Posty otagowane jako ‘Kambodża’

W mandali Angkoru

Listopad 28th, 2013

Europejskie szkoły uczą nas europejskiego myślenia.
Poznając dawne dzieje cofamy się do starożytnego Egiptu, Grecji i Rzymu. Później następuje dziwna czarna dziura zakończona średniowieczem. Nagle przenosimy się do Polski i… tu historia świata się kończy z małym wyjątkiem dla Rewolucji Francuskiej, niepodległości USA i wojen światowych (to oczywiście – z polskiej perspektywy: „w Azji” było tylko Pearl Harbour).
Problemy zaczynają się, gdy kilka lat później dane jest nam zwiedzać świat. Jadąc do Azji stykamy się z dorobkiem cywilizacji, o których wiemy albo bardzo mało albo… nic.

To chyba właśnie największy problem Angkoru. Każdego roku miliony turystów przybywają do Kambodży w jednym tylko celu: zobaczenia legendarnego kompleksu świątyń ukrytego w dżungli. Dzikie tłumy (500 tysięcy zagranicznych gości w 2004 roku, ale już 2 miliony w zeszłym, a 1.12 miliona w pierwszej połowie tego roku) ściągają do Siem Reap – małej mieściny będącej centrum noclegowo-imprezowym. Tu się zatrzymują, zamawiają tuk-tuka i ruszają oglądać tajemnicze ruiny. Niektórzy chcą dowiedzieć się więcej, więc najmują miejscowych przewodników – zwiedzając słuchają legend o królach, intrygach dworskich i pięknych tancerkach.

Tłumy turystów w Ta Prohm. Gdzie jest Wally?Tłumy turystów w Ta Prohm. Gdzie jest Wally?

Tłumy turystów w Ta Prohm. Gdzie jest Wally?

 

Nas Angkor również fascynował, dlatego już przed wyjazdem wchłonęliśmy informacje na temat dawnych dziejów Indochin. I całe szczęście – bez tego nasze zwiedzanie za bardzo przypominałoby oglądanie kamieni w lesie…

Indochiny. To słowo w idealny sposób opisuje Azję Południowo-Wschodnią – miejsce wpływów dwóch ogromnych kręgów cywilizacyjnych. Miejsce, które i z Indii, i z Chin czerpało garściami: czy to pod względem religii, architektury, języka, pisma czy też… tradycji kulinarnych.

Historia w pigułce

To w Indiach, a dokładniej w hinduskich kolonizatorach należy doszukiwać się początków starożytnej, opisywanej w chińskich kronikach Kambodży – Funanu. Istniejące po nim państwo Czenli w VIII wieku zostało podbite przez Jawajczyków – dynastię Sailendra, która (tak jak Habsburgowie w Europie) panowała nad kilkoma indonezyjskimi królestwami.

Pod koniec VIII wieku Czenla doczekała się władcy, który miał utworzyć nowe imperium. Dżajawarman II przybył z Jawy wraz z nowym pomysłem na państwo. Zjednoczył rozbitą Czenlę i w 802 roku, nieopodal dzisiejszego Siem Reap ogłosił się dewaradżą: Królem-Bogiem tym samym dając początek nowej dynastii i nowemu Królestwu Khmerów.

Nowa stolica

Idea Króla-Boga była kluczowa dla funkcjonowania Imperium i kolejnych władców. Tak jak w starożytnym Egipcie – wielkie projekty budowlane były realizowane nie tylko dzięki setkom tysięcy niewolników, ale również dzięki fanatycznemu uwielbieniu jakim cieszyli się królowie. Każda kolejna świątynia wznoszona była jako miejsce boskiego kultu.
W ciągu 300 lat wybudowano Angkor – wspaniałą stolicę, która dając schronienie ponad milionowi mieszkańców stała się największym miastem średniowiecznego świata. Nawet dziś cały obszar obejmujący prostokąt liczący 8 na 25 kilometrów jest największym na świecie kompleksem sakralnym – większym od Watykanu.

Widok z Phnom Bakheng na Angkor Wat.Widok z Phnom Bakheng na Angkor Wat.

