Posty otagowane jako ‘400 słów’

400 słów… i przepisów na zupki błyskawiczne

Wrzesień 2nd, 2014

Jakie jest narodowe danie Indonezji? Złośliwi mówią, że sambal, czyli ostry sos chili. Ja nie chcę być złośliwa, ale powiedziałabym, że raczej będą to… zupki w proszku. Popularność zupek ekspresowych (zwanych u nas również „chińskimi”) w Azji nie powinna dziwić. Je się je na potęgę w całym regionie i spotykaliśmy się z nimi w każdym kraju odwiedzanym po drodze.
W Indonezji ich popularność wchodzi jednak na zupełnie inny poziom. Dość powiedzieć, że gdy w Polsce najpopularniejsza firma (Vifon) sprzedaje 100 milionów opakowań zupek rocznie, to w Indonezji w tym samym czasie produkuje się ich 15… miliardów!
Największy ich producent, firma Indomie (mie to w bahasa „kluski”) jest dumą Indonezyjczyków: wielokrotnie słyszeliśmy opowieści o tym, że zupki eksportuje się do Australii i Ameryki, a koncern je produkujący ma fabryki nawet w krajach Afrykańskich! Nigeria, Ghana, Kenia – wszędzie tam Indomie otwiera fabryki, a nazwa firmy jest znana każdemu.

3922841552_6207db2f5e
970118_605040289520202_1036914852_n
Pierwszego dnia w swojej pracy Łukasz dowiedział się, że firma zapewnia dowolne ilości kawy, herbaty i… indomie. Te ostatnie można zrobić sobie samemu, albo poprosić o to Office Boya.
Zadziwiająca popularność zupek wiąże się z niesamowitą kreatywnością, z jaką panie domu podchodzą do tego wdzięcznego w interpretacji dania. Oczywiście zalane chochlą wrzątku noodle można zjeść w każdym (dosłownie: każdym) sklepiku przy ulicy i nie są one niczym nadzwyczajnie smacznym, ani pożywnym. Przez te kilka miesięcy zdarzyło mi się jednak jeść kilka wariacji noodlowych, które były nie tylko zaskakująco smaczne, ale i całkiem sycące. Nie pamiętam wszystkich, ale oto kilka pomysłowych patentów, które utkwiły w mojej głowie.
1) Podając gotową zupkę instant gościom gospodynie często silą się na odrobinę inwencji, aby swojej potrawie dodać trochę wykwintności. Wystarczy dorzucić trochę zieleniny (pasuje wszystko, od pietruszki i szczypiorku aż do kangkung, czyli niepopularnego w Polsce szpinaku wodnego), a na stół postawić świeże limonki, kecap manis (słodki sos sojowy) i ostry sambal, a każdy sam doprawi sobie danie do smaku
2) Kolejnym stopniem wtajemniczenia jest dodawanie do noodli jajka. Wersji jest kilka – można na odcedzone i wymieszane z przyprawami kluski położyć jajko sadzone, można do zupy wrzucić jajko ugotowane na twardo i z satysfakcją patrzeć, jak klient męczy się atakując je plastikową łyżką albo – hit! – wbić jajko wprost do zupy i podgotować aż zetnie się jak jajko po benedyktyńsku. Zaskakujące, ale jakie pyszne!
3) Innym, równie ciekawym dodatkiem do zupki chińskiej jest w Indonezji ketupat, czyli ryżowa kulka ściśle zawinięta w liście i ugotowana. Rozwija się naturalne opakowanie i zbity ryż łyżką wkraja do rosołu z proszku.
4) Klasyka kuchni indonezyjskiej to mie goreng – noodle instant zasmażane ze słuszną ilością słodkiego sosu sojowego, jajkiem i ewentualnie jakimiś warzywami. Zawsze podawane z chrupkami krewetkowymi.
5) Noodle instant można zamówić jako dodatkowy składnik do bakso – wątpliwej jakości klopsików, zazwyczaj z kurczaka, podawanych w bulionie mięsnym. Uzupełnione o makaron będą bardziej sycące i chociaż odrobinę smaczniejsze.
6) Jadłam też pierożki smażone na głębokim tłuszczu nadziewane ugotowanymi noodlami. Smakowało podobnie wytrawnie, jak brzmi.
7) Makaron ze skromnym dodatkiem warzyw można zalać na patelni jajkami i usmażyć w formie omleta, żeby potem podać go z ryżem jako pełnowartościowy obiad.
8) A jeżeli komuś nie chce się bawić w omlety, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyłowione z zupy kluski podać wprost na ryżu. Takie połączenie to baza do popularnego dania nasi kuming.

