Meczet Istiqlal

Piłka nożna w służbie lingwistyki? Czemu nie!
Idąc do meczetu Istiqlal pamiętaliśmy, że perską drużynę „Taj” (czyli Korona) Teheran po Rewolucji Islamskiej w 1979 roku przemianowano na „Esteghlal” czyli „Niepodległość”. Był to słuszny trop: Meczet Istiqlal to z arabskiego – Meczet Niepodległości.

Pomysł budowy meczetu-symbolu powstał zaraz po uzyskaniu przez Indonezję niepodległości w 1949 roku. Pomysł pomysłem, ale zanim zebrano fundusze i wybrano projekt minęło 5 lat, a kamień węgielny wmurowano jeszcze później, bo dopiero 1961. Największym wyzwaniem było znalezienie odpowiedniego miejsca – ogromna budowla miała stanąć w centrum miasta, już wtedy bardzo zatłoczonego. Ostatecznie wybrano lokalizację równie świetną, co symboliczną. Meczet miał stanąć vis-a-vis katolickiej Katedry, niedaleko zboru protestanckiego w miejscu dotychczasowej holenderskiej cytadeli Księcia Fryderyka. Z jednej strony – harmonia i tolerancja religijna. Z drugiej – zdecydowane odcięcie się od holenderskiej przeszłości.
Budowa trwała 17 lat. Koniec końców w 1978 roku otwarto największy meczet w Indonezji.

Cóż – nie tylko Indonezji. Blisko 100.000 metrów kwadratowych powierzchni sprawia, że jest to jeden z największych meczetów globu, ustępujący wielkością tylko 5 podobnym obiektom na świecie: meczetom w Mekce, Medynie, irańskim Meszhedzie, pakistańskim Islamabadzie i hinduskim Bhopal.

Architektura budynku jest bardzo nowoczesna, modernistyczna. Marmur i stal, praktyczny brak dekoracji, ornamentów. Zdecydowanie bardziej lotnisko lub dworzec niż typowy Licheń.
Meczet jest iście ogromny. Co tu dużo mówić – Błękitny Meczet w Stambule może pomieścić 10.000 wiernych, a Meczet Niepodległości 12 razy tyle…
W trakcie naszych odwiedzin podczas południowej modlitwy w niedzielę palmową wiernych była garstka. Nieco ponad 10000 osób 😉

Z informacji praktycznych – „innowiercy” zmuszeni są oglądać meczet z przewodnikiem, co kosztuje 25000 IDR (6 zł) od osoby. Jesteśmy skąpi, a wcześniej odwiedzaliśmy wiele meczetów samodzielnie i bez dodatkowych opłat więc początkowo kręciliśmy na to nosem. Okazało się, że niepotrzebnie – „wycieczka” była bardzo fajna, oprowadzono nas po miejscach do których samodzielnie byśmy nie trafili, wyjaśniono znaczenie wszystkich inskrypcji. Innymi słowy – było to dobrze wydane 12 zł.

 


Tagi:

Komentarze

  1. Mariusz napisał(a):

    Drodzy podróżnicy – zazdroszczę tej Waszej przygody!!!! Nie ma szans na zobaczenie tej egzotyki bliżej Polski…. szkoda. Na uwagę zasługują – co już kilkukrotnie chciałem podkreślić – załączane zdjęcia – ujęcie, kompozycja, jakość, głębia ostrości. I za każdym razem ciśnie mi się pytanie – kto takie fajne zdjątko zrobł?