Jazd

Policjant zatrzymujacy Cie na dworcu autobusowym zazwyczaj nie wrozy niczego dobrego. Szczegolnie, kiedy z dziwna mina pokazuje na Twoj bagaz, nie pozwala odejsc, pyta w Farsi czy jestesmy z Pakistanu. Kiedy proby kontaktu spelzna na niczym i zacznie zatrzymywac przechodniow i pytac czy mowia po angielsku – tym bardziej mozna sie zdziwic.

Na szczescie to Iran – szybko moze sie okazac, ze opiekunczy mlodzieniec chce nas po prostu ostrzec, ze nie powinnismy zostawiac bagazu bez opieki 😉 Kiedy nuta porozumienia zostala juz nawiazana serdecznie pozegnal nas usciskiem dloni i zyczyl milej podrozy.

Wczorajszy wieczor przyniosl takich sytuacji kilka i zrekompensowal nam dosc spokojne popoludnie, ktore spedzilismy lezac w kawiarni (wspominalismy juz chyba, ze w knajpach sie lezy). Przyzwyczailismy sie juz do ciaglych pogaduszek na ulicach, kurtuazyjnej goscinnosci i zaczepnego „Hello!”. Dlatego poczatkowo zignorowalismy pana, ktory zamierzal przecwiczyc swoj angielski wlasnie wtedy, kiedy przepakowalismy sie pod hotelem szukajac biletu na autobus. Nieznajomy nie odpuscil, i ku naszemu zaskoczeniu zaproponowal podwozke na dworzec. Kilka chwil pozniej siedzielismy juz w samochodzie w towarzystwie jego, jego zony, siostry zony, jego corki, syna, corki siostry zony i naszych bagazy. Wszystko to w zwyklym osobowym samochodzie. Podroz przebiegla bardzo szybko, wiec niedlugo pozniej zegnalismy sie wymieniajac wizytowki i wreczajac dzieciakom wlepki Polonii – chyba najlepszy gadzet jaki wzielismy ze soba.

Na dworcu spedzilismy raptem godzine, tym bardziej zaskakuje ilosc dziwnych sytuacji. Minute po wspomnianym wyzej spotkaniu z policjantem siedzielismy juz w dworcowej knajpeczce. Turysci z zagranicy byli dla wlasciciela sporym zaskoczeniem, ale chociaz nie mowil po angielsku – wybrnal z sytuacji idealnie. Zaprezentowal wszystkie dostepne potrawy zapraszajac nas do kuchni. Oskar nalezy mu sie jednak za genialna kreacje aktorska: po co sleczec nad slownikiem, kiedy kazdy glupi zrozumie, ze „baranina” to „me-e-e-e”? 🙂

Wprawilismy sie juz w nocnym podrozowaniu – 6 godzin w autobusie do Jazdu minelo w oka mgnieniu. Doslownie: zamknelismy oczy i gdy je otworzylismy bylismy juz na miejscu. O 6 rano zameldowalismy sie w legendarnym hotelu Silk Road nazwanego tak od przebiegajacego przez Jazd Jedwabnego Szlaku prowadzacego z Europy do Chin. Pierwsze godziny w jednym z najstarszych miast na Ziemi minely nam wspaniale – smacznie je przespalismy 😉 Po 9-tej pojawilismy sie na rownine legendarnym jak hotel serwowanym tu iranskim sniadaniu. Zachwytom nie bylo konca – ser, jajeczko, dzemy, swieze oliwki, daktyle (!!! o iranskich daktylach moglibysmy napisac oddzielna notke, sa cudowne!) i kawalki arbuza.

Reszta dnia mienla nam na leniuchowaniu i spacerkach po starym miescie. Dzisiaj piatek, czyli tutejsza niedziela.

Trzeba przyznac, ze przestrzegaja dnia wolnego o wiele gorliwiej, niz katolicy – naprawde prawie wszystko jest zamkniete. Nie bez znaczenia dla naszej organizacji dnia byl urokliwy dziedziniec naszego hotelu – zacieniony, lecz usytuowany pod golym niebem, w calosci zastawiony „lezankami” z miekkimi poduchami i dywanami – naprawde nie zachecal do spacerow po piekacym sloncu. Udalo nam sie jednak przezwyciezyc wrodzonego lenia i zobaczyc kilka pieknych meczetow z bardzo wysokimi minaretami (poniekad charakterystycznymi dla tego raczej nisko zabudowanego miasta). Wiekszosc czasu spedzilismy krecac sie po waziutkich uliczkach starego miasta, ktore zrobilo ogromne wrazenie na Lukaszu. Oczyma wyobrazni juz rozstawial przeciwnikow na planszy, ktora zbuduje na planie tutejszej zabudowy.

Uklad uliczek, mnostwo charakterystycznych punktow i nieoczywistosc architektury uznal za „idealna referencje”.
Waskie korytarze, z pozoru zupelnie takie same okazuja sie unikatowe i niepowtarzalne. Faktura glinianych scian, sklepienia, podcienie, fragmenty ceglnego muru i roznego rodzaju i wielkosci drzwi tworza niesamowity labirynt. Jak na dobry labirynt przystalo, jest mnostwo pulapek w postaci slepych uliczek, z korych wychodzi sie zasami nawet kilka minut – to nie jeden, a kilkanascie zakretow prowadzacych do jednych, zamknietych drzwi. Czegos takiego w Europie nie da sie spotkac.

Czekamy niecierpliwie na jutro, kiedy zycie wroci do normy po weekendzie – na ulicach beda ludzie, muzea beda otwarte, a bazar nie bedzie tylko pustym, zacienionym korytarzem.

Silk Road Hotel bedzie nas goscil jeszcze do niedzieli, kiedy to wieczorem wsiadziemy w pociag do Bandar-e Abbas. Tam spedzimy poniedzialek, a w nocy poplyniemy do Dubaju.

Buziaki dla Wszystkich! 🙂 


Tagi: , ,

Komentarze

  1. Anonymous napisał(a):

    Jest Jazd ;-)doczekałam się! Wiedziałam, że najlepsze wrażenia zostawicie sobie na koniec 🙂
    To niepowtarzalne i unikatowe stare miasto zrobiło nie tylko na Was dziś wrażenie, myślę że na czytelnikach Waszego bloga też:-)))
    Róbcie zdjęcia i przyjeżdżajcie do nas ze wspomnieniami i przeżyciami z tej niezwyklej podróży 🙂
    leniuchujcie, leżakujcie, odwiedzajcie knajpy i knajpeczki, i co tylko się da, co przyniesie Wam frajdę i radochę 😉
    bawcie się dobrze- Wasza hmmhmm….:-*