Najcięża praca świata. Kopalnie siarki Kawah Ijen

Emocje po Bromo nie zdążyły jeszcze opaść, a my już musieliśmy ruszyć w dalszą drogę. Całej naszej trójce trochę się spieszyło i stracenie całego dnia na odpoczynek nie wchodziło w grę. W końcu jesteśmy na wakacjach, kto by myślał o odpoczywaniu?!

Kolejnym punktem naszego wspólnego programu była kopalnia siarki w kraterze wulkanu Kawah Ijen na wschodniej Jawie. Nadal trochę nie wierzę, że udało nam się tam dotrzeć – byliśmy po prawie w ogóle nieprzespanej nocy na Bromo, zostaliśmy wsadzeni do złego autobusu, nie mieliśmy zaklepanego żadnego noclegu na miejscu, a cała podróż przedłużyła się do 10 godzin. Siedząc jeszcze w hostelu w Malang, popijając zimne piwko i rozkoszując się tak przyziemną przyjemnością jak prysznic (choćby zimny), powiedzieliśmy sobie jasno: dzisiejsza podróż będzie koszmarna. Wszyscy robiliśmy co się dało, żeby jej uniknąć, ale jak już przytelepiemy się tymi autobusami na miejsce, jutro rano będziemy bardzo szczęśliwi, że mamy to już za sobą. I tak właśnie było.

Celem naszej podróży była miejscowość Banyuwangi na wschodnim wybrzeżu Jawy. Skontaktowałam się z CouchSurferką, u której planowałam się zatrzymać. Przyprowadzenie dwóch kolejnych gości „na krzywy ryj” nie wchodziło oczywiście w grę, ale moja znajoma poleciła nas Guest House Cevilla, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Za 100 000 IDR (25 zł) za dwie osoby dostaliśmy bardzo zadbany i czysty pokój z dzieloną, ale naprawdę przytulną łazienką zaopatrzoną w ciepły prysznic, a do tego śniadanie (nasi pecel – ryż serwowany z sałatką warzywną polaną sosem z orzechów ziemnych, pychotka!) i odbiór z dworca o absurdalnej 4 rano. Właścicielem przybytku okazał się Pepe, sprytny 24-latek, który płynną angielszczyzną podzielił się z nami swoją historią. Jego do przesady zamartwiająca się mama przekonała go do porzucenia niebezpiecznej pasji, czyli moto crossu. Za pieniądze odzyskane ze sprzedaży całego sprzętu kupił jeepa, którego nazwał PEPE TOURS i rozkręca mini-agencją turystyczną. Jego zaradność wzbudziła mój pełen podziw.

Za kolejne 150 000 IDR od osoby (37 zł) zaoferował nam pakiet wycieczkowy do Kawah Ijen. Cena zawierała przejazd komfortowym jeepem, wszystkie bilety wstępu, a gratis obiecał nam podwiezienie potem do przystani, z której odpływają promy na Bali i swoją pomoc merytoryczną, która kilka godzin później okazała się nieoceniona. Początkowy plan zakładał samodzielną wyprawę do kopalni oddalonej o niewiele ponad 20 km od miasta skuterami, ale tym razem wygoda wzięła górę nad rządzą przygód.

Jak się okazało – bardzo słusznie. Droga była kręta, źle oznakowana i przebiegająca przez siejące zgrozę zamglone lasy. Czując nadal zakwasy w różnych częściach ciała po moto crossach byliśmy naprawdę szczęśliwi, że raz ktoś nas gdzieś dowiezie, poczeka i odstawi z powrotem do pokoju.

Trekking z parkingu na szczyt krateru trwa 1-1,5 godziny. Z jednej strony nie należy do trudnych, bo prowadzi wydeptaną, szeroką ścieżką, ale z drugiej kąt wspinaczki jest bardzo nietypowy. Nie jest to ani spacer, ani regularny szlak górski. Zmęczyłam się jak mysz! Zanim nawet dotarliśmy na samą górę, opary siarki zrobiły się na tyle gęste i drażniące, że musieliśmy włożyć maski przeciwgazowe, w które zaopatrzył nas Pepe.

Już widok z góry robił wrażenie. Na dnie krateru znajduje się lazurowe jeziorko otoczone nieregularnymi skałami. Czasem unosi się nad nim malownicza para. Jednak dopiero odrobina wiedzy o budowie geologicznej tego miejsca pozwala w pełni je zrozumieć i przeistoczyć swój zachwyt w przerażenie. Otóż ciecz, którą widzimy nie jest czystą, przezroczystą wodą, tylko czystym kwasem siarkowym w stężeniu ponad 90%. Jej pH wynosi 0.5, czyli tyle ile akumulatora samochodowego. Jezioro uznawane jest za największy zbiornik kwasu siarkowego na świecie. Jego głębokość dochodzi do 200 metrów, a całkowita objętość płynnego kwasu to 36 milionów metrów sześciennych. Szperając w Internecie w poszukiwaniu wszystkich tych ciekawostek znalazłam też foto relację szalonego podróżnika, który w 2008 wybrał się tam na… przejażdżkę pontonem. Tu można obejrzeć zdjęcia z tego wyczynu