Widok z Phnom Bakheng na Angkor Wat.

 

Prócz budynków sakralnych i pałaców – najważniejszym osiągnięciem ówczesnych architektów były Baraje – ogromne (po 16 km kwadratowych!) sztuczne jeziora i system irygacyjny, dzięki któremu zmieniono wielki fragment dżungli w uprawne pola.

Srah Srang - sztuczne jezioro wybudowane w X wieku.Srah Srang - sztuczne jezioro wybudowane w X wieku.

Srah Srang - sztuczne jezioro wybudowane w X wieku.

 

Kult Króla-Boga miesza się tu z hinduizmem i buddyzmem: setki lat wpływów tych religii odbiły się na architekturze w przeróżny sposób. Najjaskrawszym przykładem może być działalność największego budowniczego w historii imperium – Dżajawarmana VII. Król-buddysta nie zamierzał zrezygnować z nadającego sens królestwu kultu Króla-Boga. W jednym z najciekawszych budynków kompleksu, Bajonie, postanowił połączyć elementy wszystkich kultów. Stał się więc Królem-Buddą, a jego kilkaset identycznych podobizn umieszczono na wieżach świątyni.

Dżajawarman VII patrzy Adzie w oczy. I na odwrót.Dżajawarman VII patrzy Adzie w oczy. I na odwrót.

Dżajawarman VII patrzy Adzie w oczy. I na odwrót.

 

Każda świątynia jest inna. W świątyniach hinduistycznych widzimy posągi i płaskorzeźby Wisznu, Siwy, Lakszmi. Na setkach metrów płaskorzeźb w Angkor Wat – historie z dworu królewskiego, bitwy, wyobrażenie nieba i piekła, a także (co przekracza niestety nasze zdolności poznawcze) klasyczny motyw hinduistyczny przedstawiający

ubijanie Morza Mleka przez Wisznu stojącego na swoim wcieleniu – żółwiu Kurma w asyście demonów i bogów w celu uzyskania ambrozji.

Czytamy o ubijaniu morza mleka.Czytamy o ubijaniu morza mleka.

Czytamy o ubijaniu morza mleka.

 

Za nami dwa dni w Angkorze. Większość turystów decyduje się na bilet 1 lub 3 dniowy (odpowiednio 20 i 40$) i zwiedzanie przy pomocy wynajętego tuktuka (12-15$ za dzień). My zdecydowaliśmy się spędzić tu trochę więcej czasu. Bilet 7 dniowy kosztuje swoje (60$) ale, dzięki temu na spokojnie można wszystko obejrzeć jeżdżąc wszędzie na rowerze (2 rowery na tydzień wytargowaliśmy za 10$).
Dziś robimy dzień przerwy – jutro ruszamy dalej starając się unikać hord turystów. Życzcie nam szczęścia.

Angkor WatAngkor Wat

Angkor Wat

Czytamy o ubijaniu morza mleka.Czytamy o ubijaniu morza mleka.

Czytamy o ubijaniu morza mleka.

 
Reliefy w Angkor WatReliefy w Angkor Wat

Reliefy w Angkor Wat

 
Wisznu, Ada, demony, bogowie, żółw, nagi, morze mleka, ambrozja...Wisznu, Ada, demony, bogowie, żółw, nagi, morze mleka, ambrozja...

Wisznu, Ada, demony, bogowie, żółw, nagi, morze mleka, ambrozja...

 
Widok z trzeciego poziomu Angkor Wat. W środku: biblioteka.Widok z trzeciego poziomu Angkor Wat. W środku: biblioteka.

Widok z trzeciego poziomu Angkor Wat. W środku: biblioteka.

 
 
BajonBajon

Mały jeż bez igieł.Mały jeż bez igieł.

Mały jeż bez igieł.

 
Apsary tańczące przy wejściu do Angkor Wat.Apsary tańczące przy wejściu do Angkor Wat.

Apsary tańczące przy wejściu do Angkor Wat.

Angkor WatAngkor Wat

Angkor Wat

 
 
Turyści, część 1: Rassija.Turyści, część 1: Rassija.

