko lwów.W pierwszym rzędzie: legowisko lwów.

W pierwszym rzędzie: legowisko lwów.

 
 
 
Raz na jakiś czas na trybunach dochodziło do wewnętrznych niesnasek.Raz na jakiś czas na trybunach dochodziło do wewnętrznych niesnasek.

Raz na jakiś czas na trybunach dochodziło do wewnętrznych niesnasek.

Były sektorówki...Były sektorówki...

Były sektorówki...

 
 
Na każdym sektorze po kilka flag pokazujacych solidarność z Palestyna.Na każdym sektorze po kilka flag pokazujacych solidarność z Palestyna.

Na każdym sektorze po kilka flag pokazujacych solidarność z Palestyna.

 
Wśród flag kilka "antyfaszystowskich".Wśród flag kilka "antyfaszystowskich".

Wśród flag kilka "antyfaszystowskich".

 
Piłkarze z Bandung kilkukrotnie byli celem rzucanych z trybun butelek. Podobnie jak interweniujaca policja.Piłkarze z Bandung kilkukrotnie byli celem rzucanych z trybun butelek. Podobnie jak interweniujaca policja.

Piłkarze z Bandung kilkukrotnie byli celem rzucanych z trybun butelek. Podobnie jak interweniujaca policja.

 
 
 
 


Miasto Lwa

Styczeń 26th, 2014

Singapur to miasto, które wymienia się jednym tchem obok Szanghaju i Hong Kongu. Miasto-państwo, które, tak jak dwie pozostałe metropolie było niegdyś kolonią brytyjską, a dziś stanowi centrum światowego handlu. Chociaż leży daleko na południu (2500km od Hong Kongu, 4000km od Szanghaju) również jest państwem „chińskim”: prawie 75% mieszkańców ma chińskie korzenie.

Biurowce na Marina Bay.

Biurowce na Marina Bay.

 

Właśnie ten czynnik zadecydował o tym, że dawna brytyjska kolonia zdecydowała się na niepodległość. Początkowo, po ogłoszeniu niepodległości przez Malezję Singapur również ogłosił niezależność od Wielkiej Brytanii i przystąpił do nowej Federacji. Niestety – szybko okazało się, że stanowiący mniejszość w swoim państwie Malajczycy nie mają zamiaru przyznawać równych praw mniejszościom narodowym. Singapur wystąpił więc z Malezji i od 1965 roku stanowi niepodległe państwo.

Skąd jednak Chińczycy w Singapurze? By to wyjaśnić trzeba cofnąć się jeszcze o 200 lat. W 1819 roku brytyjski polityk Stamford Raffles dogadał się w Malakce z Sułtanem Johoru w sprawie utworzenia przystani handlowej w małej rybackiej wiosce Singapura (czyli Miasto Lwa) – ta liczyła wówczas około 1000 mieszkańców, w tym około 20 Chińczyków. Pieć lat później zawarto kolejną umowę: całe miasteczko stało się własnością Imperium Brytyjskiego. Nowe władze od początku postawiły na handel: kupcy przybywający do miasta zostali całkowicie zwolnieni z podatków. Nic dziwnego, że miasto szybko rozkwitło – 30 lat później Singapur był już 80 tysięcznym miastem, w którym kupcy z Chin stanowili ponad połowę populacji…

Sir Raffles, który sprawił, że wioska rybacka zmieniła się w mocarstwo.

Sir Raffles, który sprawił, że wioska rybacka zmieniła się w mocarstwo.

 

Tyle o historii – dużo bardziej od niej państwo fascynuje teraźniejszością.

