IRAN, IRAN, IRAN!!!

W koncu! Osiagnelismy pierwszy „cel” naszej podrozy! Jestesmy w Iranie! 🙂

Tym razem juz bez niespodzianek, wczoraj rano wsiedlismy w autobus relacji Erewan – Teheran i rozpoczelismy fascynujaca ponad 12-godzinna podroz. Bylo na tyle w porzadku, na ile w porzadku moze byc siedzenie calego dnia w autokarze przemierzajacym imponujace kaukaskie szlaki. Zachwycily nas widoki – w ciagu jednego dnia widzielismy tyle 3-, 4-, a nawet 5-tysiecznikow, ile srednio Polak widzi w ciagu calego zycia 😉 Pozytywnie zaskoczyla nas tez odprawa graniczna. Bylo szybciutko, bezproblemowo, a na pewno nie tak restrykcyjnie, jak sie tego spodziewalismy (jeszcze ostatniej nocy w Erewaniu wyrywalismy reklamy bielizny z Wysokich Obcasow, zeby nie trafic do egzotycznego wiezienia za szmugiel erotyki).

W srodku nocy jako jedyni wysiedlismy w Tabrizie (kierowca bardzo wdziecznie wysadzil nas na rondzie krzyzujacym dwie autostrady). Nie spodziewajac sie juz niczego zlego zlapalismy taksowke i pojechalismy na ulice bedaca zaglebiem hotelarskim Tabrizu. Nastawilismy sie na hotel Morvadit ze sredniej polki cenowej – po kilku nocach w hostelach w koncu nam sie nalezy (10$ za pokoj dwuosobowy to prawdziwe szalenstwo cenowe na tutejsze warunki). Nie zdziwilo nas zbytnio, ze nie bylo wolnych miejsc. Zdarza sie. Kiedy jednak sytuacja powtorzyla sie kilka…nascie razy zaczelismy porzadnie sie martwic. W tutejszej kulturze w srodku nocy jest naprawde PUSTO na ulicach (podczas prawie godzinnej wedrowki spotkalismy doslownie kilka osob, z czego zdecydowana wiekszosc sprzatala smieci i ulice…).

Powoli zaczelismy nastawiac sie na nocleg w parku albo znaleziejnie najblizszego dworca. Z nieba spadl nam przystojny, mowiacy po angielsku (i niemiecku!!!) mlodzieniec, ktory zaproponowal podwiezienie do jakiegos hotelu, w ktorym na pewno beda miejsca. Powiedzial, ze to nic nadzwyczajnego o tej porze w Tabrizie – to stosunkowo chlodny obszar kraju i bardzo wielu Iranczykow z calymi rodzinami przyjezdza tutaj wlasnie teraz, kiedy w reszcie kraju jest jeszcze upiornie goraco. Poza tym szukalismy w centrum miasta, czesci stricte handlowej, gdzie wszystkie tanie hotele sa zajete przez handlarzy z roznych graniczacych krajow.

Obietnice spelnil. Zawiozl nas do pieknego hotelu na przedmiesciach, w ktorym recepcjonisci powiedzieli, ze oczywiscie, ze maja dla nad wolny pokoj. Jak sie okazalo – za 185$. Auc!

Byla 3 nad ranem, my bylismy zmeczeni calodzienna podroza, a szanse znalezienia jakiegokolwiek innego miejsca byly znikome. Kiedy powiedzielismy, ze ta cena nie wchodzi w gre, uprzejmi panowie z recepcji wykonali serie telefonow do zaprzyjaznionych, tanszych hoteli, ktore oczywiscie okazaly sie w pelni zajete. Zrezygnowani postanowilismy zostac tu chociaz na te jedna noc. Wytargowalismy sie do 160$ i poszlismy sprawdzic, jak wygodne sa najdrozsze lozka w Iranie.

Hotel byl calkiem fafarafa, natomiast za tak chore pieniadze spodziewalismy sie zlotych klamek, a zobaczylismy zaplesniale rury i dziure w przescieradle 😉 Oczywiscie to tylko detale, ktore udalo nam sie wypalac miedzy wyciaganiem sie na 4-metrowym lozku a jedzeniem obfitego lokalnego sniadania 😉

Luksusy luksusami, ale tak naprawde caly czas bolalo nas te 1 500 000 riali, na ktorych wlasnie przespalismy 😉 Po sniadaniu zebralismy rzeczy i poszlismy znalezc cos tanszego.
Ku naszemu zaskoczeniu – udalo sie. Zajelismy chyba jedyny wolny tani pokoj w calym Tabrizie (a moze w calym Azerbejdzanie Zachodnim – tutejszej prowincji Iranu…?). Zaplacilismy za niego… 5 zl. Co prawda lazienka jest ISCIE azjatycka (sedes wyglada, jakby zapadl sie pod podloge, a spluczke pozarl jadowity wezyk ;)), w naszym pokoju stoja 4 lozka (i przez chwile zastanawialismy sie, czy nasza piatka nie wykupilismy wszystkich 4 lozek), ale jestesmy na dobrej drodze, zeby odbic sobie luksusowa pierwsza noc 😉

