Podróżowanie w praktyce, czyli zaglądamy do portfela

Niedługo miną 3 miesiące od kiedy wyjechaliśmy w Polski. Choć to nie pierwsza nasza podróż, nigdy jeszcze nie podróżowaliśmy tak długo. Ale nie tylko długość pobytu sprawia, że wyjazd ten jest inny niż wszystkie dotychczasowe.

Każdy nasz wyjazd poprzedzały miesiące planowania. Jeszcze przed wyjściem z domu ustalaliśmy optymalną trasę podróży, sprawdzaliśmy koszty połączeń, ceny noclegów i posiłków. Jadąc do teoretycznie nieznanego kraju dokładnie wiedzieliśmy ile na co wydamy i na jakie dodatkowe atrakcje będzie nas stać. Jeśli na miejscu modyfikowaliśmy plan – wiedzieliśmy jak zmiany wpłyną na nasz szczegółowo zaplanowany budżet.

Tym razem miało być inaczej. Przede wszystkim – nie wiedzieliśmy jak długo potrwa nasza podróż. Nie wiedzieliśmy ile i jakie miejsca przyjdzie nam zobaczyć. Od samego początku plan podróży musiał być z gumy. Mimo to, odpukać, póki co udaje nam się nieźle pilnować budżetu.

Wciąż jesteśmy na Langkawi. Słońce, plaża – sielanka, na przykładzie której możemy opowiedzieć jak to jest z naszym planowaniem wydatków. Przejdźmy więc do konkretów:

Obecnie nasz dzienny limit wydatków na dwie osoby to 110 złotych. W Kambodży był niższy, w Hong Kongu wyższy – zależy przede wszystkim od ceny noclegów i jedzenia. Limit nie oznacza oczywiście, że nie możemy wydać więcej. Możemy, ale wówczas staramy się wyrównać bilans następnego dnia.
Na sumkę tę składają się 3 wartości: cena noclegu, cena wyżywienia i cena atrakcji. Przez ostatnie kilka dni na noclegi wydajemy 30 zł, na wyżywienie podobnie – łatwo wyliczyć, że na atrakcje zostaje około 50 zł dziennie. Jakie atrakcje można otrzymać za 50 zł? Dwa piwa w barze kosztują złotych 12, wycieczka na okoliczne wyspy – 30 za osobę, podobnie bilet wstępu do akwarium. Jeśli więc nie wydamy pieniędzy na bzdury – stać nas na „coś fajnego” raz na dwa dni. Na szczęście – za słońce, ocean i plaże nie trzeba płacić, dlatego na pozostały czas również nie możemy narzekać.
Sprawa trochę się komplikuje, gdy postanawiamy się przemieszczać. Bilet na prom czy autobus to koszt w wysokości około 40-60 zł. Cóż – w pewnym sensie również jest to urozmaicenie…

„110 zł… Kupa kasy!” – można by pomyśleć. Cóż, wbrew pozorom w Warszawie wydaje się przecież podobne, jeśli nie większe sumy. Po pierwsze – w domu miejsce do spania też wbrew pozorom kosztuje. Szczęśliwi ci, którzy M3 mają na własność! Tym, którzy przez najbliższe kilkanaście lat będą spłacać kredyt nie musimy nawet przypominać, ile kosztuje ich ta „przyjemność” co miesiąc. A jeżeli ktoś wynajmuje lokum za – powiedzmy – 1500 zł miesięcznie? W tej cenie w Warszawie można mieć już całkiem sensowną kawalerkę albo nawet dwa małe pokoje. Rzadko kiedy myśli się o tym, że za wynajem takiego mieszkania płaci się 50 zł dziennie przez cały 30-dniowy miesiąc.

Pracując przez jakiś czas w sieciówce knajp z azjatyckim żarciem na telefon miałam okazję uśrednić sobie cenę obiadu dla dwóch osób z dostawą do domu. Wychodziło kolejne 50 zł plus napoje. Oczywiście nie codziennie trzeba zamawiać obiad z dowozem! Ale gdyby tak sumiennie zapisywać każdą złotówkę wydaną w supermarkecie, kiosku pod pracą i McDonaldsie okaże się, że nawet starając się jeść ekonomicznie nadal nie można jeść za darmo.

Do tych dwóch podstawowych wydatków, czyli spania i jedzenia dochodzi cały wachlarz wszelkiego rodzaju przyjemności – bilet na mecz (15 zł), do kina (tyleż samo + popcorn dla łasuchów), gazety (kilka złotych każda), kolacja w restauracji (kilkadziesiąt złotych kilka razy w miesiącu), piwo w barze (8 zł jeżeli nieopatrznie nie wejdziemy do drogiego miejsca), taksówka (30 zł po spotkaniach towarzyskich przeciągających się do późnych godzin nocnych), jakaś nowa bluzka czy buty (sky is the limit). Wstyd się przyznać, ale nie raz zdarzyło nam się zostawić okrągłą sumkę 110 zł w naszym ulubionym barze w ciągu jednego, długiego wieczora.

