Posty otagowane jako ‘Erywań’

Niespodziewanie: Erewan 2

Wrzesień 16th, 2011

Hej przygodo!

Jestesmy nadal w Erewaniu. Co prawda rano stawilismy sie na wyznaczone miejsce w oczekiwaniu autobusu do Tabrizu, szybko okazalo sie jednak, ze:

a) zamiast jednego autobusu sa 4

b) wszystkie 4 zajete w 100%

c) najblizsze wolne miejsca – za 2 dni

Po wielkim zamieszaniu  skonczylo sie na tym, ze jednak jedziemy jutro. Prawde mowiac i to jest prawie nieprawdopodobne.

Najpierw pod swoje skrzydla wzial nas „wylaszczony”pan kierowca, ktory obiecal nam miejsca. W tlumie dzikich i niezorganizowanych podroznikow nie czulismy sie jednak do konca pewnie, nawet z ta obietnica. W ostatniej chwili okazalo sie, ze mimo kilku prob postawienia wszystkiego na glowie nie ma dla nas miejsc. Juz mielismi odchodzic, kiedy wybuchla niemala awantura z trojka starszych pasazerow, ktorzy mieli sporo nadbagazu w postaci obwiazanoch sznurkiem kartonow. Obsluga autobusu powiedziala jednoznacznie, ze nie moga z tym pojechac, w zwiazku z czym… postanowili ze skutkiem natychmiastowym anulowac ich bilety, a nas juz sadzali w srodku i wypisywali bilety wg paszportow! 😉 Przez dluzsza chwile naprawde siedzielismy w autobusie do Teheranu; niestety, pierwotni pasazerowie nie odpuszczali i nawet po interwencji szefa calego przedsiebiorstwa przewozowego udalo im sie wywalczyc swoje miejsca. Nie obylo sie bez krzykow i nerwow. Na szczescie przez caly czas pozostawalismy bezstronni – i tak nic nie rozumielismy, wcale nie upieralismy sie, zeby jechac na czyims miejscu, a to kierowcy zalezalo najbardziej, zeby nas wziac 😉

Kiedy znowu stalismy na dworcu (poza autobusem 🙁 ) stracilismy nadzieje i rozwazalismy wynajecie taksowki do granicy na spolke z innymi pasazerami, ktorzy nie zalapali sie do autobusu. Wyszloby drozej i mniej komfortowo, ale podazalibysmy w dobrym kierunku. Nie zdazylismy do konca przemyslec wszystkich za i przeciw, kiedy podbiegla do nas przedstawicielka przewoznika zajmujaca sie biletami z radosna informacja, ze ambasada Iranu zrezygnowala z rezerwacji 2 miejsca na jutrzejszy kurs i moglismy od razu wykupic te bilety. Podkreslam – ku uciesze kierowcow i formy organizujacej przejazd 😉

Coz – wyjezdzajac bylismy przygotowani, ze nie wszystko bedzie szlo jak po masle, wiec dzisiejsza sytuacja niespecjalnie nas zmartwila.

Dodatkowy dzien w Erewaniu postanowilismy wykorzystac nie przemeczajac sie: ponownie zameldowalismy sie w hostelu i po chwili odpoczynku ruszylismy zwiedzic muzeum Ludobojstwa Ormian. I tym razem nie obylo sie bez taksowkarza, ktory wiozac nas dzwonil do znajomego pytajac o najlepsza droge, by koniec koncow wysadzic nas na palacym sloncu w szczerym polu.

Muzeum wybudowane kilkanascie lat temu robi wrazenie, chociaz niektore metody (pomnik grajacy zalobna muzyke) wprawiaja w zaklopotanie.

Wydawac sie moze, ze kazda zagraniczna delegacja w Erewaniu obowiazkowo odwiedza te same miejsca: wspomniane wyzej muzeum i wizytowana przez nas wczoraj fabryke koniaku Ararat. I tu, i tu zostawiaja po sobie slad: drzewko w parku pamieci i… wlasna beczke lezakujacego koniaku (do odebrania w wybranym przez siebie momencie, a poki co – atrakcje dla zwiedzajacych). Obfotografowalismy beczki i drzewka Kwasniewskiego, Komorowskiego i Walesy.

Przy okazji warto pochwalic sie, ze zostalismy wytrawnymi smakoszami i znawcami koniaku. Tak jak zapowiadalismy, zwiedzanie konczylo sie hojna degustacja – do dyspozycji mielismy armenskie czekoladki (pycha!) i 3 rodzaje koniaku dla porownania: 3-, 7- i 10-letni. Roznica nie do opisania – pierwszy pachnial tanim spirytem ;), drugi smakowal nam najbardziej, a w trzecim czuc bylo skumulowana moc alkoholu. Poznalismy kilka trickow smakoszy koniaku (np. to, jak powinien splywac po sciankach kieliszka, albo co powinno sie z nim dziac, kiedy przekrecimy kieliszek na bok) i kupilismy smakowite prezenty dla naszych najblizszych 😉

W zwiazku z calym zamieszaniem z autobusem to jutro bedziemy „poza zasiegiem” i najstepna relacja pojawi sie najszybciej w niedziele. 🙂



Erewań

Wrzesień 15th, 2011

Pytanie do radia Erewan:
– Czy to prawda, ze w Moskwie na Placu Czerwonym rozdaja Wolgi?
– Tak, to prawda. Z tym, ze nie w Moskwie, a w Leningradzie, nie na Placu Czerwonym, a na Placu Lenina, nie Wolgi, tylko rowery i nie rozdaja, a kradna.