Singapur jest republiką bardzo nietypową.
Nie obowiązuje w nim wolność słowa. W Singapurze cenzuruje się internet, stosuje karę śmierci i chłostę (na przykład – za wandalizm: w 2004 obywatel Szwajcarii został skazany na 5 miesięcy więzienia i chłostę za wymalowanie sprayem pociągu metra). Singapur nie podpisał żadnych konwencji zakazującej tortur, a publiczne zgromadzenia (za takie uważa się spotkanie powyżej 5 osób!) dozwolone są tylko w jednym miejscu w mieście.
Z drugiej strony – Singapur jest krajem mlekiem i miodem płynącym. Pod każdym względem. Najlepsza na świecie służba zdrowia (czwarta najdłuższa na świecie oczekiwana długość życia obywateli: 80 dla mężczyzn i 85 dla kobiet; najniższy na świecie odsetek umieralności niemowląt), zupełny brak korupcji, ponad jeden telefon komórkowy na każdego obywatela, ale jeden samochód na obywateli… dziesięciu (to oczywiście celowo, by zmniejszyć korki i wymusić korzystanie z rewelacyjnie zaplanowanej komunikacji zbiorowej, w tym 153 kilometrów linni metra). Co jeszcze? Teatry, kasyna, coroczny uliczny wyścig Formuły 1. Nowoczesne wieżowce, ale i sporo miejsc zielonych. Wszystko to czyste i pachnące.

Dla turystów najważniejsza informacja o Singapurze jest jednak bardzo prosta: Singapur jest bardzo, bardzo drogi. Tak drogi, jak Norwegia czy Szwajcaria dlatego spędziliśmy tam tylko dwie noce (cudem udało nam się dorwać bardzo tani hotel, Fragrance Hotel Oasis, za 33 dolary czyli nieco ponad 100 zł za noc – normalna cena jest 3 razy wyższa!). Mimo to – było warto!

Chociaż na wstępie wspomnieliśmy o Hong Kongu i Szanghaju – tak na prawdę Singapur jest zupełnie inny. Dużo spokojniejszy, mniej zatłoczony. Mniej żywy. Nasze opinie o mieście nieco się różnią: Ada stwierdziła wprost, że miasto jest… nudne. Łukasz „nudę” stara się tłumaczyć przyjaznością miasta dla mieszkańców – intensywność Hong Kongu rozciągnięta jest tu na dużo większym obszarze. Centrum miasta nie da się obejść w pół godzinki, dlatego zwiedzanie go faktycznie momentami może nużyć. Brakuje też tego, co pokochaliśmy w Szanghaju i co towarzyszyło nam podczas całej podróży – jedzenia ulicznego. Na pięknych, pozamiatanych ulicach nie ma miejsca na takie ekscesy jak wózki z przekąskami. Tu kawę i przekąski kupuje się w Starbucksie (niespodzianka: drogo jak na Azję, ale w podobnej cenie co w Warszawie). Z fantastyczną kuchnią zapoznać się można na licznych Food Courtach – jadalniach pełnych małych restauracji, takich jak w Polsce znaleźć możemy w centrach handlowych.

Chociaż stara, kolonialna część Singapuru jest urocza – bardziej przypomina Londyn niż jakąkolwiek azjatycką metropolię. Zdania na ten temat również mieliśmy podzielone.
Singapur wciąż się rozwija. Nasz przewodnik i mapy wydrukowane w 2011 ni słowem nie wspominają, o najnowszych atrakcjach – niesamowitym hotelu Marina Bay Sands i Ogrodach w Zatoce. Zwłaszcza te ostatnie przypadły nam do gustu – wieczorne pokazy prezentują widoki jak z innej planety i innego czasu.

Singapur fascynuje ale i przeraża niebezpiecznie zbliżając się do wizji miasta z roku 1984. To miasto nakazów, zakazów i upomnień. Miasto-państwo, w którym rządzący komunikują się z obywatelami w bardzo prosty i wyraźny sposób informując na co ci mogą sobie pozwolić, a na co nie.
To co w Europie nazywamy Kampaniami Społecznymi tu weszło na zupełnie nowy poziom. Władze doradzają, by nie brać pożyczek od mafii i nie należy jeść tradycyjnych zup z płetwy rekina. Ostrzegają pokazując jakie kary obowiązują, za jedzenie i picie w metrze. W hinduistycznej świątyni dziękują „mniejszościom narodowym” za wkład w budowę miasta, ale i ostrzega, że wszyscy biorący udział w zamieszkach czy protestach zostaną przykładnie ukarani… Jadąc metrem często razy słyszy się komunikat z prośbą o kontakt z ochroną w przypadku zauważenia „podejrzanych osób, zwierząt lub przedmiotów”. Adę jednak najbardziej irytował komunikat, by uważać na dziurę miedzy wagonikiem metra, a peronem. Chociaż dziura miała co najwyżej 5 cm szerokości – komunikat nadawany był na każdej stacji…

Wisienka na torcie: "Branie udziału w zamieszkach nie prowadzi do niczego poza CHŁOSTĄ i więzieniem."Wisienka na torcie: "Branie udziału w zamieszkach nie prowadzi do niczego poza CHŁOSTĄ i więzieniem."

