Na Wyspie Słonia

Już od tygodnia siedzimy na tajskiej wyspie Ko Chang na północy kraju. Po ponad miesięcznym podróżowaniu w palącym słońcu wśród miejskich spalin i w nieklimatywanych autobusach nie marzyliśmy o niczym innym jak wypoczynku na łonie natury.

Mimo tego, że najpopularniejsze tajskie plaże leżą na południu i to tam udaje się znakomita większość turystów poszukujących białego piasku i ciepłego morza my zdecydowaliśmy poszukać ładnego miejsca do wypoczynku na trasie z Bangkoku do Kambodży. Na północy Zatoki Tajlandzkiej znajduje się kilka wysp, gdzie przemysł turystyczny zawitał już jakiś czas temu i zadomowił się na dobre. Największą z nich jest Ko Chang. Po tajsku „Chang” znaczy „słoń” i to słowo towarzyszy nam od początku naszej tajskiej podróży – tak nazywa się nasze ulubione piwo 😉 Nazwa wyspu podobno wzięła się od kształtu przypominającego głowę słonia. Po wnikliwych oglądzinach można zgodzić się z tą teorią.

Amphoe_2307

Wyspa ma 30 km długości, 14 km szerokości i powierzchnia ok. 217 km². Sporo do zobaczenia – można by powiedzieć. Już przed przyjazem tutaj wiedzieliśmy już jednak, że wyspa nie oferuje zbyt wiele atrakcji turystycznych.

Atrakcje na wyspie

Można wypożyczyć skuter i zjechać cała drogę oplatającą okrągłą wyspę. Oczywiście pod warunkiem, że nie przeraża nas ruch lewostronny i wąskie drogi 😉 Oprócz oglądania tysięcy jednakowych straganów i coraz oryginalniejszych wjazdów do hoteli nie ma jednak zbyt wiele ciekawych miejsc. (Wypożyczenie skutera: 200 BHT (20 zł) za dzień, litr benzyny 40 BHT (4 zł))

Odjeżdżając niewiele ponad kilometr od głównej drogi w stronę środka wyspy dotrzemy do wjazdu do parku narodowego, którego główną atrakcją jest wodospad.

Nie ma w nim nic nadzwyczajnego, szczególnie jeżeli mamy możliwość odwiedzenia w trakcie naszej podróży jakiegoś innego z tysięcy naturalnych wodospadów w Tajlandii. Trzeba jednak przyznać, że możliwość kąpieli w chłodnej słodkiej wodzie wraz z setkami dorodnych ryb wynagradza trudy dotarcia tam w ogromnym upale.

(Dojazd dzieloną taksówką do wodospadu z naszego hotelu: horrendalna suma 100 BHT (10 zł) za osobę oraz 200 BHT (20 zł) za bilet wstępu, co czyni wodospad najdroższą i zupełnie niewartą swojej ceny dostępną atrakcją)

Jeżeli nie chcemy ruszać się za daleko z hotelu drogą lądową, niegłupim pomysłem jest wypożyczenie kajaku. Wiele hoteli oferuje go nawet za darmo (w tym nasz). Tu zasięg ogranicza tylko siła rąk – wody na archipelagu są płytkie i niesamowicie gładkie. Podczas całej wycieczki nie zaskoczyła nas ani jedna fala.

Pod wodą kryje się również wiele atrakcji i to tuż przy brzegu 😉 Warto wypożyczyć zestaw do snorklingu i pozanurzać się trochę wśród raf koralowych, rybek i innych ciekawych stworzeń. Na pewno bardzo by nam się podobało, gdyby moja kochana Mamusia nie zostawiła naszych masek i rurek w Chorwacji… 😉

Dla spragnionych mocniejszych wrażeń Tajlandia oferuje kursy nurkowania, z których niskich cen jest znana na całym świecie. Zabawa musi być wyborna, ale przyznamy z ręką na sercu, że tak się boimy, że nam się spodoba że wolimy nie próbować 😉 Nurkowanie, oprócz wspinaczki, windsurfingu i kilku innych podobnych aktywności wciąga tak bardzo, że potem do końca życia wybiera się miejsca na wakacje tylko pod tym kątem. Świat jest jednak bardzo różnorodny i ciekawy, więc nie chcemy się za bardzo wciągać 😉

Na pewno też warto do listy atrakcji dodać mnogość wspaniałych knajp i knajpeczek serwujących świeżutkie owoce morza 🙂 Przykładowe ceny? Najprostszy obiadek czyli Pad Thai to wydatek 40 BHT (4 zł). Półmisek grillowanych kalmarów lub krewetek – 150 BHT (15 zł), danie typu potrawka z owocami morza, warzywami i lokalnymi przyprawami – 120 BHT (12 zł), Tom Yum lub Tom Kha, czyli tajska pikantna zupa na mleku kokosowym z ogromną ilością owoców morza (porcja dla dwóch osób) – 150 BHT (15 zł). Mniam mniam mniam!!! 🙂

Po nacieszeniu się wyżej opisanymi „atrakcjami” postanowiliśmy resztę tygodnia przeleżeć w hamaku i na leżakach na najbliższej plaży. Na regale publicznej biblioteczki w naszym hotelu znaleźliśmy nawet książkę po polsku, która tak mnie wziągnęła, że połknęłam ponad 500 stron w niewiele ponad jeden dzień. Polecam „O krok” Henninga Mankella – nigdy bym nie pomyślała, że to kolega policjanta zabił! ;)))

 


Tagi: ,

Komentarze

  1. Paulina napisał(a):

    Cudo cudownie, buziaczki kochani !!!

  2. ciocia beata napisał(a):

    Adusiu i Łukaszu czytam wszystko z dużym zaintresowaniem moi znajomi też;piszecie bardzo ciekawie a zdjęcia odzwierciedlają waszą przygodę;ciekawa jestem smaku potraw które tak ładnie i smakowicie opisujesz-całuski

  3. Mama Ady napisał(a):

    …no i musiałaś zdradzić, kto zabił ???? 😉

  4. Mama Ady napisał(a):

    Ooooo, co to, to nie 😉 maski dotarły już do Wawy tuż przed Waszym wyjazdem, Grześ specjalnie po nie pojechał 😉

  5. Mama Ady napisał(a):

    Narobiliście nam apetytu tymi zupkami tajskimi 🙂 chyba polecę zaraz do Biedronki, widziałam ostatnio w ofercie, taką w proszku za 0,80 zł hahahahah

  6. Estera napisał(a):

    Co za małpka która zagląda przez okno? 😀