Teheran « Pod Zwrotnikami


Teheran

Nocny autobus do Teheranu byl najbardziej typowym autobusem nocnym jakiego mozna bylo sie spodziewac. Iranski film puszczony poczatkowo bez dzwieku, a nastepnie tak glosno, ze z glosnikow wydobywalo sie straszne pierdzenie umilal… czas do wyjazdu. Autobus wyjechal bowiem nie o 21:30, jak planowano, a ok. godziny pozniej. Moment wyjazdu szczegolnie ucieszyl Ade, choc jak wiadomo nie mozna miec wszystkiego. Skoro juz jedziemy, to nie czytamy: w autobusie zapanowaly egipskie ciemnosci rozjasniane jedynie ultrafioletowym swiatlem podswietlajacym przednia szybe. Kolejne kilka godzin to glosna iranska muzyka, postoje „nie-wiadomo-dlaczego-posrodku-niczego”, chrapiace dzieci i przede wszystkim: KLAKSON ryczacy regularnie co minute.
Marudzenie marudzeniem, ale co to dla nas. PRAWIE sie wyspalismy 😉

Tym razem nie bylo tez zadnego problemu z noclegiem. O ile w hotelu na ktory najbardziej sie czailismy nie bylo pokoji w interesujacym nas przedziale cenowym (burzujskie warunki zostawiamy za soba – juz nie potrzebujemy lazienki w pokoju ;), o tyle w hotelu po drugiej stronie ulicy powitano nas z otwartymi ramionami (to taki idiom; tak naprawde wlasciciel lezal jeszcze w lozku kiedy uzgadnialismy cene).

Informacje o zadufanych w sobie Teheranczykach mozna wlozyc miedzy bajki. Wydaje nam sie, ze ludzie (a zwlaszcza hotelarze) sa tu duzo bardziej goscinni i pomocni.

Po zameldowaniu i pierwszym od 2 dni porzadnym prysznicu uderzylismy na miasto. Najpierw pod byla ambasade USA – symbol zla i wystepku, ktory opanowal caly zachodni swiat. Graffiti na otaczajacych ja murach nie pozostawiaja zludzen: Iran to dzis jedyna ostoja sprawiedliwosci, a Statua Wolnosci ma przeciez twarz trupiej czaszki.

Mauzoleum imama Chomeiniego.

Mauzoleum imama Chomeiniego.

 

Idac dalej tym tropem postanowilismy odwiedzic polozone pod miastem mauzoleum Ajatollaha Chomeiniego – tutejsza wersje Lichenia. Jak tylko przekroczylismy prog tymczasowego meczetu (caly kompleks jest w budowie od kilku lat) zostalismy zagadnieci, czy mowimy po angielsku. Jak tylko przyznalismy sie, ze umiemy nawet czytac w tym jezyku obdarowano nas obszerna biografia Ajatollaha w jezyku wszystkich przyjezdnych turystow.

* * *

Na koniec chcielismy podzielic sie z Wami naszymi refleksjami na temat tego, co frapowalo nas najbardziej przed przyjazdem tutaj, czyli o normach obyczajowych.

Przede wszystkim ustalmy jedno – nie jest zle.

Hidzab to oczywiscie nieodzowny element stroju KAZDEJ kobiety, panienki i dziewczynki (normy przewiduja „ubranie” w niego kazdem 9-latki, ale chodzac po ulicach jestem pewna, ze zakrytych bylo duzo dziewczynek ponizej tego wieku). Milo zaskoczylo nas to, ze wiele par chodzi po ulicach trzymajac sie za rece 🙂 Oczywiscie po zmroku ich liczba drastycznie wzrasta, ale nawet w ciagu dnia nikt nie patrzy krzywo na taki rodzaj kontaktu miedzy osobami odmiennej plci (bo pomiedzy osobami tej samej plci jest to zupelnie normalne).

Czytalismy duzo o segregacji plciowej w publicznym transporcie. O ile w autobusach faktycznie bardzo mocno to widac (panowie z przodu, panie z tylu), o tyle w metrze – prawie w ogole. Milym zaskoczeniem byly wagony tylko dla kobiet – po jednym z przodu i z tylu kazdego skladu, jest to jednak tylko udogodnienie dla pan, a nie jakikolwiek zakaz czy nakaz. W pozostalych wagonach oprocz panow jezdza tez panie – w roznym wieku i, jakby to ujac, stopniu zakrycia. Oddzielne wagony to wiec przede wszystkim luksus – pozostale wagony bywaja naprawde bardzo zatloczone i – jak to miedyz nami, facetami – czasami smierdzi 😉 Normalne jest tez, ze w metrze kobieta siada obok obcego nawet faceta. Zdarzylo nam sie, ze kiedy zwolnilo sie miejsce dla Ady, pan obok odstapil swoje Lukaszowi, zebysmy mogli siedziec obok siebie.

Kobiety pelnia takie same funkcje, jak mezczyzni – czesto pracuja w agencjach turystycznych, kioskach, straganach i „mozna do nich mowic” bez zadnych obaw 😉 A zupelnie inna para kaloszy sa mlodzi ludzie, jak siostra studenta, ktorego poznalismy wczoraj na dworcu w Tabrizie. Podbiegla do nas, o malo co nie rzucila sie na szyje, uscisnela dlonie i przytulila, kiedy jej brat robil nam wspolne zdjecie.

Jezeli chodzi o temat naszego „malzenstwa”, to pytania pojawiaja sie tylko wtedy, kiedy ludzie nie wiedza jak zwracac sie do Ady. Nie ma to zadnego wplywu na cokiolwiek – meldunek w hotelach, zakup biletow na autobusy i pociagi czy zwykla rozmowe w parku.

Ogolnie jest naprawde bardzo dobrze 🙂

PS kupilam sobie dzisiaj piekne spodnie! Pokaze juz niebawem 🙂
PPS az dziwne, ze o tym wiekopomnym wydarzeniu napisano tylko jedno zdanie…. (Lukasz)
PPPS Tato Marjuszu odpisz ma ostatniego maila z zapytaniem, bo nie wiem co i jak. 


Tagi: ,

Komentarze

  1. Anonymous napisał(a):

    Witajcie!!!
    Dzisiejszy wpis Łukasza czyta się, jak co najmniej dobrze zapowiadający się kryminał Raymonda Chandlera,typu „Żegnaj laleczko”, hehehe Najpierw uśpił czujność czytelnika,wprowadzeniem go w „nie-wiadomo-dlaczego-pośrodku-niczego”, a na koniec taka sensacja – nowe spodnie Ady!
    Ach!Ten Łukasz!!!!! :-))))
    A tak na serio, to cieszę się, że wszystko u Was w porządku, miłe zaskoczenia i przede wszystkim bezpiecznie!!!!
    Zwiedzajcie,, podziwiajcie, róbcie fotki i cały czas ufajcie tylko sobie i swojej intuicji.
    Ściskam Was mocno- zatroskana maminka 😉 :-*