Wisienka na torcie: "Branie udziału w zamieszkach nie prowadzi do niczego poza CHŁOSTĄ i więzieniem."

 

Z ciekawostek: udało nam się odwiedzić Marymont!

Dzielnica o swojskiej nazwie Marymount nie była może najpiękniejszą w mieście, ale cieszymy się, że dane było nam zobaczyć trochę swojskich klimatów na drugim końcu świata.

Nocny pociąg z Kuala Lumpur do SingapuruNocny pociąg z Kuala Lumpur do Singapuru

Nocny pociąg z Kuala Lumpur do Singapuru

Ada na swojej koi.Ada na swojej koi.

Ada na swojej koi.

Singapurskie śniadanie: bułeczka z serem i kawa z torebki.Singapurskie śniadanie: bułeczka z serem i kawa z torebki.

Singapurskie śniadanie: bułeczka z serem i kawa z torebki.

 
Poranek na Marina Bay z Marina Bay Sands w tle.Poranek na Marina Bay z Marina Bay Sands w tle.

Poranek na Marina Bay z Marina Bay Sands w tle.

Biurowce na Marina Bay.Biurowce na Marina Bay.

Biurowce na Marina Bay.

 
Ciekawostka: w Singapurze niemal nigdzie nie ma sieci wifi. Wszyscy mają internet w komórkach. Na szczęście: udało nam się dorwać sięć w Subwayu.Ciekawostka: w Singapurze niemal nigdzie nie ma sieci wifi. Wszyscy mają internet w komórkach. Na szczęście: udało nam się dorwać sięć w Subwayu.

Ciekawostka: w Singapurze niemal nigdzie nie ma sieci wifi. Wszyscy mają internet w komórkach. Na szczęście: udało nam się dorwać sięć w Subwayu.

 
Budynek Fullertona z 1924 roku. Izba handlu, następnie Główna Poczta, a obecnie pięciogwiazdkowy Hotel Fullerton.Budynek Fullertona z 1924 roku. Izba handlu, następnie Główna Poczta, a obecnie pięciogwiazdkowy Hotel Fullerton.

Budynek Fullertona z 1924 roku. Izba handlu, następnie Główna Poczta, a obecnie pięciogwiazdkowy Hotel Fullerton.

Zdjęcie z mostu Esplanade na most Cavenagh. Po obu przebiega tor wyścigowy Grand Prix Singapuru.Zdjęcie z mostu Esplanade na most Cavenagh. Po obu przebiega tor wyścigowy Grand Prix Singapuru.

Zdjęcie z mostu Esplanade na most Cavenagh. Po obu przebiega tor wyścigowy Grand Prix Singapuru.

 
Biurowce na Marina Bay z daleka.Biurowce na Marina Bay z daleka.

Biurowce na Marina Bay z daleka.

Latający spodek?Latający spodek?

Latający spodek?

 
Marina Bay Sands, ArtScience Museum, a na pierwszym planie - dekoracje na chiński nowy rok.Marina Bay Sands, ArtScience Museum, a na pierwszym planie - dekoracje na chiński nowy rok.

Marina Bay Sands, ArtScience Museum, a na pierwszym planie - dekoracje na chiński nowy rok.

 
 
Garden on a Bay, czyli Ogród nad Zatoką.Garden on a Bay, czyli Ogród nad Zatoką.

Garden on a Bay, czyli Ogród nad Zatoką.

 
 
 
Tu także, jak w każdym mieście z chińską społecznością (poza Chinami!) wszędzie widać kapliczki, ołtarzyki, domy dla duchów przodków.Tu także, jak w każdym mieście z chińską społecznością (poza Chinami!) wszędzie widać kapliczki, ołtarzyki, domy dla duchów przodków.