Fanami zupek ekspresowych mimo wszystko nie zostaniemy. W odróżnieniu od tego londyńczyka – rapera rodem z Nigerii:



400 słów: Real Madrid? Real Masjid!

Sierpień 27th, 2014

Piłkarze z Madrytu zaprezentowali wczoraj trzeci komplet strojów, w których występować będą w tym sezonie. Z klasycznych z pozoru czarnych strojów straszy nietypowy jak na koszulki piłkarskie wizerunek smoka.

Wśród komentarzy na temat stworzonego przez japońskiego projektanta wzoru przeważa jedna opinia: To koszulki stworzone na rynek azjatycki! Real Madryt, jedna z najpopularniejszych drużyn świata, pragnie zaskarbić sobie sympatie kibiców z Chin, Japonii i Południowo-Wschodniej Azji, tak jak wcześniej postarała się o sympatię kobiet wprowadzając koszulki w kolorze… różowym.

Koszulki można od dziś kupić w sklepach Adidasa na całym świecie. W Polsce dostępne są za, bagatela, 349 złotych…

Czy w Indonezji, Malezji, Tajlandii czy Wietnamie koszulki ze smokiem będą przebojem?
W jednym z wcześniejszych wpisów wspominałem, że zagraniczna piłka jest w Indonezji szalenie popularna. Nigdzie na świecie nie widziałem tylu ludzi na codzień noszących piłkarskie koszulki. Sęk jednak w tym, że koszulki są popularne bo… są bardzo tanie. Choć w 99% są produkowane przez oryginalne fabryki Nike czy Adidasa i posiadają oryginalne metki i certyfikaty, to od sprzedawanych w Europie oryginałów różnią się prostym detalem – hologramem i metką wszywaną „bezpośrednio w klubie”. Innymi słowy: Koszulka Barcelony wygląda identycznie jak oryginał, ma wszelkie metki Nike, ale nigdy nie była w Europie, nie ma metki ani hologramu FC Barcelona, a drużyna z Barcelony nie dostanie ani grosza za jej sprzedaż. Zabieg ten zmniejsza cenę o ponad 90% – „prawie oryginalne” koszulki Realu, Barcelony, Manchesteru czy Milanu można kupić już za 20 złotych. Te mniej popularnych drużyn za 25-30 zł. „Prawdziwe oryginały” można obejrzeć w sklepie Adidasa – kosztują 10 razy tyle, a w Europie: 20 razy tyle.
Koszulki ze smokiem będą tu pewnie tak samo popularne jak wszystkie inne. I pewnie jak we wszystkich innych przypadkach – ze sprzedaży w Indonezji Real nie zobaczy nawet złotówki.

Pieniądze zobaczą za to twórcy bardzo popularnej w Indonezji serii komiksów o fajnie brzmiącej nazwie… „Real Masjid” czyli „Real Meczet”.

Co jak co, ale trzeba pogratulować im pomysłu: wykorzystując popularność „królewskich” starają się dotrzeć do młodych ludzi promując liberalny islam. Książeczki to w zasadzie kolekcje krótkich historyjek opowiadających o codziennym życiu zafascynowanej futbolem grupki przyjaciół. Liga Mistrzów w TV, a muezin wzywa do modlitwy? Real Meczet!