Tym optymistycznym akcentem zaczynamy relacje ze stolicy Armenii. Przejazd byl fatalny – wytrzeslo nas jak cholera, a maly busik zapieprzal po kretych gorskich drogach jak szalony. Okazuje sie, ze zasady ruchu drogowego w Armenii obowiazuja podobnie, jak w Gruzji. Przede wszystkim:
– mozesz wjechac wszedzie. i zawsze. i wszystkim.
– mozesz zaparkowac wszedzie. i zawsze. i wszystkim.
– wyprzedzaj. zawsze, kiedy to tylko mozliwe. Podwojna ciagla, zakret, wzniesienie ani wyprzedzanie samochodu, ktory w tej chwili wlasnie wyprzedza inny samochod nie sa przeszkodami. Nawet, jezeli wystepuja wszystkie jednoczesnie.
– przechodz przez jezdnie tam, gdzie akurat ci pasuje. Nawet, jezeli to droga czteropasmowa. (w Armenii wielkie zainteresowanie wzbudzilyt w nas SWIATLA dla pieszych. Musze przyznac, ze niektorye samochody nawet sie na nich zatrzymuja.)
– jezeli na Twoj pas wyjdzie pieszy (czasami bardzo niespodziewanie) to nie hamuj. Po prostu sprobuj go ominac.
– jezeli widzisz, ze nie uda ci sie go ominac, nie zwalniaj. Trab!
– trab w kazdej sytuacji, kiedy Twoje pierwszenstwo moze byc zagrozone.

😉

Dojechalismy na miejsce ok. godz. 16, czyli po 6 godzinach podrozy. Zaskoczyla nas architektura: orientalna z silnymi wplywamy monumentalizmu.  Bardzo duzo nowych, ladnych budynkwo i modnych sklepow. (Na przykladzie sklepu ESCADA tlumaczylismy naszemu nowemu koledze, jak brzmi moje imie: ADA). Erewan wyglada na o wiele bardziej logicznie zaprojektowany, niz Tbilisi. Mimo tego, ze obydwa miasta wydaja sie byc podobne (leza blisko siebie, sa stolicami bylych republik radzieckich, co mialo duzy wplyw na ich wyglad), okazuja sie zupelnie inne. Inni ludzie, inne ulice, inne samochody, inne zasady, inne budynki, wszystko inne.

Szczegolne wrazenie zrobil na nas „pomnik” 50-lecia ZSRR, tj. Kaskada skladajaca sie z kamiennych schodow, pieknych fontann i kolorywch kwiatow. Zaczeto go budowac dla uczczenia tej rocznicy, okazalo sie jednak, ze Zwiazek Radziecki upadl, zanim projekt byl ukonczony. Przez wiele lat stal prawie zapomniany w oczekiwaniu na swoje lata swietnosci, az dopiero w 2001 roku ormianski biznesmen, milioner i kolekcjoner sztuki sfinansowal budowe ostatnich jego czesci oraz zalozyl muzeum sztuki powiazane z cala budowla. Wyglada cudownie! 🙂

Osobne dwa zdania trzeba przeznaczyc mieszkancom Erewania. Tak jak Gruzini wydawali nam sie najzwyczajniej w swiecie brzydcy, tak Ormianie staraja sie z tym faktem walczyc: panowie pomimo powalajacej brzydoty ubieraja sie wedlug najnowszych swiatowych trendow (Armani, Versace, Dolce&Gabbana + ruska grzyweczka, skorzane mokasyny, a to wszystko w polewie litrow perfum), a 90% przedstawicielek plci pieknej bierze za wzor swoja rodaczke Kim Kardashian (Dolce&Gabbana, Coco Chanell + szpileczki, markowe torebeczki i filmowy make-up). Tym drugim korzystanie ze swiatowych trendow idzie zdecydowanie lepiej.

Wczorajszy dzien w Erewaniu umilal nam nowy kolega. W busiku z Tbilisi poznalismy sympatycznego Iranczyka o wdziecznym imieniu Mehdi. W ramach samopomocy polsko-iranskiej staralismy sie ulatwic mu podroz z powrotem do domu: zaprowadzilismy na dworzec, a kiedy okazalo sie ze najblizszy autobus odjezdza dzien pozniej – oprowadzilismy po Erewaniu jak tubylcy ;> i polecilismy nasz hostel, z ktorego chetnie skorzystal. Innymi slowy: pierwsze koty za ploty, pierwsze kontakty w Iranie nawiazane – zaproszenie do miasta Kazwin aktualne.

Dzis nasz pierwszy caly dzien w Erewaniu, wiec moc atrakcji jeszcze przed nami (chociaz zegar wskazuje 14:37 – czemu nikt nam nie powiedzial, ze w Armenii po raz kolejny powinnismy przestawic zegarek o godzine?): planujemy wypad do muzeum koniaczku (nieszlibysmy gdyby nie slowo „degustacja” pojawiajace sie w materialach reklamowych), Blekitnego Meczetu i twierdzy Erebuni (rzekomy protoplasta Erewania).

Jutro o 10 ruszamy dalej: Autobusem ku granicy z Iranem, do Tabrizu. Dojedziemy tam w srodku nocy, wiec najblizszego wpisu oczekujcie pojutrze.

Adusia i Lukaszek

PS: Wszystkie komentarze czytamy i kazdy strasznie nas cieszy 🙂

PPS: Sabrisiu, 1. Nie, bardzo milo. 2. Tak w sam raz pod Ciebie. 3. Nie, ale pozdrawia :*