Tu także, jak w każdym mieście z chińską społecznością (poza Chinami!) wszędzie widać kapliczki, ołtarzyki, domy dla duchów przodków.

Chinatown.Chinatown.

Chinatown.

 
Rok Konia coraz bliżej, trzeba kupować okolicznościowe naklejki!Rok Konia coraz bliżej, trzeba kupować okolicznościowe naklejki!

Rok Konia coraz bliżej, trzeba kupować okolicznościowe naklejki!

 
 
 
 
 
 
 
Sir Raffles, który sprawił, że wioska rybacka zmieniła się w mocarstwo.Sir Raffles, który sprawił, że wioska rybacka zmieniła się w mocarstwo.

Sir Raffles, który sprawił, że wioska rybacka zmieniła się w mocarstwo.

 
Ministerstwo Komunikacji.Ministerstwo Komunikacji.

Ministerstwo Komunikacji.

Centralna Straż Pożarna.Centralna Straż Pożarna.

Centralna Straż Pożarna.

 
Srebrny Kościół? Nie, galeria sztuki.Srebrny Kościół? Nie, galeria sztuki.

Srebrny Kościół? Nie, galeria sztuki.

Świątynia w Little India.Świątynia w Little India.

Świątynia w Little India.

 
Ogród nad zatoką po zmroku.Ogród nad zatoką po zmroku.

Ogród nad zatoką po zmroku.

 
 
 
 

a tu: garść „informacji” na które można trafić w mieście.

Nocka w Ibisie: 550 zł.Nocka w Ibisie: 550 zł.

Nocka w Ibisie: 550 zł.

Miejsce chronione, obcym wstęp wzbroniony.Miejsce chronione, obcym wstęp wzbroniony.

Miejsce chronione, obcym wstęp wzbroniony.

Nie pożyczaj od lichwiarzy bo twoje życie zmieni się w piekło.Nie pożyczaj od lichwiarzy bo twoje życie zmieni się w piekło.

Nie pożyczaj od lichwiarzy bo twoje życie zmieni się w piekło.

Najtańsze piwko: 4.40 = 10.50 zł za puszkę 0.33lNajtańsze piwko: 4.40 = 10.50 zł za puszkę 0.33l

Najtańsze piwko: 4.40 = 10.50 zł za puszkę 0.33l

 
Cola 1.5l = 9złCola 1.5l = 9zł

Cola 1.5l = 9zł

Ciekawostka: wstajesz wcześniej, jeździsz metrem za darmo! Wystarczy wyjść z domu przed 7:45, a dojechać do pracy pomiędzy 7:45, a 8:00.Ciekawostka: wstajesz wcześniej, jeździsz metrem za darmo! Wystarczy wyjść z domu przed 7:45, a dojechać do pracy pomiędzy 7:45, a 8:00.

Ciekawostka: wstajesz wcześniej, jeździsz metrem za darmo! Wystarczy wyjść z domu przed 7:45, a dojechać do pracy pomiędzy 7:45, a 8:00.

Wisienka na torcie: "Branie udziału w zamieszkach nie prowadzi do niczego poza CHŁOSTĄ i więzieniem."Wisienka na torcie: "Branie udziału w zamieszkach nie prowadzi do niczego poza CHŁOSTĄ i więzieniem."

Wisienka na torcie: "Branie udziału w zamieszkach nie prowadzi do niczego poza CHŁOSTĄ i więzieniem."

 
Fasolki soi!Fasolki soi!

Fasolki soi!

98% czuje, że ustawianie się w kolejce i schodzenie z drogi wychodzących sprawia, że wszystkim jest szybciej. Czy ty też tak czujesz?98% czuje, że ustawianie się w kolejce i schodzenie z drogi wychodzących sprawia, że wszystkim jest szybciej. Czy ty też tak czujesz?

98% czuje, że ustawianie się w kolejce i schodzenie z drogi wychodzących sprawia, że wszystkim jest szybciej. Czy ty też tak czujesz?

 
Znajdź meble, które pasują do twojego znaku zodiaku!Znajdź meble, które pasują do twojego znaku zodiaku!