Podobnie jak większość odwiedzających to miejsce turystów minęliśmy wielki znak ODWIEDZAJĄCYM WSTĘP SUROWO WZBRONIONY NA DNO KRATERU. Po drodze przyłączył się do nas jeden z górników, który postanowił zostać tego dnia naszym przewodnikiem. Po zakończonej wycieczce poprosił nas o 30 000 IDR wynagrodzenia, czyli 10 000 od osoby (10 000 to 2,5 zł, za całą nasza trójkę 8 zł), ale daliśmy mu 50 000. Na nasze pytania odpowiadał zazwyczaj „tak” albo „nie”, nawet jeżeli pytaliśmy „ile”, „dlaczego” i „skąd” 😉 Przydała nam się jednak jego pomoc w odnalezieniu najwygodniejszej ścieżki w dół krateru, ponieważ kamienie i odłamki skał poukładane są tam tak chaotycznie, że samemu można zabrnąć przypadkiem w niewygodne miejsce. W Internecie można znaleźć wzmianki o nieszczęsnym francuskim turyście, który w 1997 roku nieopatrznie zachwiał się nad samą krawędzią jeziora i… nie było najmniejszych szans go uratować.

Nazwanie tego miejsca piekłem na ziemi na przynajmniej kilka wytłumaczeń. Po pierwsze, temperatura wewnątrz wulkanu osiąga nawet 600 stopni Celsjusza. Kawah Ijen jest jednym z kilkudziesięciu indonezyjskich czynnych wulkanów i sporadycznie zdarzają się tu mniejsze lub większe erupcje potencjalnie niebezpieczne dla znajdujących się w pobliżu ludzi. Kopalnię siarki założono tu w 1968. Nie jest ona zbyt zaawansowana technologicznie – ceramiczne rury wmontowano kilka metrów w głąb ziemi, aby usprawniały wydobywanie się gorących i trujących oparów, które transportują cenną substancję. Siarka zbiera się u wylotów rur, stamtąd górnicy ją zbierają, chłodzą, aby zmieniła barwę z krwistoczerwonej na blado żółtą i konsystencję z płynnej na stałą.

Warunki pracy górników również zasługują na miano piekielnych. Nikt nie martwi się ich bezpieczeństwem i komfortem. Niektórzy mają ochronne kalosze, ale większość chodzi w plastikowych japonkach. Ciężko pracują fizycznie, więc nie przejmują się ubiorem – noszą stare, brudne i często dziurawe spodnie dresowe i byle jakie koszulki. Najbardziej przerażający jest chyba jednak fakt, że większość z nich nie ma żadnego zabezpieczenia przed trującymi oparami. Nam trudno było oddychać tam przez godzinę i to w porządnej masce gazowej. Oni spędzają tam wiele godzin każdego dnia. Niektórzy wkładają do ust kawałek zmoczonego ręcznika, które ma ich chronić przed palącym dymem. Ale nie tylko drogi oddechowe wymagają w tym miejscu ochrony. Cała nasza trójka bardzo narzekała na pieczenie w oczach, a kiedy wiatr owiewał nas oparami siarki często musieliśmy się zatrzymać i zamknąć oczy na kilka chwil.

Górnicy wykonują dziennie zazwyczaj dwa pełne kursy (po siarkę i z powrotem do wioski, w sumie 3 km spaceru plus kilkadziesiąt metrów wspinaczki na szczyt krateru). Kosze, które noszą na swoich barkach ważą 75-100 kg. Za 1 kg siarki dostarczony do wioski dostają wynagrodzenie wysokości 700 IDR, czyli 15 groszy. Mnożąc to przez ilość kursów i kilogramów oraz odejmując 20-30% „prowizji”, która muszą zapłacić kopalni za wydanie „licencji” można obliczyć, że zarabiają dziennie ok. 20-30 zł. Oczywiście to bulwersując niska płaca, należy jednak pamiętać, że Indonezja jest bardzo tanim i biednym krajem i nawet tak marny zarobek może być kuszący dla mężczyzny w pełni sił, który ma rodzinę na utrzymaniu.

Pomimo wyniszczających zdrowie komplikacji praca w kopalni cieszy się dużą renomą w okolicy. Można ją dostać tylko przez koneksje. Średni wiek życia górników to 40 lat. Pytaniem, które zadawałam sobie przez cały spędzony tam czas było: dlaczego nikt nie wprowadzi tu trochę technologii i nie ułatwi tym ludziom życia? Odpowiedzi są co najmniej dwie. Jedna natury prawnej, druga finansowej. Kawah Ijen lezy na terenie parku narodowego, więc zamontowanie tam specjalistycznej aparatury byłoby na pewno związane e skomplikowanymi procedurami. No i operacja ta byłaby na pewno dużo droższa, niż opłacenie codziennie kilkudziesięciu górników, którzy w pocie czoła pracują na utrzymanie swoich żon i dzieci oraz zapewnienie im godnego życia po ich przedwczesnej śmierci.

