Niespodziewanie w Malang. Dlaczego elastyczny plan podróży jest cudowny

Kolejnym miejscem na liście obowiązkowych do odwiedzenia podczas każdej wycieczki po Indonezji jest park narodowy Bromo-Tengger-Semeru i wulkan Bromo. Mały wypierdek (to określenie nie jest przypadkowe, o szczegółach opowiem jutro) położony w niespotykanie pięknej okolicy. Atrakcja łatwa do zaliczenia, należy wspiąć się na punkt widokowy, a potem przejść przez „morze piasku”, żeby wreszcie zajrzeć do wnętrza krateru. Wszystko jasno oznaczone i opisane, w sumie 3 godziny zwiedzania. Największym problemem jest jednak dostanie się do samego parku.

Najpopularniejsza i najprostsza droga wiedzie przez miejscowość na północnym wybrzeżu wschodniej Jawy – Probolinggo. Można dojechać tam pociągiem. Z dworca kolejowego na autobusowy podjeżdża się angkotem, czyli lokalnym busikiem i stamtąd już tylko 2 godziny, czyli 45 km minibusem do miejscowości Cemoro Lawang, zaraz obok Bromo. Większość turystów próbuje dostać się do Probolinggo z Yogyakarty (8 godzin pociągiem). Można zabrać się jednym z dwóch pociągów dziennie. Pierwszy odjeżdża o 7.20 rano, drugi około godziny później, a dojeżdżają na miejsce odpowiednio o 15.35 i ok. 17.

Minusy tego planu? Wychodząc z dworca kolejowego spotkamy udające transport publiczny busiki, które kasują turystów za normalny bilet i podwożą prosto pod drzwi agencji turystycznej zamiast na dworzec. Tam pracownicy zajmują się wmawianiem, że nie ma żadnych połączeń do Cemoro Lawang i jedyny sposób, żeby zobaczyć Bromo to wykupić wycieczkę w ich agencji. A jeżeli nawet uda nam się wsiąść w dobry autobus i dotrzemy do dworca autobusowego, okazuje się, że faktycznie nie ma już dzisiaj żadnego autobusu pod Bromo! Lokalne minibusy przestają kursować ok. 3-4 po południu i jedyna opcja, żeby dostać się do wioski to „wyczarterowanie” całego autobusu, który kosztuje ok. 100 zł.

Najlepszym sposobem jest więc spędzenie nocy w Probolinggo, które ponoć do najciekawszych i najpiękniejszych miejsc na świecie nie należy. Zgodnie z tym planem następnego dnia rano, po bożemu, jedzie się minibusem do Cemoro Lawang i tam nerwowo oczekuje kolejny dzień i noc, bo Bromo spektakularnie wygląda o wschodzie słońca. Po zaliczeniu klasycznego poranka na punkcie widokowym wraca się do Probolinggo w ten sam sposób. Całość zajmuje 4 dni, chociaż właściwego zwiedzania jest może ze 3 godziny.

Średnio mi się podobał ten pomysł. Wsiadając do pociągu Yogyakarta – Probolinggo nadal wahałam się, jak skrócić sobie ten czas podróży. Niespodziewanie obok mnie usiedli dwaj inni podróżnicy – Timo, Holender i Szwajcar Sebastian. Droga do Surabai trwa 6 godzin, mieliśmy więc dużo czasu, żeby zweryfikować swoje dalsze plany. Wreszcie postanowiliśmy pojechać w zupełnie innym kierunku – do Malang, miasta na południe od Surabai, po przeciwnej stronie parku narodowego, niż Probolinggo.

Zatrzymaliśmy się w hotelu, który skradł moje serce. I to nie tylko dlatego, że ma prysznice z ciepłą wodą i normalne, zachodnie sedesy! Jest też fajnie zaprojektowany. Na zdjęciach widać dormitoria z kilkunastoma ciekawie zainstalowanymi łóżkami oraz łóżka dwu- i trzyosobowe dostępne w dormitoriach. Mają zimne piwo, co w Indonezji jest nie lada luksusem, a cena za 1 nocleg to tylko 55 000 IDR, czyli 13 zł.

Hostel Kampong Tourist znajduje się na dachu hotelu Helios (a to Ci dopiero nietypowa lokalizacja!), można znaleźć go w przewodnikach Lonely Planet.
IMG-20140614-WA0000

A już za chwilę, już za chwileczkę… Wraz z moimi nowymi europejskimi przyjaciółmi i Ibasem, Indonezyjczykiem, który dzięki Couchsurfingowi został naszym przewodnikiem na ten weekend, atakujemy Bromo! Ale w zupełnie inny i nietypowy sposób. Już nie mogę się doczekać tych fantastycznych zdjęć! 🙂

część hotelowej restauracjiczęść hotelowej restauracji

część hotelowej restauracji

widok na dormitorium i prysznice w tlewidok na dormitorium i prysznice w tle

widok na dormitorium i prysznice w tle

widok na Malangwidok na Malang

widok na Malang

dumnie prezentuję moją nową koszulkę z Couchsurfingu w Jogjidumnie prezentuję moją nową koszulkę z Couchsurfingu w Jogji

dumnie prezentuję moją nową koszulkę z Couchsurfingu w Jogji

 
dormitorium, moje łóżko po lewej (materac w odświeżaniu)dormitorium, moje łóżko po lewej (materac w odświeżaniu)

dormitorium, moje łóżko po lewej (materac w odświeżaniu)

trzyosobowe łóżko w dormitorium - nie lada gratkatrzyosobowe łóżko w dormitorium - nie lada gratka

trzyosobowe łóżko w dormitorium - nie lada gratka

 
dwuosobowe łóżka w dormitoriumdwuosobowe łóżka w dormitorium

dwuosobowe łóżka w dormitorium

Sebastian, mój nowy SzwajcarSebastian, mój nowy Szwajcar

Sebastian, mój nowy Szwajcar

 
 

 


Tagi: ,

Komentarze

  1. Pysiek napisał(a):

    Dzięki za wspaniałe wycieczki, zawód przewodnika po Indonezji masz zapewniony. Opisz trochę o niedogodnościach spowodowanych przez naturę, czy moskitiery zdają egzamin itp.

  2. zbyszek napisał(a):

    Zazdroszczę.
    Wasz Kindle z Wi-Fi już gotowy do odebrania przez Twoją koleżankę na Klaudyny