Znajdź meble, które pasują do twojego znaku zodiaku!

Bydłu i koniom wstęp na most wzbroniony!Bydłu i koniom wstęp na most wzbroniony!

Bydłu i koniom wstęp na most wzbroniony!

 
Pan Chen skończył z płetwami!Pan Chen skończył z płetwami!

Pan Chen skończył z płetwami!

 

Cóż więc można zrobić w tak porządnym, kulturalnym i czystym miejscu? My poszliśmy na mecz. Singapur to malutkie państwo, nie ma w nim wielu drużyn, więc singapurska drużyna Lions XII gra w gościnnie w rozgrywkach malezyjskich: W zeszłym roku została nawet mistrzem! Mieliśmy więc dużo szczęścia, że w środku tygodnia udało nam się trafić na spotkanie: mecz o Puchar Ligi Malezji z drużyną o wdzięcznej nazwie KL DRB HICOM FC (drugoligowiec z Kuala Lumpur).
Było bardzo fajnie. Na stadionie panowała rodzinna wręcz atmosfera, a najbardziej zagorzali fani nosili koszulki z pięknym hasłem: „We hardcores, not hooligans!”. Mecz, chociaż zakończył się wygraną 3:0 nie stał na specjalnie wysokim poziomie, ale piłkarzom (i kibicom!) udało się zbudować fajną, emocjonującą atmosferę (zwłaszcza, gdy goście strzelili gola na 1:1, którego sędzia na szczęście nie uznał). Lions XII życzymy wszystkiego dobrego, zwłaszcza że strasznie spodobała nam się kolorystyka singapurskich szalików!



Derby Szanghaju

Październik 6th, 2013

W sobotę wybraliśmy się na mecz chińskiej Ekstraklasy, w którym beniaminek ligi, Szanghaj SIPG (do niedawna znany jako Shanghai East Asia) podejmował lokalnego rywala – Szanghaj Shenxin. Obie drużyny plasują się w drugiej połówce tabeli, ale nastawialiśmy się na ciekawe widowisko. W końcu derby to derby, a dodatkowo mecz rozgrywany był na największym szanghajskim stadionie – Shanghai Stadium, mogącym pomieścić 65000 osób.

Faktycznie – zaczęło się od trzęsienia ziemi. Pierwsza bramka padła po kilkudziesięciu sekundach. Niestety – emocje z pierwszej minuty musiały wystarczyć na minut dziewięćdziesiąt. Obstawiamy, że ostatni mecz Polonii z Mazurem Gostynin stał na wyższym poziomie (i mamy na myśli nie tylko emocje, ale i poziom gry)…
Z ciekawostek: Frekwencja na meczu wyniosła ok. 5000 ludzi. Kibice SIPG / East Asia utworzyli trzy młyny w trzech sektorach, w trzech rogach stadionu. W rogu czwartym siedzieli kibice Shenxin w liczbie… około 40 osób oraz pluton policji w liczbie kilka razy większej. Co ciekawe – pojedynczy kibice w koszulkach Shenxin widoczni byli i w sektorach SIPG. Najciekawszym „kibicowskim” momentem spotkania było pojawienie się kobity-kibicki, która co jakiś czas rozdawała szaliki i rozkręcała doping piszcząc w niebogłosy. Ani mecz, ani stadionowa atmosfera nas nie zachwyciły. Zapraszamy do fotorelacji:

Error fetching Flickr photos: WP HTTP Error: cURL error 7: couldn't connect to host



Sun, sand, sea, Russians

Grudzień 31st, 2012

XXI wiek – wczoraj rano błąkaliśmy się jeszcze po Jerozolimie, żeby zachód słońca zobaczyć w Jaffie. Chwilę później oglądaliśmy już mecz Makkabi Tel Awiw – Hapoel Hajfa, żeby zaraz po nim znaleźć się w autobusie nocnym do Eilatu. Dziś słońce praży, jest z 25 stopni, ale na szczęście wieje lekki wiatr, więc pogoda w sam raz do opalania. Tak też robimy: dzisiejszą notkę sponsoruje plaża miejska w Eilacie, nad Morzem Czerwonym.

