Z indochińskiego gara

Tak, dzień poświęcony na zwiedzanie miejsc pamięci ofiar reżimu Czerwonych Khmerów był jednym z cięższych podczas naszej podróży. Na szczęście nawet po tak długim i wyczerpującym zwiedzaniu śmiało można szukać pocieszenia w jednej z miliona ulicznych knajpek serwujących przepyszne i tanie jedzenie.

Aż mi głupio pisać o tajskim i khmerskim jedzeniu bez długiego i szczegółowego wstępu na temat kuchni chińskiej. Dziś jednak opiszę jak jada się w Indochinach 🙂

Podstawą egzystencji jest tu „street food”, lub bardziej tradycyjnie, z polska – jedzenie uliczne. Cały ambaras to budka stanowiąca kuchnię i spiżarkę w jednym, wok stawiany na przenośnej butli gazowej i zestaw stołeczków i stolików. Całość zazwyczaj zamontowana jest na motorku, co pozwala na dowolność przy wyborze miejsca pracy. Na początku trudno było nam przestawić się na świadomość tego, że restauracja może się „zwinąć” i po prostu odjechać. Z czasem zaczęliśmy dostrzegać użyteczność społeczną tego pomysłu. Koszty założenia biznesu są o wiele niższe, niż wynajęcie lokalu, zakup wyposażenia, zatrudnienie personelu itd. i dzięki temu o wiele więcej osób może zarobić na utrzymanie rodziny. Z drugiej strony chcąc zjeść coś na mieście nie trzeba korzystać z usług drogich restauracji, wystarczy przysiąść na jednym z wielu plastikowych stołeczków rozstawionych na chodniku. Danie obiadowe w takiej przewoźnej garkuchni kosztuje zazwyczaj kilka złotych (i mam na myśli mniej niż 5 zł – zazwyczaj trzy, cztery złote) i podawane są zazwyczaj w formie smażonej w woku potrawki z mięsa i warzyw z ryżem na osobnym talerzyku.

Rozstawiona restauracjaRozstawiona restauracja

Rozstawiona restauracja

 
Mobilna restauracja w drodzeMobilna restauracja w drodze

Mobilna restauracja w drodze

 

Je się łyżką i widelcem. Łyżkę należy trzymać w prawej ręce i to nałożone na nią kęski transportować do ust, a widelca używać tak jak noża – pomagać sobie nim przy nakładaniu jedzenia na łyżkę.

Podróżnik zwiedzający Azję południowo-wschodnią, który nie zna historii regionu może zdziwić się, że w Wietnamie i Kambodży bez problemu dostaniemy przepyszne pszenne bagietki, którymi nie dane będzie nam raczyć się w Tajlandii (ani tym bardziej Chinach). Dlaczego? Otóż Wietnam i Kambodża jeszcze niedawno były koloniami francuskimi, a jak wiadomo Francuzi bez bagietek obejść się nie mogą. Więc oprócz innych, mniej chlubnych, spuścizn kolonializmu to Khmerom i Wietnamczykom Europejczycy zostawili przepis na swój wypiek narodowy 🙂

W Tajlandii najbardziej zajadaliśmy się Pad thai, czyli wstążkowatymi kluskami ryżowymi smażonymi z sosem tamaryndowym, jajkiem, kurczakiem, orzechami ziemnymi i świeżymi kiełkami obowiązkowo serwowanym z limonką, Tom Yum i Tom Kha czyli zupami na bazie mleka kokosowego z dodatkiem trawy cytrynowej, liści kafiru, imbiru, kurczaka lub owoców morza oraz niezliczoną ilością rodzajów smażonych klusek. W Kambodży próbowaliśmy już sztandarowych dań kuchni khmerskiej – Lok lak marynowana wołowina smażona w słodkawym sosie, podawana na liściach sałaty, drobno krojonej cebuli i plasterkach pomidorów oraz Amok oryginalnie rybne danie podawane w sosie kokosowym z mocnym aromatem trawy cytrynowej, które jak dotąd mieliśmy przyjemność jeść tylko w wersji mięsnej. Obie „potrawki” serwowane są oczywiście z wszechobecnym ryżem.

A jeżeli w tym roku ktoś nie ma czasu na krótki wypad do Azji, zawsze można spróbować odtworzyć miłą atmosferę w domowym zaciszu. Na kolacje polecamy tajskie curry lub pad thai, a na deser oryginalną mrożoną herbatę po hongkońsku lub kawę na zimno – poranną specjalność z Bangkoku. Warto ugotować więcej ryżu, żeby rano podać go z ciepłym omletem po tajsku.

