Kolejny wyjazd za nami. Nie tak długi jak byśmy chcieli, nie tak tani jak byśmy chcieli, ale… w miejsce, które zawsze nam się marzyło.

Seszele to archipelag 115 wysp leżących na Oceanie Indyjskim. Dość zapomniany fragment świata. Tylko 30 spośród wysp jest zamieszkanych, najdawniejsze osady mają raptem 250 lat: najpierw skolonizowane zostały przez Francuzów, później przejęte przez Anglików. Chcemy odwiedzić 3 największe wyspy (Mahe, Praslin i La Digue) i kilka mniejszych. Plany mało konkretne: karnawał w Victorii, plaże, dżungla… może mecz?

Wyjazd, jak to najczęściej bywa, zaplanowaliśmy spontanicznie: Wraz z zapowiedzią wejścia Qatar Airlines do Polski ogłoszono trzydniową promocję. Po porównaniu cen kilkunastu różnych kierunków zdecydowaliśmy się na właśnie ten. Seul, Bangkok, Mumbaj, Tokio, Dzakarta czy Kuala Lumpur dostępne były o 5-10% taniej niż zwykle. Seszele – prawie 30%.
Wracając spędzimy jeden dzień nad Zatoką Perską: tym razem w Dosze, w Katarze.

Nasze lektury przed wyjazdem:
Paulina Falkowska – „Seszele”