Targ „smakołyków” w Qibao « Pod Zwrotnikami


Targ „smakołyków” w Qibao

Padający od rana deszcz nie zachęcał do wyjścia z domu, ale mimo niepogody postanowiliśmy nie rezygnować dziś z naszych planów. Może trochę zmokliśmy, nasze sandały zwiedziły chyba wszystkie napotkane po drodze kałuże, a zdjęcia nie wyszły tak piękne, jak przy słonecznej pogodzie, ale na pewno było warto 🙂 Zwiedzaliśmy Qibao (czyt.”Cibao”) – małe miasteczko, dziś wchłonięte zupełnie przez Szanghaj, które zachowało swoją tradycyjną atmosferę lokalnego targu. Tłumy turystów przyciąga oryginalny asortyment – wszelkiej maści przysmaki, które spotkać można tylko w Chinach. Teraz już wiemy, że to nie powód do smutku. Większość z nich może zachwyca pomysłowością i zachęca wyglądem, ale ich smak jednak odbiega od naszych europejskich oczekiwań 😉 Posłuchajcie, na co daliśmy się skusić:

1. Pączuszki, kulki z naleśników
Smażone w płaskich formach, a kręcenie z nich kulek wykałaczką wygląda jak czysta magia. Spodziewaliśmy się smaku zbliżonego do naszych rodzimych naleśników, a może i nawet nutki słodyczy…? Nic bardziej mylnego. W środku niewinnie wyglądających kulek kryła się cebula i kawałki ryb, a właściwie owoców morza. Nie wiemy dokładnie jakich, bo penetrowanie wnętrza smakołyku wcale nie zachęcało do dalszej konsumpcji. Porcja (5 zł) zawierała 8 sztuk posypanych grubo specyficzną przyprawą i polanych… majonezem.

2. Ciasteczko polane karmelem
Uszy mi się zatrzęsły na widok dorodnych ciastek za ladą – spływał z nich karmel, a cena za sztukę wynosiła tylko złotóweczkę. Jak mogłabym nie spróbować?! Rozczarowanie było ogromne. Ciasto miało konsystencję surowej pyzy, a nadzienie zrobione było z rozgotowanej czerwonej fasoli. Cukier był składnikiem tylko karmelu. Niestety, na te same ciastka w innej formie daliśmy się naciąć również wieczorem podczas spaceru najpopularniejszym deptakiem – Ulicą Nankińską. Fuj.

3. Sok z trzciny cukrowej
Tu również spodziewaliśmy się fajerwerków. Cukier trzcinowy przecież uwielbiamy! Napój okazał się umiarkowanie słodki, za to bogaty w specyficzny aromat, bardzo trudny do opisania. Odważyłam się tylko na jeden łyk, resztę „dobrotliwie” oddałam Łukaszowi.

4. Durian
Edycja z 2014 roku: I tu niespodzianka – po czasie okazało się, że poniższy akapit mija się z prawdą! Daliśmy się porwać pierwszemu, a i wyszły nasze braki w mandaryńskim: wcale nie jedliśmy duriana, a jackfruita! Zorientowaliśmy się o tym po kilku tygodniach gdy trafiliśmy na prawdziwego duriana.
Ten owoc śnił nam się po nocach od dawna 😉 Musi być coś niepowtarzalnego w jego smaku, skoro Azjaci jedzą go pomimo niewyobrażalnego ponoć odoru, jaki ulatnia się z owocu po jego rozkrojeniu. Zapach ponoć jest tak nieznośny, że w singapurskim metrze wprowadzony został zakaz wnoszenia durianów, a żadna firma nie podjęła się transportowania go poza Azję. Wszyscy starają się trzymać z daleka od cuchnącej bomby. Trzeba przyznać, że zapach durianów jest iście odrzucający. Na szczęście ciekawy smak wynagrodził niedogodności – durian ma twardy miąższ o smaku podobnym do banana, pomelo i odrobinę przypominający mango. Pierwsze spotkanie z rozkrojonym durianem będziemy więc wspominać dobrze i tak naprawdę czekamy na kolejne okazje do spróbowania tego oryginalnego owocu 😉

Dzisiejsze, nienajlepsze przygody z chińską kuchnią są dopiero początkiem naszej opowieści o azjatyckim gotowaniu. Jak dotąd wszystko co jedliśmy szalenie nam smakowało i na pewno jeszcze wiele notek poświęcimy temu tematowi. A dziś, wyjątkowo, naprawdę zazdrościmy Wam pomidorówki, schabowego i mizerii!

PS Od dwóch dni pogoda jest mocno deszczowa – to efekt tajfunu Fitow, który niespodziewanie dla tej pory roku ma uderzyć w południowe wybrzeże Chin (dobre 1000 km na południe od Szanghaju). W prowincjach Zhejiang i Fujian ewakuowano kilka tysięcy mieszkańców przybrzeżnych wiosek – u nas na szczęście jedynym problemem są powtarzające się co kilka godzin mżawki.

Error fetching Flickr photos: WP HTTP Error: cURL error 7: couldn't connect to host

 


Tagi: , , ,

Komentarze

  1. Paulina napisał(a):

    Jest przepięknie ! a te kurczaczki takie apetyczne 🙂
    Całuję i ściskam

  2. Mama Ady napisał(a):

    hej, hej Łakomczuchy, chociaż raz Wam nie zazdroszczę 😉
    Dziś z wrażenia zrobiłam na obiad „chińszczyznę”, ciekawe co byście powiedzieli na temat mojej chińszczyzny ….. :-O
    buziaki :-*

  3. Paulina napisał(a):

    Kotki też tam macie nabite na wykałaczkę na przemian z grzybem mun i jaszczurką ala szaszłyczek ?