Piłka, szkoła, zwykłe codzienne problemy i… teologia. Na dużym dziale z literaturą religijną książeczki z tej serii wyraźnie się wyróżniają, a kolejne części serii świadczą o jej popularności. Ostatnio twórcy komiksu poszli jeszcze dalej wydając nową książeczkę pod jeszcze ciekawszym tytułem : „Muslim United” (Zjednoczeni Muzułmanie).

Real dzięki koszulkom ze smokiem nie stanie się w Indonezji bardziej popularny ani nie zyska więcej kibiców. Tu mechanizm działa w drugą stronę – to indonezyjskie firmy starać się będą wykorzystać Real Madryt i inne kluby, by same coś zarobić. Kilkanaście Indonezyjskich firm wykłada grube miliony, by reklamować swoje produkty wykorzystując wielkie gwiazdy i kluby.
Tak jak Extra Joss reklamowany przez Ronaldo:

Tak jak oficjalny sponsor Realu – producent orzeszków ziemnych Dua Kelinci:


Albo jak herbatniki reklamowane przez Cesca Fabregasa…

Biznes więc kręci się bardzo dobrze, ale koszulek w to nie mieszajmy.



400 słów: W lewo, bracie!

Sierpień 21st, 2014

Język indonezyjski jest prosty.
Szczątkowa gramatyka, brak koniugacji, deklinacji, czasów – wyrażanie myśli jest tak proste, że momentami język wydaje się wręcz suchy, pozbawiony tego za co tak bardzo kochamy polszczyznę. W indonezyjskim nie da się powiedzieć: „zrobimy!”, „mogłam”, „zjadłbym”. Można powiedzieć „robić”, „móc”, „jeść”, a informacje o rodzaju, liczbie, czasie czy trybie wymagają dołożenia kolejnych słów: „My zrobić jutro!”, „Ja mogę rok temu”.
Z drugiej strony, jak już kiedyś wspominaliśmy, prostota ta nie sprawia, że język jest jednoznaczny. Te same słowa mają dziesiątki różnych znaczeń, te same zwroty wykorzystuje się w różnych sytuacjach („Dokąd jedziesz?”, „Gdzie chcesz jechać?”, „Gdzie idziesz?”, „Dokąd to?”, „Gdzie zmierzasz?” to po prostu „Mau Kemana?”).
Jednym z ciekawszych elementów bahasa indonesia jest sposób, w jaki wyraża się GRZECZNOŚĆ.

Chyba każdy przybywający do Indonezji zszokowany jest tym, że nikt miejscowy nie odezwie się do turysty bez użycia słowa „mister”, czyli pan. Wszyscy czują się z tym raczej nieswojo. Nic dziwnego, podróżując po świecie używamy języka angielskiego, w którym do wszystkich mówi się „na Ty”, a formy grzecznościowe zostawia się dla lordów i władców. Angielskie słowo „mister” chociaż teoretycznie tłumaczy się jako „pan” jest bardzo formalne: używa się go wobec nauczycieli, ludzi starszych. Ale nie w Indonezji! Tu „mister” usłyszy każdy wyglądający na gościa zza granicy: niezależnie od wieku, koloru skóry czy… płci. Tak tak! Mister Ada może potwierdzić!
Skąd się to bierze? Większość turystów widzi w tym spuściznę kolonializmu. Jeszcze 70 lat temu każdy biały był w Indonezji panem. Białym należało okazywać szacunek, a chociaż czasy się zmieniły, jakiś element tego „rasowego szacunku” pozostał.
Nie da się ukryć – jest w tej teorii nutka prawdy. Wciąż każdego dnia możemy spotkać dzieci machające do nas i wołające „bule, bule” (pozytywnie zabarwiony „białas”, pierwotne znaczenie: albinos), a zdjęcie z bule stanowi obiekt westchnień większości indonezyjskich dziewcząt.
Z czasem zrozumieliśmy jednak, że słówko „mister” nie ma z tym aż tyle wspólnego, ile mogłoby się wydawać.

