Erec Israel

Zostały dwa tygodnie. Czytamy, oglądamy filmy, załatwiamy noclegi i umawiamy spotkania.
„Naukę” zaczęliśmy od świetnego dokumentu Louisa Theroux, który wklejamy na końcu notki. Później wzięliśmy na warsztat dwa reportaże. Pierwszy – Mario Vargasa Llosy – „Izrael-Palestyna”, drugi Pawła Smoleńskiego – „Izrael już nie frunie”. O dziwo (bo w końcu porównujemy niedawnego noblistę z dziennikarzem Wyborczej) – dużo lepiej wypada ten drugi.

Mario Vargas LlosaPaweł Smoleński


Pomysł obu autorów był podobny – pokazać Izrael poprzez rozmowy, eseje, felietony na temat pojedynczych zjawisk. I tu, i tu mamy więc rozmowę z ofiarą zamachu bombowego i rozmowę z Palestyńskim bojownikiem. I tu, i tu mamy rozmowę z izraelskim żołnierzem, który wystąpił przeciw swoim zwierzchnikom; z ludźmi, których życie zmieniła budowa muru; z osadnikami z Zachodniego Brzegu itp.
Jest jednak jedna, podstawowa różnica. Vargas Llosa każdą rozmowę podsumowuje. Wydaje osąd, dzieli się z czytelnikiem swoimi przemyśleniami na dany temat. Smoleński idzie inna drogą dobiera rewelacyjnych rozmówców, którzy mają do powiedzenia dużo więcej niż ci u Vargasa Llosy. Ich słowa nie wymagają komentarza, podsumowań. Jeden pokazał mi Izrael złożony z ludzi o 4 różnych punktach widzenia i następnie starał się to złożyć w całość; drugi przedstawił takich punktów kilkadziesiąt otwarcie zaznaczając, że nie da się ich połączyć.

Chasydzi z Mea Szarim, ateistyczni kibucnicy spod Akry, aszkenazyjscy lekarze z Hajfy, ruscy z Ashdod, sefardyjczycy z Jerozolimy, osadnicy z Gazy i Hebronu, DJ z Tel Avivu, lewica, prawica, intelektualiści – nasze polskie „podziały” na to przy tym wszystkim pikuś. A na to wszystko nakłada się równie zróżnicowana społeczność palestyńska – od fanatycznych bojowników Hamasu; przez odciętych od świata bogu ducha winnych mieszkańców Gazy przez Hamas terroryzowanych; wkurzonych na mur rolników; po dziewuchy pijące piwo bez hidżabów na Zachodnim Brzegu.

Cóż, niebawem przekonamy się o tym wszystkim na własnej skórze. A póki co – dokształcamy się dalej.
 


Tagi: