Niespodziewanie: Erewan 2

Hej przygodo!

Jestesmy nadal w Erewaniu. Co prawda rano stawilismy sie na wyznaczone miejsce w oczekiwaniu autobusu do Tabrizu, szybko okazalo sie jednak, ze:

a) zamiast jednego autobusu sa 4

b) wszystkie 4 zajete w 100%

c) najblizsze wolne miejsca – za 2 dni

Po wielkim zamieszaniu  skonczylo sie na tym, ze jednak jedziemy jutro. Prawde mowiac i to jest prawie nieprawdopodobne.

Najpierw pod swoje skrzydla wzial nas „wylaszczony”pan kierowca, ktory obiecal nam miejsca. W tlumie dzikich i niezorganizowanych podroznikow nie czulismy sie jednak do konca pewnie, nawet z ta obietnica. W ostatniej chwili okazalo sie, ze mimo kilku prob postawienia wszystkiego na glowie nie ma dla nas miejsc. Juz mielismi odchodzic, kiedy wybuchla niemala awantura z trojka starszych pasazerow, ktorzy mieli sporo nadbagazu w postaci obwiazanoch sznurkiem kartonow. Obsluga autobusu powiedziala jednoznacznie, ze nie moga z tym pojechac, w zwiazku z czym… postanowili ze skutkiem natychmiastowym anulowac ich bilety, a nas juz sadzali w srodku i wypisywali bilety wg paszportow! 😉 Przez dluzsza chwile naprawde siedzielismy w autobusie do Teheranu; niestety, pierwotni pasazerowie nie odpuszczali i nawet po interwencji szefa calego przedsiebiorstwa przewozowego udalo im sie wywalczyc swoje miejsca. Nie obylo sie bez krzykow i nerwow. Na szczescie przez caly czas pozostawalismy bezstronni – i tak nic nie rozumielismy, wcale nie upieralismy sie, zeby jechac na czyims miejscu, a to kierowcy zalezalo najbardziej, zeby nas wziac 😉

Kiedy znowu stalismy na dworcu (poza autobusem 🙁 ) stracilismy nadzieje i rozwazalismy wynajecie taksowki do granicy na spolke z innymi pasazerami, ktorzy nie zalapali sie do autobusu. Wyszloby drozej i mniej komfortowo, ale podazalibysmy w dobrym kierunku. Nie zdazylismy do konca przemyslec wszystkich za i przeciw, kiedy podbiegla do nas przedstawicielka przewoznika zajmujaca sie biletami z radosna informacja, ze ambasada Iranu zrezygnowala z rezerwacji 2 miejsca na jutrzejszy kurs i moglismy od razu wykupic te bilety. Podkreslam – ku uciesze kierowcow i formy organizujacej przejazd 😉

Coz – wyjezdzajac bylismy przygotowani, ze nie wszystko bedzie szlo jak po masle, wiec dzisiejsza sytuacja niespecjalnie nas zmartwila.

Dodatkowy dzien w Erewaniu postanowilismy wykorzystac nie przemeczajac sie: ponownie zameldowalismy sie w hostelu i po chwili odpoczynku ruszylismy zwiedzic muzeum Ludobojstwa Ormian. I tym razem nie obylo sie bez taksowkarza, ktory wiozac nas dzwonil do znajomego pytajac o najlepsza droge, by koniec koncow wysadzic nas na palacym sloncu w szczerym polu.

Muzeum wybudowane kilkanascie lat temu robi wrazenie, chociaz niektore metody (pomnik grajacy zalobna muzyke) wprawiaja w zaklopotanie.

Wydawac sie moze, ze kazda zagraniczna delegacja w Erewaniu obowiazkowo odwiedza te same miejsca: wspomniane wyzej muzeum i wizytowana przez nas wczoraj fabryke koniaku Ararat. I tu, i tu zostawiaja po sobie slad: drzewko w parku pamieci i… wlasna beczke lezakujacego koniaku (do odebrania w wybranym przez siebie momencie, a poki co – atrakcje dla zwiedzajacych). Obfotografowalismy beczki i drzewka Kwasniewskiego, Komorowskiego i Walesy.

Przy okazji warto pochwalic sie, ze zostalismy wytrawnymi smakoszami i znawcami koniaku. Tak jak zapowiadalismy, zwiedzanie konczylo sie hojna degustacja – do dyspozycji mielismy armenskie czekoladki (pycha!) i 3 rodzaje koniaku dla porownania: 3-, 7- i 10-letni. Roznica nie do opisania – pierwszy pachnial tanim spirytem ;), drugi smakowal nam najbardziej, a w trzecim czuc bylo skumulowana moc alkoholu. Poznalismy kilka trickow smakoszy koniaku (np. to, jak powinien splywac po sciankach kieliszka, albo co powinno sie z nim dziac, kiedy przekrecimy kieliszek na bok) i kupilismy smakowite prezenty dla naszych najblizszych 😉

W zwiazku z calym zamieszaniem z autobusem to jutro bedziemy „poza zasiegiem” i najstepna relacja pojawi sie najszybciej w niedziele. 🙂 


Tagi: ,