Słowo „mister” wyraża najzwyczajniejszą w świecie grzeczność.
Zwracając się do kogoś po indonezyjsku wypada, byśmy użyli specjalnej, jak najwłaściwszej formy grzecznościowej: określili ładnie osobę, do której się zwracamy.
Wspomniane wcześniej „Mau Kemana?” jest proste i suche. Kulturalny rozmówca widząc mężczyznę w swoim wieku zapyta więc dodając słówko opisujące osobę, którą pyta. Najczęściej powie „Mau kemana, mas?” – „Dokąd idziesz bracie?”. „Mas”, tłumaczone przez moich kolegów w pracy jako „Brachu”, jest uniwersalnym słowem używanym dla mężczyzn w naszym wieku. Nie każdy jednak jest „brachem”. Takich słówek jest więc przynajmniej kilkanaście. Zbieramy je od dłuższego czasu, najwyższy czas tą wiedzą się podzielić:

„Mas” – dosłownie „brat” – używane do mężczyzn w naszym wieku i młodszych
„Mbak” – dosłownie „siostra” – używane do kobiet w naszym wieku i młodszych
„Bepak”, w skrócie „Pak” – dosłownie „ojciec” – używane do starszych mężczyzn
„Ibu” – dosłownie „matka” – używane do starszych kobiet
„Saudara” – dosłownie „krewniak” – używane do mężczyzn w naszym wieku, ale mające więcej szacunku niż mas
„Om” – dosłownie „wujek” – czasem używane dla starszych mężczyzn
„Tante” – dosłownie „ciotka” – czasem dla starszych kobiet
„Encek”, w skrócie „Cek” – używane dla młodych sprzedawców pochodzenia chińskiego
„Engko”, w skrócie „Ko” – używane dla starszych sprzedacwców pochodzenia chińskiego
„Tuan” – używane dla starszych, poważanych mężczyzn
„Nyonya” – dla zamężnej kobiety
„Abang”, w skrócie „Aba” lub „Ba” – dosłownie „Starszy Brat” w języku betawi – używane w Dżakarcie do kierowców angkotów, sprzedawców jedzenia itp itd.
„Kakak”, w skrócie „Kaka” – dosłownie „Starsza Siostra” w języku betawi – używane dla opiekunek dzieci, sprzątaczek
„Akang”, w skrócie „Kang”, „A”, „Ang”, „Aa” – brat w języku sundajskim, używane dla sundajczyków
„Teteh”, w skrócie „Teh” oraz „Ceuceu”, „Ceu” – siostra w języku sundajskim, używane dla sundajczyków
i…
no właśnie, „Mister” jest jednym z tych słówek używanym wyłącznie do obcokrajowców.

Gdy jadąc angkotem chcemy by kierowca się zatrzymał wystarczy krzyknąć „kiri!”. Krótkie te słówko znaczy po prostu „lewo” (panuje ruch lewostronny, więc wysiada się lewą stroną pojazdu).
„Kiri” teoretycznie wystarczy, ale indonezyjska grzeczność nakazuje rozwinąć wypowiedź. To co w Polsce załatwiamy zwrotem „Czy byłby pan tak miły i zatrzymał się na chwilkę bym mógł wysiąść” jest zbędne. Tu wystraczy prosty, ale i miły przekaz:
„Kiri, Ba!” – „W lewo bracie!”



400 słów: Indonezyjskie imiona

Lipiec 18th, 2014

Imię i nazwisko automatycznie przypisują nas do społeczności. W Polsce, przyzwyczajeni do bronienia swojej tożsamości, zawsze używaliśmy polskich (bądź spolszczonych) imion i przekazywanych z pokolenia na pokolenie nazwisk. Tak samo przybywający do Polski Niemcy, Rosjanie czy żydzi asymilując się z czasem nadawali swoim dzieciom tradycyjne polskie imiona i „wtapiali w otoczenie”.
Chociaż na świecie jest pewnie 1000 osób, które nazywają się jak my to wszyscy oni mają wspólną cechę – są Polakami bądź mają polskie pochodzenie.
Z Indonezyjczykami jest trochę inaczej…