Turyści, część 1: Rassija.

 
 
Ada Croft: Tomb Raider.Ada Croft: Tomb Raider.

Ada Croft: Tomb Raider.

Relief w Angkor Wat: Piekło.Relief w Angkor Wat: Piekło.

Relief w Angkor Wat: Piekło.

 
 
 
Phnom Bakheng. Pierwsza świątynia wybudowana w okolicy Angkor - IX-X wiek.Phnom Bakheng. Pierwsza świątynia wybudowana w okolicy Angkor - IX-X wiek.

Phnom Bakheng. Pierwsza świątynia wybudowana w okolicy Angkor - IX-X wiek.

 
Szczyt Phnom Bakheng.Szczyt Phnom Bakheng.

Szczyt Phnom Bakheng.

Phnom Bakheng.Phnom Bakheng.

Phnom Bakheng.

 
Widok z Phnom Bakheng na Angkor Wat.Widok z Phnom Bakheng na Angkor Wat.

Widok z Phnom Bakheng na Angkor Wat.

 
 
Dżajawarman VII patrzy Adzie w oczy. I na odwrót.Dżajawarman VII patrzy Adzie w oczy. I na odwrót.

Dżajawarman VII patrzy Adzie w oczy. I na odwrót.

 
 
 
Bajon.Bajon.

Prasat Kravan.Prasat Kravan.

Prasat Kravan.

 
Brama do Banteay Kdei.Brama do Banteay Kdei.

Brama do Banteay Kdei.

 
Kompleks świątynny Banteay Kdei wybudowany z Dżajawarmana VII, XII-XII wiekKompleks świątynny Banteay Kdei wybudowany z Dżajawarmana VII, XII-XII wiek

Kompleks świątynny Banteay Kdei wybudowany z Dżajawarmana VII, XII-XII wiek

Banteay Kdei.Banteay Kdei.

Banteay Kdei.

 
Srah Srang - sztuczne jezioro wybudowane w X wieku.Srah Srang - sztuczne jezioro wybudowane w X wieku.

Srah Srang - sztuczne jezioro wybudowane w X wieku.

Ta Prohm - kompleks świątynny z czasów Dżajawarmana VII. Jeden z bardziej znanych w obrębie Angkor z powodu licznych drzew wbijających się w świątynie.Ta Prohm - kompleks świątynny z czasów Dżajawarmana VII. Jeden z bardziej znanych w obrębie Angkor z powodu licznych drzew wbijających się w świątynie.

Ta Prohm - kompleks świątynny z czasów Dżajawarmana VII. Jeden z bardziej znanych w obrębie Angkor z powodu licznych drzew wbijających się w świątynie.

 
Ta ProhmTa Prohm

Ta Prohm

 
 
 
 
 
Tłumy turystów w Ta Prohm. Gdzie jest Wally?Tłumy turystów w Ta Prohm. Gdzie jest Wally?

Tłumy turystów w Ta Prohm. Gdzie jest Wally?

 
 
Ta Prohm jest piękne, ale nigdzie nie widzieliśmy aż tyle wycieczek...Ta Prohm jest piękne, ale nigdzie nie widzieliśmy aż tyle wycieczek...

Ta Prohm jest piękne, ale nigdzie nie widzieliśmy aż tyle wycieczek...

Ta Prohm.Ta Prohm.

Ta Prohm.

 
 
Ta Keo, symbolizująca górę świątynia zadedykowana Siwie. X-XI wiek.Ta Keo, symbolizująca górę świątynia zadedykowana Siwie. X-XI wiek.

Ta Keo, symbolizująca górę świątynia zadedykowana Siwie. X-XI wiek.

 
Spean Thma - ruiny dawnego mostu nad rzeką Siem Reap. Dziś porośnięte drzewami.Spean Thma - ruiny dawnego mostu nad rzeką Siem Reap. Dziś porośnięte drzewami.

Spean Thma - ruiny dawnego mostu nad rzeką Siem Reap. Dziś porośnięte drzewami.