Postawmy sprawę jasno – budżet, o którym tu piszemy to raczej luźne i swobodne życie w stolicy, wiemy doskonale że jeżeli jest taka potrzeba to można żyć za o wiele mniejsze pieniądze. Chodzi nam o to, żeby pokazać, że nasze aktualne życie na końcu świata to wcale nie jest wydatek, na jaki mało kto może sobie pozwolić. Tak naprawdę największą barierą i przeszkodą jest bilet lotniczy, bo do Bangkoku będącego najtańszym kierunkiem w południowo-wschodniej Azji trudno będzie dolecieć za mniej niż 1500 zł, a i tej ceny należy szukać raczej w zakładce „Super promocje”.

Jeśli już jednak dotrzemy na miejsce i potrafimy powstrzymać się od kupowania ton bardzo tanich i bardzo niepotrzebnych „pamiątek” (w rodzaju Wydry, której zdjęcie wrzuciliśmy w poprzedniej notce) – azjatycki pobyt może kosztować nas sporo mniej niż życie w ojczyźnie.

Nie do przecenienia są też inne formy zmniejszania wydatków, zwłaszcza Couchsurfing, z którego staramy się korzystać w mniej turystycznych miejscach. „Surfowanie po kanapach” czyli idea udostępniania podróżnikom miejsc we własnym domu strasznie nam się podoba – od dawna przyjmujemy turystów u siebie, ciesząc się że możemy pomóc ludziom z całego świata. Teraz mamy okazję zasmakować tego z drugiej poznając ludzi z zupełnie innych kultur i… sporo oszczędzając (4 noce spędzone u Couchsurfera w Hong Kongu nawet w kiepskim hostelu kosztowałyby nas 600 złotych!).


Ale koniec o finansach!

Chociaż w Malezji bardzo trudno to zauważyć – Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami. Z tej okazji chcieliśmy życzyć Wam wszystkim dużo zdrowia, szczęścia, satysfakcji ze wszystkiego co robicie i… podróży! Według nas w podróżowaniu najważniejsze jest to, że każdego dnia uczymy się nowych rzeczy i dowiadywać czegoś nowego o otaczającym nas świecie. Ale podróże tak naprawdę siedzą w naszej głowie, a nie na pokładach samolotów kursujących na długie dystanse ani między hostelowymi łóżkami. Dlatego jesteśmy przekonani, że można naprawdę podróżować nawet siedząc w domu, jeżeli tylko jesteśmy wystarczająco otwarci, żeby poznać, polubić, a nawet pokochać to, co przynosi nam zaskakujące życie. Oraz że najważniejsze jest optymistyczne zerkanie w przyszłość, a nie uparte wpatrywanie się w przeszłość. 


Tagi: ,

Komentarze

  1. Mama Ady napisał(a):

    Hej, moi moli Podróżnicy !!! W swoim imieniu i moich najbliższych dziękuję za życzenia świąteczne 🙂 Wam również ślemy życzenia przeżywania nastroju bożonarodzeniowego w egzotycznym klimacie 😉 bardzo oryginalne będziecie mieć święta :-))))
    Ekonomiczna pigułka, którą tu umieściliście, zachęca nas do podróży i nie koniecznie tych ” podróży siedząc w domu na kanapie”, wolimy zdecydowanie real, więc do z o b a c z e n i a wkrótce :-))))
    buziaki świąteczne :-*

  2. Zbyszek napisał(a):

    Dzięki za życzenia 🙂
    Ciepłych Świąt ( dobre, hi, hi).
    Jutro łapiemy Was na skypie.

  3. Pysiek napisał(a):

    Ja podróżuję z Wami. Zaoszczędziłam kupę forsy. największe dzięki za taką możliwość podróżowania. Fajnie wygląda bałwan pod palmą, popatrzcie na ozdoby choinkowe może się różnią od naszych?
    u nas też lazur na niebie, tylko w słońcu 8 stopni.
    Bądźcie zdrowi, podróżujecie i piszcie
    buziaki

  4. godzisz napisał(a):

    Tak poczytałem, i zabrałem się za liczenie.i i wyszło mi, że nasz domowy budżet to 113 zł dziennie na 3 osoby i 3 zwierzaki. I niestety nie ma w nim rozrywek jak kino, knajpa:) I darmowego słońca (ale to już sprawa klimatu).