Święta, święta i Penang

Wigilie i Boże Narodzenie spędziliśmy na Langkawi. Lejący się z nieba żar sprawiał, że ciężko było nam doszukiwać się klasycznej świątecznej atmosfery. Postanowiliśmy więc szukać jej nie w śniegu, nie w choinkach i świątecznych ozdobach, a w czymś innym, co również jednoznacznie kojarzy się ze świętami. W… rybach. Wigilię spędziliśmy w największym malezyjskim oceanarium.

Chyba po raz pierwszy skusiliśmy się na tego typu rozrywkę i, wbrew pozorom, całkiem nam się podobało. Nieczęsto ma się okazję podziwiać karmienie fok. Karmienie fok przez dziewczynę w czapce św. Mikołaja założonej na hidżab to jednak widok jeszcze bardziej wyjątkowy…

Same morskie żyjątka również przyniosły nam dużo radości. Ogromnhe płaszczki, arapaimy (największe ryby słodkowodne, ważące ponad 100 kg i mające ponad 2 metry długości), rekiny, krewetki… Wychodząc z oceanarium wiedzieliśmy, że dzień zakończymy w knajpie serwującej grillowane owoce morza – tak też się stało.

Dziś jesteśmy już kilkaset kilometrów dalej, w George Town na wyspie Penang. Wybudowane przez Brytyjczyków w XVIII wieku miasto od kilku lat znajduje się na liście UNESCO. Nieprzypadkowo – jego stara część to piękny przykład architektury kolonialnej, w której mieszały się wpływy europejskie, malajskie, chińskie, arabskie i hinduskie. Mieszankę tę widać z resztą nie tylko w budynkach. Ulice nazywają się tak, jak narodowości je zamieszkujące – stąd ulica Chińska, Malajska czy Ormiańska. W radiu usłyszeć można audycje w pięciu różnych językach. George Town to także miejsce znane z najlepszej w Malezji kuchni.
Idziemy zwiedzać! 


Tagi: ,

Komentarze

  1. Zbyszek napisał(a):

    Karp smażony u Babci, był jak zwykle wspaniały :), Wasze rybki tyż są fajne :).
    Temperaturę też mieliśmy prawie zbliżoną do Waszej ok. +10, więc co to za różnica :). Nie mieliśmy jedynie takiej plaży i morza, no cóż mówi się trudno.
    Pozdrowienia od całej rodziny