 
Widok na groblę prowadzącą do Bafuonu - Świątyni z XI wieku, która jeszcze 30 lat temu leżała w gruzach, a rok temu otwarto ją po rekonstrukcji.Widok na groblę prowadzącą do Bafuonu - Świątyni z XI wieku, która jeszcze 30 lat temu leżała w gruzach, a rok temu otwarto ją po rekonstrukcji.

Widok na groblę prowadzącą do Bafuonu - Świątyni z XI wieku, która jeszcze 30 lat temu leżała w gruzach, a rok temu otwarto ją po rekonstrukcji.

 


Król, Generał i Pol Pot

Listopad 24th, 2013

To będzie długa notka. Taka być musiała, bo temat poważny, skomplikowany i bardzo, ale to bardzo fascynujący.
Dwa miesiące temu odwiedziliśmy Nankin. Była stolica, niegdyś najważniejsze miasto Chin jest dziś symbolem zbrodni wojennych, których doświadczyła Azja ze strony japońskiej armii.
Kambodża to też symbol zła. Zła i ludobójstwa, które zrozumieć jeszcze trudniej, bo dokonano go w granicach jednego, homogenicznego państwa.

Rys historyczny

Pisząc o najnowszej historii Kambodży musimy cofnąć się o kilka wieków. Jak pisaliśmy w notce o Ayutthaji – najpotężniejsze w Indochinach Imperium Angkoru zostało w 1431 roku złupione przez Syjamczyków. Stolicę państwa przeniesiono do Phnom Penh, gdzie przez kolejne cztery wieki przeżywało kolejne najazdy ze wschodu (Wietnam) i zachodu (Syjam) upadając coraz bardziej. Gdyby taki stan rzeczy się utrzymał – Kambodża prawdopodobnie upadłaby zupełnie. Na szczęście, zupełnie niespodziewanie w połowie XIX wieku w południowej Azji pojawili się Francuzi, którzy w ciągu kilku lat „rozpanoszyli się” w regionie. Kawałek po kawałku zaczęli podbijać Wietnam, a Królestwu Kambodży zaproponowali protektorat. W ten sposób Kambodża stała się w zasadzie francuską kolonią, zapewniając sobie jednak bezpieczeństwo od wojowniczych sąsiadów i… byt dynastii królewskiej.
Indochiny Francuskie były później areną zmagań wojennych, jednak o dziwo – Kambodża nigdy Francuzom nie wyrywała się „siłą”. Gdy po II wojnie światowej Wietnamczycy toczyli 8 letnią wojnę narodowo-wyzwoleńczą – Kambodża spokojnie czekała na rozwój wypadków. I doczekała się.

Król – filmowiec

9 listopada 1953 roku Król Norodom Sihanouk ogłosił niepodległość kraju. Zmęczona wojną z Wietnamem Francja nie miała wyboru: Kambodża „wywalczyła niepodległość” bez choćby jednego wystrzału.

Od tego momentu wszystko potoczyło się bardzo szybko. Zimna wojna sprawiła, że i USA, i ZSRR zabiegały o przychylność graniczącego z targanym wojną Wietnamem państwa.
Król i Mao
Król Sihanouk podczas wizyty w Pekinie

Królowi bardzo to pasowało – sprytnie lawirował przyjmując dary i łapówki. W samym 1956 roku został odznaczony w Hiszpanii, Austrii i… w Polsce, gdzie odznaczono go krzyżem orderu Polonia Restituta. Władca prowincjonalnego, zupełnie nieznanego w świecie państewka szybko trafił na światowe salony. Szybko też przylgnęła do niego łatka Playboya (wikipedia podaje, że miał „kilkanaście” żon i czternaścioro „oficjalnie uznanych” dzieci). Nudne życie władcy urozmaicał sobie dzięki otrzymanym od USA kamerom filmowym. Król wyreżyserował ponad 20 filmów. W jego dorobku filmowym znaleźć można takie arcydzieła jak przygodowy musical „La forêt enchantée”, według jego scenariusza, który nie tylko wyreżyserował, wyprodukował, zagrał w nim i skomponował muzykę, ale i dokonał montażu. Nic dziwnego, że talent Króla dostrzeżono nominując go do Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Moskwie!