Reszte dnia spedzilismy poznajac miasto i robiac zakupy tekstylne, zeby Ada z radoscia mogla przebrac sie za Iranke. Udalo sie, teraz (w kocnu!) nikt nie zwraca na nia wiekszej uwagi. Uznalismy to za bardzo sluszny krok po tym, jak pani na ulicy przezegnala sie na jej widok 😉 A jak wiadomo muzulmanie zegnaja sie naprawde rzadko. Musiala zobaczyc cos naprawde strasznego… ;D
Kupilismy ceglana tuniczke (podstawa stroju tutejszych dziewczat – dlugie spodnie, tunika/plaszczyk/koszula za pupe) i trzy szmatki w bardzo dostojnych kolorach.

(Tym przydlugim opisem zakupow i mody Ada starala sie powiedziec, ze odwiedzilismy najwiekszy zabytek Tabrizu – bazar wpisany na liste UNESCO.)

Wracajac do mody – roznice sa ogromne. Z jednej strony mozna spotkac wymodzone i wyzwolone mlode dziewczyny, ktore pupe zakrywaja cieniutka koszula, a chusta zakrywa tylko ich kok, podczas gdy cala glowa jest odkryta. Najwieksza grupe stanowia kobiety w swego rodzaju polskich „jesiennych plaszczykach”, prawie zawsze czarnych i grubych i chustkach zawiazanych modnie pod szyja (jak nasze babcie w latach 60-tych). Nie moge zrozumiec, co sprawia, ze chodza tak pancernie i grubo ubrane, jezeli na dworze jest prawie 30 stopni… Ale moja ulubiona grupa (a zarazem druga skrajnoscia) sa ortodoksyjne muzulmanki, ktore wlasciwie nie wiadomo co maja na sobie, bo opatulone sa w ogromne czarne przescieradla (na ktore pieszczotliwie mowie: szmaty). Widac im tylko twarz, a calosciowo prezentuja sie bardzo mocno… bezksztaltnie. Jako ze nie jestem muzulmanka, obowiazuja mnie tylko normy kulturowe, a nie religijne. Staram sie wiec w moim stroju wygladac estetycznie i nie wyzywajaco, a zarazem nie ugotowac sie w srodku.

Koniec koncow trafilismy do parku, gdzie spedzilismy kilka godzin siedzac na trawce w cieniu, popijajac herbate (3 herbaty + pol kilo cukru ok. 2,5 zl) i jedzac cudowne swieze pistacje, brzoskwinie i winogrona (calosc ok. 10 zl. W tym 0,7 kg pistacji. Ha!)

Na koniec chcielismy Wam pogratulowac. Jako ze jest tu inna strefa czasowa (ostatecznie 2,5 h na plusie w stosunku do Polski) to jest juz po meczu i znamy wynik derbow. W tym roku, bez zmian, wygrala Polonia! ;)))))

Jutro prawdopodobnie wybierzemy sie do wioski oddalonej od Tabrizu o 40km, zeby zobaczyc stara osade porownywana do tureckiej Kapadocji – domow w skalach. Potem obejrzymy meczet w Tabrizie i wieczorem pojedziemy do Teheranu, zeby jutro rozpoczac od rana poszukiwania taniego hotelu. Majac na to 18 godzin wiecej, niz ostatnio moze sie uda 😉

Buziaki! :))) 


Tagi: ,

Komentarze

  1. zetbull napisał(a):

    Wygrała 2:1 Brawo!!! A było 0:1. :))

  2. Anonymous napisał(a):

    Dzieciątka moje ! derby sa nasze ! 2:1 nasze pierdzidupy wygrały! mam jedna koszulke dla was – podzielicie sie jakos 😉
    Sabriś

  3. Anonymous napisał(a):

    Dzieci, GRATULACJE!!!! Po wielu trudach i utrudnieniach dotarliście do tego jakże nieznanego i przez to, niepokojącego dla nas tu wszystkich państwa i być może trochę zaspokoiliście naszą ciekawość ale i uspokoiliście. No cóż, muzułmanie jak muzułmanie… nie trzeba było jechać najpierw do Turcji, to i Kapadocję byście w oryginale zobaczyli, i trochę specyfikę kultury przybliżyli sobie, a nie od razu do Iranu….;-) Łukasz, a może pani na ulicy zobaczyła coś boskiego, a nie strasznego i dlatego się przeżegnała, no wiesz….;-)
    Nie mogę się doczekać Adusiu Twojego zdjęcia, bo na pewno w odsłonie „Ja – Iranka” wglądasz, niewątpliwie, jak dziewczyna stamtąd, a dla nas to będzie b.oryginalnie i egzotycznie.
    Miłego zwiedzania, wielu wrażeń i uważajcie na siebie!!! Bardzo mocno Was ściskam – M.:-*