Co tu dużo mówić – Izrael to kraj przynajmniej tak ciekawy jak Iran. Ziemia Obiecana, Galilea, Judea, Samaria. Wypadałoby w końcu to wszystko zobaczyć i przynajmniej spróbować zrozumieć.

Planu nie mamy, jeno zarys jakiejś podróży. Psytrance’owy Sylwester w Tel Avivie, po nowym roku dogadana wizyta w Yad Vashem. Jakiś mecz (derby Tel Avivu 29 grudnia?), Morze Martwe, Masada. Zobaczymy co się uda, a co nie. Na miejscu beędziemy raptem 11 dni – malutko jak na parę tysięcy lat historii.

Wyjazd zaplanowaliśmy spontanicznie: Lipcowa Szalona Środa z LOTem sprawiła, że jeden bilet w dwie strony kosztował niecałe 600 zł.

Nasze lektury przed wyjazdem:
Mario Vargas Llosa – „Izrael-Palestyna”
Paweł Smoliński – „Izrael już nie frunie”
reportaż Louisa Theroux „The Ultra Zionists”
film „Sąsiedzi Boga” (God’s Neighbors / Ha-Mashgihim)
w trakcie wyjazdu czytaliśmy też „Byliśmy Przyszłością” Jael Neeman.