Erewań

Pytanie do radia Erewan:
– Czy to prawda, ze w Moskwie na Placu Czerwonym rozdaja Wolgi?
– Tak, to prawda. Z tym, ze nie w Moskwie, a w Leningradzie, nie na Placu Czerwonym, a na Placu Lenina, nie Wolgi, tylko rowery i nie rozdaja, a kradna.

Tym optymistycznym akcentem zaczynamy relacje ze stolicy Armenii. Przejazd byl fatalny – wytrzeslo nas jak cholera, a maly busik zapieprzal po kretych gorskich drogach jak szalony. Okazuje sie, ze zasady ruchu drogowego w Armenii obowiazuja podobnie, jak w Gruzji. Przede wszystkim:
– mozesz wjechac wszedzie. i zawsze. i wszystkim.
– mozesz zaparkowac wszedzie. i zawsze. i wszystkim.
– wyprzedzaj. zawsze, kiedy to tylko mozliwe. Podwojna ciagla, zakret, wzniesienie ani wyprzedzanie samochodu, ktory w tej chwili wlasnie wyprzedza inny samochod nie sa przeszkodami. Nawet, jezeli wystepuja wszystkie jednoczesnie.
– przechodz przez jezdnie tam, gdzie akurat ci pasuje. Nawet, jezeli to droga czteropasmowa. (w Armenii wielkie zainteresowanie wzbudzilyt w nas SWIATLA dla pieszych. Musze przyznac, ze niektorye samochody nawet sie na nich zatrzymuja.)
– jezeli na Twoj pas wyjdzie pieszy (czasami bardzo niespodziewanie) to nie hamuj. Po prostu sprobuj go ominac.
– jezeli widzisz, ze nie uda ci sie go ominac, nie zwalniaj. Trab!
– trab w kazdej sytuacji, kiedy Twoje pierwszenstwo moze byc zagrozone.

😉

Dojechalismy na miejsce ok. godz. 16, czyli po 6 godzinach podrozy. Zaskoczyla nas architektura: orientalna z silnymi wplywamy monumentalizmu.  Bardzo duzo nowych, ladnych budynkwo i modnych sklepow. (Na przykladzie sklepu ESCADA tlumaczylismy naszemu nowemu koledze, jak brzmi moje imie: ADA). Erewan wyglada na o wiele bardziej logicznie zaprojektowany, niz Tbilisi. Mimo tego, ze obydwa miasta wydaja sie byc podobne (leza blisko siebie, sa stolicami bylych republik radzieckich, co mialo duzy wplyw na ich wyglad), okazuja sie zupelnie inne. Inni ludzie, inne ulice, inne samochody, inne zasady, inne budynki, wszystko inne.

Szczegolne wrazenie zrobil na nas „pomnik” 50-lecia ZSRR, tj. Kaskada skladajaca sie z kamiennych schodow, pieknych fontann i kolorywch kwiatow. Zaczeto go budowac dla uczczenia tej rocznicy, okazalo sie jednak, ze Zwiazek Radziecki upadl, zanim projekt byl ukonczony. Przez wiele lat stal prawie zapomniany w oczekiwaniu na swoje lata swietnosci, az dopiero w 2001 roku ormianski biznesmen, milioner i kolekcjoner sztuki sfinansowal budowe ostatnich jego czesci oraz zalozyl muzeum sztuki powiazane z cala budowla. Wyglada cudownie! 🙂

Osobne dwa zdania trzeba przeznaczyc mieszkancom Erewania. Tak jak Gruzini wydawali nam sie najzwyczajniej w swiecie brzydcy, tak Ormianie staraja sie z tym faktem walczyc: panowie pomimo powalajacej brzydoty ubieraja sie wedlug najnowszych swiatowych trendow (Armani, Versace, Dolce&Gabbana + ruska grzyweczka, skorzane mokasyny, a to wszystko w polewie litrow perfum), a 90% przedstawicielek plci pieknej bierze za wzor swoja rodaczke Kim Kardashian (Dolce&Gabbana, Coco Chanell + szpileczki, markowe torebeczki i filmowy make-up). Tym drugim korzystanie ze swiatowych trendow idzie zdecydowanie lepiej.

Wczorajszy dzien w Erewaniu umilal nam nowy kolega. W busiku z Tbilisi poznalismy sympatycznego Iranczyka o wdziecznym imieniu Mehdi. W ramach samopomocy polsko-iranskiej staralismy sie ulatwic mu podroz z powrotem do domu: zaprowadzilismy na dworzec, a kiedy okazalo sie ze najblizszy autobus odjezdza dzien pozniej – oprowadzilismy po Erewaniu jak tubylcy ;> i polecilismy nasz hostel, z ktorego chetnie skorzystal. Innymi slowy: pierwsze koty za ploty, pierwsze kontakty w Iranie nawiazane – zaproszenie do miasta Kazwin aktualne.

Dzis nasz pierwszy caly dzien w Erewaniu, wiec moc atrakcji jeszcze przed nami (chociaz zegar wskazuje 14:37 – czemu nikt nam nie powiedzial, ze w Armenii po raz kolejny powinnismy przestawic zegarek o godzine?): planujemy wypad do muzeum koniaczku (nieszlibysmy gdyby nie slowo „degustacja” pojawiajace sie w materialach reklamowych), Blekitnego Meczetu i twierdzy Erebuni (rzekomy protoplasta Erewania).

Jutro o 10 ruszamy dalej: Autobusem ku granicy z Iranem, do Tabrizu. Dojedziemy tam w srodku nocy, wiec najblizszego wpisu oczekujcie pojutrze.

Adusia i Lukaszek

PS: Wszystkie komentarze czytamy i kazdy strasznie nas cieszy 🙂

PPS: Sabrisiu, 1. Nie, bardzo milo. 2. Tak w sam raz pod Ciebie. 3. Nie, ale pozdrawia :* 


Tagi: , ,

Komentarze

  1. Anonymous napisał(a):

    Sam „mniód” na moje serce :). Czuje się jakbym tam z Wami była. Normalnie odnawiam znajomości w zaprzyjaźnionych wydawnictwach – po powrocie wydajecie „pamiętniki z podróży”. Czyżby urośli nam następcy Toniego Halika i Elżbiety Dzikowskiej??? Pozdrawiam cieplutko ze słonecznej Warszawy. Gosia

  2. Anonymous napisał(a):

    Dzień dobry Dzieci!!!! No w końcu jakiś znak od dwóch dni….:-(
    Oj, przecieracie szlaki turystyczne, a to zacieśnianie przyjaźni polsko-irańskiej, może to i pionierskie, ale co ja dam jeść Irańczykowi na święta, jak do nas przyjedzie…? 😉
    Wiedzcie, że tu wszyscy Wam kibicują, mnie wspierają na duchu, choć nie mogą się nadziwić, ze Wam pozwoliliśmy na taką podróż.
    Wielu wrażeń i bezpiecznych podróży, ściskam mocno :-* :-* :-*
    em.
    ps.pozdrowienia dla państwa Chmielewskich
    pozdrowienia dla Gosi z W-wy 🙂