Posty otagowane jako ‘Koh Chang’

Pamiętniki z wakacji

Listopad 20th, 2013

Ostatnie kilka dni przypominało polsatowski paradokument – całe dnie spędzaliśmy to na plaży, to przy basenie. Jakby tego było mało zupełnie przypadkiem spotkaliśmy sympatyczną parę Polaków. Polacy w Tajlandii? Niby nic wyjątkowego. Szybko się okazało, że z Zosią i Jackiem nie tylko znamy się z widzenia, ale i mamy wielu wspólnych znajomych.
Wspólnie wyprawiliśmy się na skuterową eskapadę na drugą stronę wyspy, którą udokumentowaliśmy fotograficznie.



Loy Krathong na Koh Chang

Listopad 18th, 2013

Loy Krathong (taj. ลอยกระทง) – święto obchodzone w Tajlandii podczas pełni księżyca w dwunastym miesiącu lunarnego kalendarza tajskiego, zwykle wypadające w listopadzie. Na przykład – 17 listopada, czyli wczoraj. Święto światła. I ognia.

Nazwa oznacza dosłownie „spławianie tratewek”. Krathong to malutkie tratwy (wielkości dłoni), tradycyjnie robione z kawałka pnia bananowca, ozdobione kwiatami, świeczkami, kadzidełkami itd. Organizowane są barwne procesje, puszczane są również khom fai, unoszące się w powietrzu lampiony.

Tyle o Loy Krathong piszą na wikipedii. Na Koh Chang tratewek było niewiele. Ale ognia dużo.



Na Wyspie Słonia

Listopad 16th, 2013

Już od tygodnia siedzimy na tajskiej wyspie Ko Chang na północy kraju. Po ponad miesięcznym podróżowaniu w palącym słońcu wśród miejskich spalin i w nieklimatywanych autobusach nie marzyliśmy o niczym innym jak wypoczynku na łonie natury.

Mimo tego, że najpopularniejsze tajskie plaże leżą na południu i to tam udaje się znakomita większość turystów poszukujących białego piasku i ciepłego morza my zdecydowaliśmy poszukać ładnego miejsca do wypoczynku na trasie z Bangkoku do Kambodży. Na północy Zatoki Tajlandzkiej znajduje się kilka wysp, gdzie przemysł turystyczny zawitał już jakiś czas temu i zadomowił się na dobre. Największą z nich jest Ko Chang. Po tajsku „Chang” znaczy „słoń” i to słowo towarzyszy nam od początku naszej tajskiej podróży – tak nazywa się nasze ulubione piwo 😉 Nazwa wyspu podobno wzięła się od kształtu przypominającego głowę słonia. Po wnikliwych oglądzinach można zgodzić się z tą teorią.

Amphoe_2307

Wyspa ma 30 km długości, 14 km szerokości i powierzchnia ok. 217 km². Sporo do zobaczenia – można by powiedzieć. Już przed przyjazem tutaj wiedzieliśmy już jednak, że wyspa nie oferuje zbyt wiele atrakcji turystycznych.

Atrakcje na wyspie

Można wypożyczyć skuter i zjechać cała drogę oplatającą okrągłą wyspę. Oczywiście pod warunkiem, że nie przeraża nas ruch lewostronny i wąskie drogi 😉 Oprócz oglądania tysięcy jednakowych straganów i coraz oryginalniejszych wjazdów do hoteli nie ma jednak zbyt wiele ciekawych miejsc. (Wypożyczenie skutera: 200 BHT (20 zł) za dzień, litr benzyny 40 BHT (4 zł))

Odjeżdżając niewiele ponad kilometr od głównej drogi w stronę środka wyspy dotrzemy do wjazdu do parku narodowego, którego główną atrakcją jest wodospad.

Nie ma w nim nic nadzwyczajnego, szczególnie jeżeli mamy możliwość odwiedzenia w trakcie naszej podróży jakiegoś innego z tysięcy naturalnych wodospadów w Tajlandii. Trzeba jednak przyznać, że możliwość kąpieli w chłodnej słodkiej wodzie wraz z setkami dorodnych ryb wynagradza trudy dotarcia tam w ogromnym upale.

(Dojazd dzieloną taksówką do wodospadu z naszego hotelu: horrendalna suma 100 BHT (10 zł) za osobę oraz 200 BHT (20 zł) za bilet wstępu, co czyni wodospad najdroższą i zupełnie niewartą swojej ceny dostępną atrakcją)

Jeżeli nie chcemy ruszać się za daleko z hotelu drogą lądową, niegłupim pomysłem jest wypożyczenie kajaku. Wiele hoteli oferuje go nawet za darmo (w tym nasz). Tu zasięg ogranicza tylko siła rąk – wody na archipelagu są płytkie i niesamowicie gładkie. Podczas całej wycieczki nie zaskoczyła nas ani jedna fala.

Pod wodą kryje się również wiele atrakcji i to tuż przy brzegu 😉 Warto wypożyczyć zestaw do snorklingu i pozanurzać się trochę wśród raf koralowych, rybek i innych ciekawych stworzeń. Na pewno bardzo by nam się podobało, gdyby moja kochana Mamusia nie zostawiła naszych masek i rurek w Chorwacji… 😉

Dla spragnionych mocniejszych wrażeń Tajlandia oferuje kursy nurkowania, z których niskich cen jest znana na całym świecie. Zabawa musi być wyborna, ale przyznamy z ręką na sercu, że tak się boimy, że nam się spodoba że wolimy nie próbować 😉 Nurkowanie, oprócz wspinaczki, windsurfingu i kilku innych podobnych aktywności wciąga tak bardzo, że potem do końca życia wybiera się miejsca na wakacje tylko pod tym kątem. Świat jest jednak bardzo różnorodny i ciekawy, więc nie chcemy się za bardzo wciągać 😉

Na pewno też warto do listy atrakcji dodać mnogość wspaniałych knajp i knajpeczek serwujących świeżutkie owoce morza 🙂 Przykładowe ceny? Najprostszy obiadek czyli Pad Thai to wydatek 40 BHT (4 zł). Półmisek grillowanych kalmarów lub krewetek – 150 BHT (15 zł), danie typu potrawka z owocami morza, warzywami i lokalnymi przyprawami – 120 BHT (12 zł), Tom Yum lub Tom Kha, czyli tajska pikantna zupa na mleku kokosowym z ogromną ilością owoców morza (porcja dla dwóch osób) – 150 BHT (15 zł). Mniam mniam mniam!!! 🙂

Po nacieszeniu się wyżej opisanymi „atrakcjami” postanowiliśmy resztę tygodnia przeleżeć w hamaku i na leżakach na najbliższej plaży. Na regale publicznej biblioteczki w naszym hotelu znaleźliśmy nawet książkę po polsku, która tak mnie wziągnęła, że połknęłam ponad 500 stron w niewiele ponad jeden dzień. Polecam „O krok” Henninga Mankella – nigdy bym nie pomyślała, że to kolega policjanta zabił! ;)))