W 1970 roku popełnił jednak błąd, który z czasem okazał się przekleństwem Kambodży.
Widząc, że szala wojny w Wietnamie przechyla się na rzecz wojsk Ho Chi Minha zaczął potajemnie wspierać siły komunistyczne. „Zdrada” USA sprawiła, że zanim się obejrzał – został zrzucony z tronu i musiał szukać pomocy w Chinach. Po finansowanym przez CIA przewrocie wojskowym władzę przejął lojalny wobec amerykanów generał Lon Nol. Od tego czasu Kambodża miała stać się wiernym przyjacielem USA.
Ale obalony król nie zamierzał się poddać. Już szukał sojuszników, którzy pomogliby mu wrócić na tron. A naturalnymi sojusznikami w walce z USA była partia komunistyczna…

Paryscy intelektualiści

Komunistyczna Partia Kambodży istniała już kilka lat, ale ostatnio zajmowała się przede wszystkim pomocą wojskom bratniej partii w Wietnamie. Jej liderem był wykształcony w Paryżu Saloth Sar. A od niedawna partię jak i jej członków nazywano Czerwonymi Khmerami…

Mieszkańcy Kambodży wiedzieli, że reżim generała Lon Nola to ukryta „amerykańska okupacja”. Coraz częściej uciekali do lasów, gdzie przyłączali się do komunistycznej partyzantki. Jednak dopiero apel znajdującego się na uchodźstwie Króla sprawił, że partyzantka Czerwonych Khmerów zaczęła zagrażać wojskom rządowym.
Jakby tego było mało – USA raz po raz bombardowało obozy Vietkongu znajdujące się we wschodniej Kambodży. Nie raz się pomylono i zbombardowano cywilne zabudowania…
Miesiąc po miesiącu głoszący powszechną równość Czerwoni Khmerowie stawali się coraz potężniejsi. A wojska Lon Nola – coraz słabsze, wraz z kolejnymi porażkami USA w Wietnamie i zakręcającym się powoli kurkiem z amerykańską pomocą.
Reżim Lon Nola wytrzymał 5 lat. W 1975 roku Czerwoni Khmerowie zdobyli Phnom Penh.

Rok Zero

Nikt nie wiedział jak będą wyglądać rządy Czerwonych Khmerów. Nawet gdy media zaczęły informować o pierwszych decyzjach władz – wielu w te informacje nie wierzyło.
No bo to przecież fizycznie nie możliwe. Przesiedlać całe miasta na wieś? Zabijać buddyjskich mnichów (tu, gdzie co chwila na ulicy widzi się szafranowe szaty)? Wszyscy pytali też – kim jest ów Pol Pot, który kieruje nowymi władcami kraju? Dopiero jakiś czas później miało okazać się, że pod tym pseudonimem skrywa się znany już niektórym Saloth Sar.
Król wrócił z wygnania do swojego pałacu, ale Czerwoni Khmerzy nie oddali mu władzy. Przez kolejne lata miał pozostawać w areszcie domowym. Wizja Pol Pota nie zakładała powrotu monarchii, ani demokracji. Pol Pot chciał komunizmu. Prawdziwego komunizmu – takiego, jakiego do tej pory nie było nigdzie na świecie.

Ogłoszono Rok Zero.
Nowy początek dziejów, nie mający nic wspólnego z dotychczasowymi, pełnymi wypaczeń czasami. Bez tradycji. Bez kultury. Bez religii. Bez rodziny. Bez niepotrzebnej konsumpcji i marnowania zasobów. Bez ekstrawaganckich fryzur i ubiorów. Bez zdrajców, którzy budowali poprzedni reżim. Bez tych, którzy ich popierali. Bez intelektualistów, nauczycieli, tłumaczy…

Szybko podzielono obywateli na dwa podstawowe typy: ludzi „nowych”, czyli tych, którzy żyli „po nowemu” w miastach i ludzi „starych”, czyli mieszkających na wsiach. Ludzie „nowi” byli wrogami, których trzeba było wyeliminować, jeśli nie przyjmą systemu wartości ludzi starych. Kambodża zamknęła się na świat – w kraju nie pozostał ani jeden obcokrajowiec; zamknięto wszystkie ambasady. Rozpoczęto eksperyment, jakiego nie było jeszcze w historii – próbę stworzenia nowego społeczeństwa. Zmieniono flagę i nazwę państwa – od teraz mówiono o Demokratycznej Kampuczy.