Herbata po hongkońsku
Przygotuj mocny napar z czarnej herbaty (jeżeli ktoś lubi warto poeksperymentować z odmianami oolung, Chińczycy je uwielbiają). Do szklanki wlej niesłodzone mleko skondensowane do wysokości ok. 2 cm, uzupełnij ostudzona herbatą. Dodaj lód, słódź syropem cukrowym.
– użycie mleka skondensowanego zamiast zwykłego sprawia, ze nasz napój nie traci na intensywności (w przeciwieństwie do rodzimej lurowatej bawarki).
– napój powinien wyjść bardzo gorzki. Ponieważ podajemy go na zimno posłodzenie zwykłym cukrem będzie niemożliwe. Aby przygotować porcje syropu cukrowego na zapas wsyp do dzbanka 1 kg białego cukru i powoli zalewaj wrzątkiem cały czas mieszając aż uzyskasz roztwór nasycony, czyli cukier w całości się roztopi. Dodawaj wodę powoli, bo potrzeba jej naprawdę niewiele. Tak przygotowany syrop jest słodszy od cukru, możesz dodawać go do wszelkich zimnych napojów, drinków oraz herbaty i kawy na ciepło.
– chińska herbatę z mlekiem można też pić na ciepło. Przygotowuje sie ja tak samo, pomijamy tylko proces studzenia herbaty i oczywiście nie dodajemy lodu
– mrożona herbata przygotowywana w ten sposób można kupić m. in. w McDonaldsie za ok. 13 HKD, czyli 6 zł lub sieciówce sklepów spożywczych z mini-barkami 7-11 za 11 HKD (5zl) na zimno i 9 HKD (4zl) na gorąco.

Mrożona kawa z bangkockich ulic
Do malej filiżanki nasyp po 2 czubate łyżeczki kawy rozpuszczalnej dobrej jakości, cukru i śmietanki w proszku. Zalej wrzątkiem, wymieszaj, rozpuść. Do dużej szklanki (ok. 0.5l) wlej podobna ilość niesłodzonego mleka skondensowanego, jak w poprzednim przepisie. Możesz uzupełnić całą szklankę lodem i wlać gorąca kawę lub poczekać, aż kawa ostygnie i podać ją z mniejszą ilością lodu. Ilość esencji kawowej to 1 filiżanka, napój tworzy sie ze zmieszania jej z woda z rozpuszczającego sie lodu.
Przed podaniem polej mlekiem skondensowanym do dekoracji. Smakuje identycznie jak cukierki Kopiko.
– na prawie każdym rogu w mieście przed południem stoi straganik na kółkach, gdzie można kupić taki magiczny napój dla ochłody i porannego kopa.
– wszystkie kawy jakie piliśmy w ten sposób kosztowały 15-30 BHT (1.5-3 zl) za kubek nie ustępujący wielkością Starbucksowi

Tajski omlet – idealny na śniadanie
Jeżeli w lodówce została nam przypadkiem miseczka ryżu z wczorajszego obiadu to odpada nam połowa roboty. Ryż włóż do miseczki, podgrzej jeżeli jest taka potrzeba i nałóż na talerz sposobem zapamiętanym z dzieciństwa z zabawy w robienie babek z piasku 😉 Jajka pomieszaj do połączenia żółtka z białkiem, dopraw solą i pieprzem, usmaż omlet. Warto wrzucić do środka coś dla urozmaicenia – Tajowie zazwyczaj serwują omlet z cienkimi plasterkami pomidora i cebulą. Omlet smaż na obficie polanej tłuszczem i rozgrzanej patelni. Gotowe jajka z dodatkami ułóż na szczycie ryżowej kupki. Serwuj z ketchupem oraz sosem słodko-kwaśnym lub słodko-ostrym (sosy na bazie chilli można kupić w sklepach z azjatyckim jedzeniem i w większości dobrze zaopatrzonych sklepów spożywczych).
– danie urzeka swoją prostotą i oczywistością i zachwyca harmonią smaku. Jest syte, szybkie i smaczne, czyli idealne na śniadanie. Warto skorzystać z doświadczeń milionów ludzi, którzy nie jadają pieczywa, a za to ryż podają do każdego dania 😉

Tajski omletTajski omlet

Tajski omlet

 

 


Tagi:

Komentarze

  1. Estera napisał(a):

    Narobiliście mi smaku na te rarytasy. Spróbuje coś zrobić sama… ale pewno zakończy się na chińczyku u mnie pod blokiem 😛 :*