Wrócę jednak do wczoraj – plan, który sobie założyliśmy był dość ryzykowny i w sumie mamy dużo szczęścia, że udało nam się go zrealizować. Zacząć trzeba od tego, że… pospaliśmy sobie. Planowaliśmy wstać jak najwcześniej, wejść na Wzgórze Świątynne i zobaczyć meczety, które póki co podziwialiśmy tylko z dystansu. „Jak najwcześniej” okazało się być godziną 11, co gorsza okazało się, że Wzgórze można odwiedzać tylko po 12. Cóż – do Jerozolimy wracamy za 4 dni, więc Wzgórze poczeka. Namierzyliśmy autobus na dworzec kolejowy i pojechaliśmy do Tel Awiwu. Wiedzieliśmy, że o 20:00 ma się odbyć szlagierowy mecz, ale nie mieliśmy pojęcia czy znajdą się dla nas bilety. Zaraz po meczu chcieliśmy ruszyć dalej – nasz couchsurfer zmienił plany i nie mieliśmy noclegu w Tel Awiwie. Stwierdziliśmy, że zamiast siedzieć w stolicy, którą na pewno odwiedzimy jeszcze później, możemy zobaczyć Eilat – jedyne miasto na południu kraju, malowniczo położone nad Morzem Czerwonym wzdłuż króciutkiej izraelskiej linii brzegowej (ma zaledwie 11 km), pomiędzy egipską Tabą a jordańską Akabą. Początkowo nie planowaliśmy zapuszczać się tak daleko. Dowiedzieliśmy się również, że do Eilatu kursuje nocny autobus. Sęk w tym, że linia jest dość oblegana i mogło się okazać, że biletów już nie ma.
W czarnym wariancie:
a) jednak zostajemy w Tel Awiwie (nie mając zaklepanego hostelu)
b) meczu i tak nie zobaczymy
Na szczęście – nic z tych rzeczy: stadion był niemal pełen, ale że byliśmy wcześniej – bilety kupiliśmy bez problemu. Podobnie z biletami na autobus. Ba: okazało się, że chociaż przechowalnia bagażu otwarta jest tylko do 18 – możemy zostawić nasz klamoty i odebrać je do północy na dworcowej knajpce.

Sam mecz był jednym z ciekawszych jakie dane nam było oglądać w trakcie naszych podróży. Dwie najsilniejsze drużyny Izraela, wspomniany już pełen stadion, kilkudziesięciu gości z Hajfy, kilka sektorówek, pierwszy gol w pierwszej minucie, a co najważniejsze – grad bramek. Obrona i bramkarze zadbali o nas – mecz zakończył się wynikiem 6:2! Chyba po raz pierwszy w dziejach blogaska umieścimy pełną relacje zdjęciową – jest co oglądać.

Tymczasem teraz odpoczywamy w turystyczny kurorcie i wspaniałe miejscu do plażowania. Tak właśnie spędziliśmy prawie cały dzisiejszy dzień. Z ciekawostek możemy zdradzić, że Ada znowu zapomniała kostiumu i robiliśmy napad na lokalny bazar. Tym sposobem prawdopodobnie zgromadzimy kolekcję kostiumów kąpielowych nie do zdarcia do końca życia – ostatnia tego typu przygoda zdarzyła nam się w Dubaju.

A z okazji zbliżającego się wielkimi krokami Nowego Roku chcielibyśmy złożyć naszym wytrwałym czytelnikom najlepsze życzenia:
– żeby pogoda zawsze była taka jak w Eilacie
– żeby zawsze Wam się udawało, tak jak nam z kupnem biletów w ostatniej chwili
– samych zwycięstw, i to takich jak Makkabi z Hapoelem
– pełnego zrozumienia, akceptacji i tolerancji dla innych, które potrzebne jest zawsze i wszędzie, a szczególnie tu, gdzie teraz jesteśmy
– przeżyć i wspomnieć tak słodkich jak najprawdziwsza baklawa
– tyle wolnego czasu, ile niespodziewanie dostajemy podczas lotu transatlantyckiego. I dużo lotów transatlantyckich dla wszystkich, którzy by chcieli! 🙂

PS: Poniżej galeryjka i skrót meczu 🙂