Pustynia, Zagłada, Stajenka, Mur

Ostatnie 2 doby upłynęły nam bardzo dziwnie – klimat (nie tylko w dosłownym znaczeniu) zmieniał się co parę godzin.

Wczoraj rano po krótkim plażowaniu wsiedliśmy w autobus, który w parę godzin przewiózł nas przez pustynię Negew. Łukasz pustynie uwielbia, Ada raczej nie, dlatego nasze wrażenia z podróży były zupełnie różne. Adzie ciężko było uwierzyć, że ktoś mógł pokonywać naszą drogę nie w ciągu paru godzin, a przez 40 lat. Łukasz tę historię łyka – widocznie im się podobało.
Wieczorem dojechaliśmy do Jerozolimy, połaziliśmy po wyludnionym o tej porze Starym Mieście.

Zazwyczaj wypełnione ludźmi uliczki po zmroku robią bardzo dziwne wrażenie – widać tylko pojedynczych ortodoksyjnych Żydów biegnących pod Ścianę Płaczu i arabskich chłopców snujących się ciemnymi zaułkami (większe grupki tychże są bacznie obserwowane przez uzbrojonych izraelskich żołnierzy).

Dziś z samego rana zaplanowaną mieliśmy totalnie inną atrakcję – wypad do instytutu Yad Vashem i muzeum Holocaustu.

Tam umówieni byliśmy z panią Ireną Steinfeldt, szefową działu Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, która wręczyła nam mapkę do drzewka upamiętniającego założyciela Polonii – Tadeusza Gebethnera. Oczywiście zobaczyliśmy też całe muzeum. Owszem, było dość ciekawe, chociaż jak łatwo się domyślić, omawiało temat raczej pobieżnie. Ciekawy zabieg jakim jest przedstawianie historii na przykładach osobistych przeżyć pojedynczych osób bardzo przemawia do wyobraźni i uczuć, ale nie sprawdza się przy przekazywaniu większej ilości wiedzy. W skrócie – wzruszaliśmy się, ale nie dowiedzieliśmy się w niczego nowego. Największe wrażenie zrobił na nas zniszczony fragment rękopisu wiersza znaleziony w łódzkim getcie, który jakoś tak pasuje do naszej sytuacji:

MARZENIE
…. ja mieć będę dwadzieścia lat,
…. oglądać nasz nasz piękny świat.
…. w wielkim ptaku motorze
…. w wszechświata przestworze.

Zaraz po Yad Vashem ruszyliśmy w zupełnie innym kierunku. Do Betlejem. Tu warto chyba wyjaśnić ważną kwestię: mapy „polskie” i „internetowe” różnią się od tych dostępnych w Izraelu. Na tych izraelskich terytorium Izraela jest dużo większe – obejmuje Zachodni Brzeg Jordanu, obszar który reszta świata uznaje za Autonomię Palestyńską. Wycieczka do Betlejem zakładała zwiedzanie właśnie tych rejonów i przeżycie na własnej skórze czym jest Mur oddzielający Izrael od Zachodniego Brzegu.

Przejście na „tamtą stronę” było proste. Ot – autobus z Jerozolimy zatrzymał się przy „granicy”, weszliśmy do jakichś pomieszczeń, a kilkadziesiąt metrów dalej wyszliśmy już po drugiej stronie. Żadnych przeszukiwań (!!! w tym kraju, gdzie prześwietla się torebki wchodzącym do marketu), żadnego sprawdzania paszportu, ba – nikogo na tej „quasigranicy”.
Parę minut później byliśmy już w Bazylice Narodzenia Pańskiego.

Ciężko powiedzieć czy to kwestia małej ilości pielgrzymów czy samego wyglądu tego miejsca, ale kościół ten był jednym z najprzyjemniejszych jakie przyszło nam tu odwiedzić. Kolejne – Grota Mleczna i Pole Pasterzy w Bejt Sahur też były w porządku, ale myślami byliśmy nie 2000 lat temu, a tu i teraz: Ciekawsze wydawało nam się obserwowanie życia „po drugiej stronie Muru”, gdzie kolor tablicy rejestracyjnej decyduje o przynależności do grupy uprzywilejowanej, a prace Banksy’ego znaleźć można co parę kroków.

W drodze powrotnej wybraliśmy się na spacer wzdłuż Muru. Wiszące na nim relacje dziwnie przypominały coś, co przeżywaliśmy parę godzin wcześniej…
Uczucie to pogłębił powrót na stronę Izraela: tu bagaże były już prześwietlane, podróżni dzieleni kołowrotkami na mniejsze grupy, a celnicy siedzieli za kuloodporną szybą i wszystkie komendy wydawali poprzez głośniki. Już sam ten ostatni fakt sprawiał bardzo nieprzyjemne wrażenie. Co ciekawe – paszportów nikt nam nie sprawdzał. Ada przytknęła do szybki celnika stronę z wizą – machnął, żeby szła dalej. Ja – stronę ze swoim zdjęciem – zareagował tak samo. Arabowie przykładali dokładnie pozwolenia i skanowali odciski palców… Co kraj, to obyczaj.

Jutro kolejna zmiana klimatu. Rano jedziemy w kierunku Morza i Soli. Kolejna notka – z Ein Gedi. 


Tagi: ,