Górnicy z Kawah Ijen przedstawiani są często jako wykonawcy jednego z najcięższych zawodów świata. Discovery Chanel nakręciło o nich już kilka reportaży. W relacjach innych podróżników można zawsze przeczytać, że pokojowo nastawieni górnicy chętnie pozują do zdjęć w zamian za odrobinę luksusu, czyli kilka papierosów. Jednak moim najsmutniejszym wspomnieniem z tego dnia będzie fakt, że kilku górników pytało nas, czy nie mamy przypadkiem czegoś słodkiego na pokrzepienie sił. A my całą torbę wafelków i cukierków zostawiliśmy w samochodzie, dwie godziny spaceru wcześniej. Jeżeli wybierzecie się kiedyś do kopalni siarki na Jawie, pamiętajcie żeby wziąć torebkę cukierków. Albo nawet dwie.

świeżo wydobyta i schłodzona siarkaświeżo wydobyta i schłodzona siarka

świeżo wydobyta i schłodzona siarka

 

belok kanan - po indonezyjsku: skręć w prawobelok kanan - po indonezyjsku: skręć w prawo

belok kanan - po indonezyjsku: skręć w prawo

pierwsza siarka na drodzepierwsza siarka na drodze

pierwsza siarka na drodze

jeden z napotkanych górników. już na dole, więc z uśmiechem na twarzyjeden z napotkanych górników. już na dole, więc z uśmiechem na twarzy

jeden z napotkanych górników. już na dole, więc z uśmiechem na twarzy

 
coraz wyżej, opary siarki stają się coraz bardziej uciążliwecoraz wyżej, opary siarki stają się coraz bardziej uciążliwe

coraz wyżej, opary siarki stają się coraz bardziej uciążliwe

 
krajobraz iście apokaliptycznykrajobraz iście apokaliptyczny

krajobraz iście apokaliptyczny

nasz "przewodnik". chwalił się, jaką profesjonalną ma maskęnasz "przewodnik". chwalił się, jaką profesjonalną ma maskę

nasz "przewodnik". chwalił się, jaką profesjonalną ma maskę

w pewnym momencie oddychanie stało się bardzo uciążliwew pewnym momencie oddychanie stało się bardzo uciążliwe

w pewnym momencie oddychanie stało się bardzo uciążliwe

 
na szczęście nasz kierowca zaopatrzył nas w porządne maski gazowena szczęście nasz kierowca zaopatrzył nas w porządne maski gazowe

na szczęście nasz kierowca zaopatrzył nas w porządne maski gazowe

 
schodzimy na dół krateru, czyli tam, gdzie turystom absolutnie nie wolno wchodzićschodzimy na dół krateru, czyli tam, gdzie turystom absolutnie nie wolno wchodzić

schodzimy na dół krateru, czyli tam, gdzie turystom absolutnie nie wolno wchodzić

 
egzemplarz pokazowyegzemplarz pokazowy

egzemplarz pokazowy

 
100 kilo na jednym barku? żaden problem100 kilo na jednym barku? żaden problem

100 kilo na jednym barku? żaden problem

a jednak Sebastian, sportowiec i zapalony rugbysta ledwo dał radęa jednak Sebastian, sportowiec i zapalony rugbysta ledwo dał radę

a jednak Sebastian, sportowiec i zapalony rugbysta ledwo dał radę

 
 
na dole, w obozie i miejscu pracy górnikówna dole, w obozie i miejscu pracy górników

na dole, w obozie i miejscu pracy górników

 
świeżo wydobyta i schłodzona siarkaświeżo wydobyta i schłodzona siarka

świeżo wydobyta i schłodzona siarka

 
pomimo posiadania bardzo profesjonalnej maski, nasz przewodnik średnio z niej korzystałpomimo posiadania bardzo profesjonalnej maski, nasz przewodnik średnio z niej korzystał

pomimo posiadania bardzo profesjonalnej maski, nasz przewodnik średnio z niej korzystał

 
 
miejsce odpoczynku górnikówmiejsce odpoczynku górników

miejsce odpoczynku górników

spalone korzenie drzew na szczycie krateruspalone korzenie drzew na szczycie krateru

spalone korzenie drzew na szczycie krateru

 
doszczętnie brudne nogi - no nie, znowu?!doszczętnie brudne nogi - no nie, znowu?!

doszczętnie brudne nogi - no nie, znowu?!

 

 


Tagi: ,

Komentarze

  1. Pysiek napisał(a):

    Twoja relacja, to horror. Wiem, że jestem upierdliwa ale ja bym tam nie poszła, za żadne skarby. Kiedy był zmieniany filtr w tej masce?

  2. Mama Ady napisał(a):

    NIESAMOWITE, oglądałam dawno temu film w TV o tym miejscu i ludziach-górnikach, którzy tak ciężko pracują, aż zapamiętałam go do dziś, a Ty tam własnie byłaś????