Indonezyjczycy to naród, którego tożsamość nie jest jednolita. Tu nie ma jednego, homogenicznego ludu – jednej tradycji i jednego języka. Różne części kraju zamieszkane są przez setki różnych grup etnicznych, które na przestrzeni wieków ulegały przeróżnym wpływom: to z Indii, to z półwyspu Arabskiego, to z Chin, to z Filipin a nawet Polinezji. Tradycyjne imiona poszczególnych grup zmieniały się dziesiątki razy, u jednych nazwiska występowały, a u innych nie. To dlatego wśród naszych indonezyjskich znajomych są tacy, którzy:
– Mają jedno lub kilka imion i nie mają nazwiska
– Mają jedno lub kilka imion i nazwisko
– Mają imię, „otczestwo”, ale nie mają nazwiska
Żeby było ciekawiej – rodzajów imion jest mnóstwo. Są imiona muzułmańskie (Mohammad, Abdul, Ali, Ahmed), jawajskie (Dian, Budi), łacińskie, chińskie, tajskie, indochińskie… A najczęściej po prostu kilka powyższych. Jakby tego było mało: popularne jest też „numerowanie” dzieci nadając im imiona Eko (pierwsze), Dvi (drugie) itp.
Koniec końców kombinacji jest mnóstwo, przejdźmy więc do przykładów:
Słyszeliśmy opowieść o dziewczęciu noszącym tylko jedno, jawajskie imię: Vinni. Zachodnia firma w której pracowała wymagała, by każdy pracownik miał email utworzony z imienia i nazwiska. Vinni wybrnęła bardzo sprytnie. Urodziła się w kwietniu, więc poprosiła, by ochrzczono ją nazwiskiem Aprilia.
Częściej jednak jedno imię wystarcza, a osoby o kilku imionach używają tylko jednego. Pierwszy prezydent Indonezji nosił muzułmańskie imię Ahmed, ale znany był szerzej pod swoim drugim, jawajskim (i wywodzącym się z sanskrytu) imieniem: Sukarno. Jego córka (nomen omen również była prezydent) nazywa się Megawati, ale używa też klasycznego „otczestwa” – Soekarnoputri (czyli „Córka Sukarno” wg starszej, holenderskiej transkrypcji).
Kolejny prezydent, Suharto, miał tylko jedno, jawajskie imię (od zawsze dziwiło to europejskich dziennikarzy, którym wydawało się, że używa nazwiska).
Jego syn oficjalnie nazywa się Hutomo Mandala Putra, ale używa europejskiej przeróbki swojego imienia – Tommy Suharto. Takie „przeróbki” to ostatnio nic specjalnego – nasz znajomy, Muhammad Dio Novanda przedstawia się wszystkim nieco dziewczęcym imieniem… Vanda. Przykład wciąż idzie z góry: Lada dzień ogłoszone zostaną wyniki ubiegłotygodniowych wyborów prezydenckich. Wszystko wskazuje na to, że wygra Joko Widodo. I on zamiast imion używa pseudonimu – dla większości wyborców Joko Widodo to po prostu „Jokowi”.
Stiker-Poster-Jokowi-JK-A5
Wszystko to doprowadza do dziwnej sytuacji: poznając europejsko brzmiącego „Vincenta”, „Ryana” czy „Boba” nie wiemy czy mamy do czynienia z kimś o korzeniach europejskich, muzułmańskich czy chińskich. Ba – każdy chce nazywać się „fajnie” i „światowo”, więc koniec końców co druga osoba ma imię jak z Hollywood albo z europejskich stadionów. Z jednej strony to fajne – a z drugiej cieszy, że w Polsce wciąż mamy Janków i Mateuszów zamiast Johnów i Mattów.
DSC_1674
Na zdjęciu powyżej, obok tablicy z imieniem Suharto tablica z imieniem Agusa Suhartono. Jak nazwa wskazuje – pan Agus urodził się w sierpniu (ang. August, ind. Agustus).