Kambodża miała zmienić się w pełni niezależne, samowystarczalne państwo. Miasta zostały wysiedlone – wszyscy ich mieszkańcy trafili do wiejskich komun, gdzie zajmowali się uprawą roli. Oczywiście – nie działo się to dobrowolnie. Każdy najmniejszy głos sprzeciwu równał się karze śmierci. Komuny miały stać się ulepszoną wersją tradycyjnych rodzin. Komuny pracowały razem, wspólnie żyły i jadły. Dotychczasowy porządek, tradycyjna hierarchia rodziny miała się zawalić z jeszcze jednego powodu: to odbierane rodzinom dzieci, jako najmniej skażone „nowymi czasami” miały pilnować nowego porządku. Podatne na pranie mózgów – stawały się trybikami systemu opartego na powszechnym terrorze.

Tym co może fascynować najbardziej jest struktura Czerwonych Khmerów i forma sprawowania rządów przez Pol Pota. W odróżnieniu od innych okrutnych dyktatorów – Pol Pot zawsze pozostawał w cieniu. Rządziła Angkar (dosłownie: Organizacja). Kto w niej był? Jak wyglądał? Większość ludzi nie miała pojęcia. Kambodża była jedynym państwem totalitarnym, w którym nie panował kult jednostki. Pol Pot nie pokazywał się publicznie, nigdzie nie pokazywano jego zdjęć. Podobnie jego współpracownicy. Liczyła się wiara nie w człowieka, a w Organizację. Organizację, która często miała twarz dziecka powtarzające partyjne slogany.

Pola Śmierci

Do Phnom Penh pojechaliśmy głównie dlatego. Stolica Kambodży (a wówczas – stolica Kampuczy) w 1975 roku została ewakuowana: z dwóch milionów mieszkańców pozostało tylko kilka tysięcy żołnierzy i przedstawicieli reżimu.
To tu powstało więzienie, które stało się symbolem zbrodni Czerwonych Khmerów – Tuol Sleng zwane również S-21. Dotychczasowy kompleks szkoły średniej przebudowano zmieniając sale klasowe w pokoje przesłuchań i cele. Więzienie stało się miejscem kaźni blisko 17 tysięcy więźniów.

Dziś – raptem 35 lat po tych wydarzeniach kompleks zmieniono w Muzeum Ludobójstwa. Najbardziej przerażające muzeum, które widzieliśmy.

Przerażające jest tu wszystko – i groteskowa zamiana klas szkolnych w sale tortur; i świadomość, że działo się to kilkadziesiąt lat temu; i akustyka; i oświetlenie.

Muzeum nie szokuje okrucieństwem (tak jak robiono to w Muzeum w Nankinie pokazując zdjęcia obciętych głów), a atmosferą przeklętego miejsca.

Naturalnym uzupełnieniem wizyty w Tuol Sleng była wizyta w Choeung Ek – wsi leżącej kilkanaście kilometrów od Phnom Penh. To tu, na Polach Śmierci, przewożono i mordowano więźniów S-21. W całej Kambodży odnaleziono ponad 300 takich miejsc: nie tyle „masowych grobów”, co „obszarów masowych grobów”. W Choeung Ek jest ich 129 skrywających w sumie blisko 9000 ciał. Znajduje się tu też miejsce pamięci – buddyjska stupa upamiętniająca wszystkie ofiary reżimu Czerwonych Khmerów. Stupa spełniająca też funkcje cmentarza: wypełniono ją blisko 5000 czaszkami znalezionymi w tym rejonie.

Mówiąc o naszych odczuciach: Pola Śmierci bardzo różniły się od S-21. Motyle, ćwierkające ptaki, świecące słońce – sielanka. Zdecydowanie warto jednak było tu przyjechać, choćby dla rewelacyjnego audio-przewodnika po tym miejscu. Dobre 2 godziny chodziliśmy ze słuchawkami na uszach słuchając opowieści ludzi, którzy byli tu 35 lat temu.

