Na plaży z Żyrinowskim

Jaki pierwszy stycznia taki cały rok? Jeśli tak, to będzie to rok bardzo leniwy, spokojny, ale nawet w tym całym rozleniwieniu – zadziwiający.
W tytule poprzedniego wpisu wspomnieliśmy o Rosjanach. Cóż – jest ich tu (zarówno w Eilacie jak i w całym Izraelu) zatrzęsienie. O ile jednak w Tel Awiwie czy Jerozolimie po rosyjsku mówią Izraelczycy (Ostatnia z fal emigrantów, czyli Aliji, nazywana jest nawet Rosyjską), o tyle tu, nad morzem, mówimy o Rosjanach typu Sharm El-Sheik. Idąc ulicą co raz słyszy się rosyjskie słowa, większość witryn sklepów i knajp zachęca napisami cyrylicą. Wstyd też przyznać, ale łapiemy się na tym, że każdego turystę odruchowo traktujemy jak potencjalnego Rosjanina: nie mówiącego po angielsku, szastającego kasą itp. Na szczęście – jest tu też gro turystów zewsząd: od Europejczyków, przez Amerykanów na Azjatach kończąc.

W tak pięknych okolicznościach przyrody Ada i Łukasz postanowili obadać dziś plaże położone nieco dalej centrum miasta, bliżej granicy z Jordanią.

Faktycznie – było tu mniej ludzi, luźniej, Woda ciepła, test aparatu robiącego foty pod wodą zakończył się pełnym sukcesem. I tak w zasadzie nie byłoby sensu zawracać nikomu głowy relacją, gdyby nie to, że po jakimś czasie obok naszych ręczników wylądował dośc nietypowy gość.

Na dobrą sprawę nie zwrócilibyśmy na niego uwagi gdyby nie to, że kilkoro Rosjan po początkowym gapieniu się przystąpiło do działania – podchodzili, robili sobie fotki i… odbierali gadżety: koszulki, czapeczki, zdjęcia z literkami LDPR. W tym właśnie momencie zapaliła nam się lampka: Koleś faktycznie wygląda dość znajomo… Po chwili byliśmy już pewni – na leżaczku 3 metry od nas leżał nikt inny jak ruski Lepper – Wladimir Wolfowicz Eidelstein znany dziś jako Wladimir Żyrinowski 😉 Nie można było przegapić tej okazji: fotka z Żyrinowskim trafi do Galerii Ludzi Niekoniecznie-pozytywnie Zakręconych.

I weź tu człowieku planuj, że danego dnia nie napiszesz notki…

Żeby nie było, że cała notka o rosyjskim populiście: poniżej kolejna garść przemyśleń i spostrzeżeń:
– Bezpieczeństwo. Podróżując widzieliśmy już posterunki policji przy drogach, wojsko sprawdzające bagaże przy wejściach na dworce. Tu ochrona sprawdza każdego wchodzącego do centrum handlowego, prześwietla się wszystko i każdego. Żołnierz na dworcu w Jerozolimie sprawdzał nam paszporty nie tylko pod względem tożsamości, ale i stemple w paszporcie. Nie musze chyba mówić, która Wiza w paszporcie Ady szczególnie go zainteresowała… Tak jak szybko przyzwyczailiśmy się do widoku ludzi z bronią automatyczną, tak ciągle zadziwiają nas wojskowe śmigłowce „rekreacyjnie” przelatujące nad miastem. Mówiąc krótko: to jakiś zupełnie nowy poziom.
– Są dwa lokalne piwa: Makkabi i Goldstar. Ponadto kilka piw „na licencji”, przede wszystkim Tuborg i Heineken. Zdecydowanie najbardziej podchodzi nam czerwona odmiana tej duńskiej marki. Oczywiście na wszystkich widnieje odpowiedni certyfikat koszerności.
– Certyfikarty koszerności można też zobaczyć przy barze w każdej knajpie, za ladą w wiekszości barów. Ot papierek ze stemplem i podpisem odpowiedniego rabina.
– Prawie nigdzie nie słychać psytrance’u 🙁 Jeden sklep z t-shirtami przy plaży to dużo mniej niż można się było spodziewać. Może w Tel Awiwie jeszcze poszukamy.

Jutro ostatnie plażowanie w Ejlacie i powrót do Jerozolimy, bo za dwa dni zwiedzamy Yad Vashem.

PS Dla ciekawskich: Sylwestra spędziliśmy spokojnie. Najpierw delektowaliśmy się możliwością pogapienia się w telewizor i przez pół wieczoru wspominaliśmy lata 80-te i 90-te razem z VH1, a potem poszliśmy do wcześniej upatrzonej knajpki aby Nowy Rok przywitać w większym gronie. Jednak dopiero dzisiaj wyczytaliśmy w przewodniku, że pub Mike’s Place polecany jest jako… lokal dla 30-latków. Jak widać Łukasz trafił do swoich nawet bez przewodnika 😉 


Tagi: , ,