Głód

Cztery lata rządów Czerwonych Khmerów to okres mroczny i przerażający. Powszechny terror i morderstwa polityczne to jednak tylko połowa zła, które dotknęło wtedy kraj. Drugą połową, może mniej spektakularną ale jeszcze groźniejszą był wynikający z terroru powszechny głód.

Komuny ludowe zajmowały się najczęściej uprawą ryżu. „Rolnicy” – fryzjerzy, rzemieślnicy, piekarze – nie mieli jednak pojęcia o uprawie roli. Szybko okazało się, że normy wyznaczane przez Organizacje są nierealne. Kto jednak miał poinformować o tym zwierzchników wiedząc, że ryzykuje życiem? Nadzorcy komun zmuszali swoich podwładnych do niewolniczej pracy, jednocześnie obniżając racje żywieniowe, byle by tylko wykonać 100% nierealnej normy. Państwo z kolei eksportowało coraz więcej – widząc, że normy są jak najbardziej realne. Każdy miesiąc pogłębiał kryzys i przynosił więcej ofiar głodu.
Oddziały Kambodżańskich wojsk zgrupowane przy granicach kraju radziły sobie z głodem jak tylko mogły raz po raz atakując wioski po wietnamskiej stronie granicy. Jakby tego było mało – do Wietnamu uciekało coraz więcej uchodźców donoszących o zbrodniach na mniejszości wietnamskiej w Kampuczy. W końcu, w 1979 roku Wietnam odpowiedział zbrojnie. Błyskawicznie poradzono sobie z przetrzebionym dezercjami wojskiem Czerwonych Khmerów i obalono reżim.
Pol Pot zdążył tylko wysłać Króla Sihanouka do ONZ, by ten zaprotestował przeciwko inwazji, a sam ukrył się w dżungli.

Dziś

34 lata po upadku Czerwonych Khmerów Kambodża rządzona jest przez Hun Sena. Ten były Czerwony Khmer, który zdezerterował do Wietnamu w 1977, kilka lat później został premierem i… jest nim do dziś (nieprzerwanie od 1985 roku!).
Pol Pot zmarł w 1998 roku gdzieś w dżungli. Jego grób jest dziś atrakcją turystyczną. Raczej z tej atrakcji nie skorzystamy…
Król Norodom Sihanouk zmarł rok temu. Wrócił na tron w 1993 roku i abdykował w 2004 roku na rzecz swojego syna. Obecny król Norodom Sihamoni całe dzieciństwo spędził w czeskiej Pradze – jest jedynym monarchą na świecie, który mówi po czesku. Zanim zaczął zajmować się polityką był znany głównie jako tancerz i nauczyciel baletu.

Chyba jeszcze nigdy tak się nie rozpisaliśmy. Jeśli jednak komuś byłoby mało – polecamy książki o historii Kambodży, szczególnie „Uśmiech Pol Pota” Idlinga i „Bambusową Klepsydrę” Góreckiego. Ta pierwsza w fascynujący sposób opisuje w jaki sposób na wydarzenia w Kampuczy reagowali lewicowi intelektualiści w Europie. Ta druga (napisana przez autora przemówień Jaruzelskiego) to dobry przykład na miszmasz jaki pojawia się w głowie komunisty, który widzi do czego może doprowadzić komunizm.



Phnom Penh

Listopad 22nd, 2013

Nasze wszystkie podróże mają jeden punkt wspólny. Gdzie byśmy nie pojechali, jakiego miasta byśmy nie odwiedzili – pierwszego dnia średnio nam się podoba. Może to kwestia szoku, może długiej podróży, może męczących naganiaczy na dworcach. Pierwsze zetknięcie z nieznanym miastem zawsze kończy się tak samo – jesteśmy średnio zadowoleni, że zmieniliśmy miejsce pobytu. Dopiero po kilku godzinach (a czasem: następnego dnia) rozkręcamy się i możemy je w pełni docenić.
Tak było podczas podróży po Iranie, tak było w Europie, tak było w Chinach i Bangkoku.
Ale Phnom Penh jest inne.

Phnom Penh wybija się na tle miast, które odwiedziliśmy wcześniej.

Phnom Penh jest małe, szczególnie jak na ten region świata. Mieszka w nim około dwóch milionów osób – tyle, co w Warszawie. Jest jednak nieco większe niż Warszawa, więc gęstość zaludnienia jest niższa niż w stolicy Polski. W rezultacie – spacerując po najbardziej reprezentacyjnej części Phnom Penh czujemy się jakbyśmy chodzili po małym polskim mieście. To dla nas ogromna różnica – przyzwyczailiśmy się już do „małych, milionowych miasteczek” w których ludzie tłoczą się tak samo na przedmieściach, jak w centrum. Tu zupełnie tego nie czuć. Co więcej – centrum Phnom Penh jest małe. Wszędzie można dojść na piechotę.

Phnom Penh jest niskie. Wieżowce (takie powyżej 10 pięter) można policzyć na palcach jednej ręki. Całe miasto wypełnione jest domami mającymi 4-5 kondygnacji.

Phnom Penh jest ciche. Na jeden samochód przypada 10-20 skuterków. Nie ma autostrad ani szerszych dróg. W ogóle nie ma samochodów ciężarowych (co najwyżej małe furgonetki), autobusów, tramwajów. Siedząc w knajpce przy głównym bulwarze słyszy się skutery, ale równie głośne są ptaki i ćwierkające jaszczurki.

Phnom Penh jest spokojne. Skuterki snują się ulicami – nie prują przed siebie, mało kto używa klaksonu, wyprzedza. Na ulicach nie widać pośpiechu, zdenerwowania, tak typowego dla dużych miast, a zwłaszcza stolic. Kierowcy tuk-tuków (chociaż raczej moto-taksówek, czyli motorków z podwieszoną a’la rikszą z tyłu) wylegują się w cieniu czekając na klientów.

Phnom Penh jest tanie. Siedzimy właśnie na tarasie widokowym w dobrej restauracji. Piwo (tutejszy Angkor w butelce 0.64l) kosztuje tu nieco ponad 7 złotych. To akurat burżujstwo: W większości knajp kufel 0.4l można dostać za około 3 złote. Lokalny obiad – 4-8 zł, hamburgery w restauracji 10 zł. Za noc w hotelu płacimy niecałe 40 zł (pokój z łazienką, tv, wiatrakiem).

Tak – Phnom Penh od razu nam się spodobało i dopiero po kilku dniach zaczynamy dostrzegać jego minusy. Jest bardzo biednie, brudno, brakuje jakiegokolwiek transportu zbiorowego. To też chyba pierwsze odwiedzane przez nas miasto tak strasznie nastawione na zarabianie na turystach – co ruchliwsze ulice wypełnione są żebrakami i przenośnie handlującymi mydłem i powidłem. Atrakcje turystyczne są drogie i pełne „pułapek” – dodatkowych opłat za robienie zdjęć, składanie ofiary itp.

Ciekawostką jest fakt, że w związku z szaloną inflacją pomocniczą walutą w Kambodży są… amerykańskie dolary. Co prawda w tym roku trafił do obiegu banknot 100.000 rielowy, ale najwyższym nominałem z jakim się zetknęliśmy było 2000 rieli, czyli… 1.5 zł! Od turystów oczekuje się płacenia w dolarach, co sprzyja „naciąganiu”: mało jest cen w rodzaju 4.5$ – rzeczy kosztują albo 4, albo 5, czyli albo 12, albo 15 zł.

Mimo wszystko leżąca nad Mekongiem metropolia to jedno z przyjemniejszych miast, na które natrafiliśmy podczas naszej tegorocznej podróży. Przyjechaliśmy tu poznać bliżej tragiczną historię Kambodży i baliśmy się, że miasto może utrudnić nam to zadanie, zdołować. Nic z tych rzeczy. Obecne Phnom Penh ułatwia, nie utrudnia.