Archiwum z Sierpień, 2015

Welcome to Tangier!

Sierpień 28th, 2015

Środa była kolejnym dniem, którego nie udało mi się dotrzeć do Maroko. Mój najambitniejszy plan zakładał, że w czwartek skoro świt stawię się w porcie. Trochę mniej ambitnie byłoby po prostu dłużej pospać. Ale w najśmielszych marzeniach nie spodziewałam się, że zostanę obudzona dopiero o 11 propozycją wyjazdu na piękną plażę… Cóż było robić. Pół dnia gapiłam się na amatorów kite surfingu, Hiszpanki w wersji topless i popijałam zimne piwo. Boże, co za wspaniałe wakacje!

Ale w końcu udało się. Załapałam się na prom o 18. Wypłynęłam z Tarify i wylądowałam w centrum Tangeru. Podróż była krótka i bardzo komfortowa. Gdyby tylko jeszcze nie kosztowała 37 euro…

TangerTanger

 

Moje stopy dotknęły afrykańskiego lądu. Byłam przygotowana. Uzbrojona w pełen arsenał ostrzeżeń. Wiedziałam czego pod żadnym pozorem nie robić, z kim nie rozmawiać i gdzie się nie zapuszczać. Rozejrzałam się dookoła. Kilku niemrawych taksówkarzy, w niczym nie przypominało potworów, przed którymi mnie przestrzegano. Kolejny raz ogarnęłam wzrokiem imponujący widok na rozległe, nowoczesne miasto i medynę – arabską starówkę. „Co taka mała i samotna Ada robi w takim przerażającym miejscu?!”, pomyślałam i ruszyłam w kierunku hostelu.

Przedzierając się z plecakiem i aparatem w dłoni przez wąskie uliczki starego miasta czułam się jak dziecko, które dopiero co nauczyło się pływać i ktoś wrzucił je na środek głębokiego basenu. Niby wiedziałam po co i dokąd idę, wiedziałam że nie spotka mnie tu nic złego, ale – po raz kolejny – uroki arabskiego bazaru zjadły całą pewność siebie. A tym razem wiedziałam, że nie ma nikogo kto pomoże mi pozbyć się nachalnych sprzedawców ani uciec od wzroku klientów mijanych kawiarni.

Mimo że starałam się, żeby mój wyraz twarzy najbardziej jak to możliwe pokazywał że doskonale wiem, dokąd idę, co chwila zaczepiali mnie przechodnie pytając dobrotliwie jak mogą mi pomóc? Naprawdę łatwo odróżnić kto zwyczajnie interesuje się tym, że idę sama z plecakiem, a kto próbuje zaciągnąć mnie do hotelu wujka. Dotarłam najbliżej jak się dało, ale wąskie uliczki starego miasta mają do siebie to, że nawet lokalni mieszkańcy się w nich gubią… Najpierw pomógł mi więc pan przy mapie, potem pan spod innego hotelu, a na końcu na miejsce doprowadziły mnie dzieci w koszulkach (a jakże by inaczej) Messiego.

Po miłym i naprawdę serdecznym powitaniu w hostelu wybrałam się na kolejną misję do miasta. Tym razem mój cel był bardziej skomplikowany – chciałam skorzystać z bankomatu, kupić lokalną kartę sim, zjeść kolację i wrócić do hotelu cała i zdrowa. Znowu wyruszyłam bacznie rozglądając się dookoła. Zaczęłam od kolacji – ćwiartki kurczaka z rożna doprawionego lokalnymi ziołami – po czym wyruszyłam w poszukiwaniu karty sim.

kolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 złkolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 zł

kolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 zł

 

Pierwszy zaczepiony sklepikarz poszedł ze mną do kolegi po fachu, wziął od niego kartę sim i zaprowadził mnie do jeszcze innego sklepu gdzie dokonaliśmy transakcji. Gdybym nie znała zasad tutejszego handlu, to pomyślałabym że upadł na głowę. Potem sprzedawca butów zaprowadził mnie do kiosku, którego szukałam, a kiedy próbowałam kupić ciastka jak spod ziemi wyrósł ze mną mężczyzna, który pokazywał mi wcześniej drogę do hotelu i zaprowadził do najlepszej – jego zdaniem – cukierni w mieście. Po drodze opowiedział mi o historii jaskiń w okolicy miasta i zdradził legendę związaną z ciastkami, które właśnie miałam kupić.

Po 3 godzinach pobytu w Tangerze czuję, że gdybym miała zostać tylko tu na całe 2 tygodnie to na pewno nie zabrakłoby mi pomysłów na spędzanie wolnego czasu i znajomych do odwiedzenia. Każdy chce mnie oprowadzić, zabrać na wycieczkę pod miasto, zaprosić na lunch, wypić herbatę.

Przetrwałam pierwsze pół dnia w Maroko. Jestem oczarowana. Ten krytykowany we wszystkich przewodnikach Tanger jest urokliwym miastem, do którego można spokojnie porównywać mój ukochany Stambuł. Dziś w nocy będę śnić o tym, żeby wszystkie moje doświadczenia w Maroko były tak wspaniałe, jak dzisiejszy dzień.

PS Zanim zdążyłam dodać notkę Ayub, recepcjonista z Al.-Andalusia hostel i jego znajomy Duńczyk zaprosili mnie do zjedzenia wspólnej kolacji. Jest 2 w nocy czasu europejskiego, a ja nie mogę wyjść z podziwu jak jest tu serdecznie i miło.

skała Gibraltaru ledwo wynurzajaca sie z chmurskała Gibraltaru ledwo wynurzajaca sie z chmur

skała Gibraltaru ledwo wynurzajaca sie z chmur

krowy na horyzoncieeee!krowy na horyzoncieeee!

krowy na horyzoncieeee!

sugestie do sposobów wykorzystania plażysugestie do sposobów wykorzystania plaży

sugestie do sposobów wykorzystania plaży

dziki camping przy plaży Valdevaquerosdziki camping przy plaży Valdevaqueros

dziki camping przy plaży Valdevaqueros

 
żółwie na wolnościżółwie na wolności

żółwie na wolności

plaża z widokiem na Afrykęplaża z widokiem na Afrykę

plaża z widokiem na Afrykę

Afryka macha do mnieAfryka macha do mnie

Afryka macha do mnie

 
widok z portu w Taryfiewidok z portu w Taryfie

widok z portu w Taryfie

TangerTanger

 
wejście na stare miastowejście na stare miasto

wejście na stare miasto

 
zachód słońca z tarasu na dachu mojego hosteluzachód słońca z tarasu na dachu mojego hostelu

zachód słońca z tarasu na dachu mojego hostelu

 
kolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 złkolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 zł

kolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 zł

 


Magia siesty

Sierpień 25th, 2015

Wszyscy szczerze mi gratulują, że trafiłam na fantastyczną pogodę – przez pierwszy tydzień było „tylko” 30 stopni, a wieczorami robiło się na tyle chłodno, że czasem nawet narzucaliśmy cienkie koszule siedząc przy stolikach przed barem! Ponoć to zupełnie niespotykane.
W lato Andaluzja zamienia się w rozpalony do czerwoności piec, gdzie upalne powietrze stoi w miejscu na szerokich równinach i w połączeniu z palącymi promieniami słońca gotowe jest zabić wszystko, co ewolucyjnie nie uodporniło się do przetrwania w piekle. Jest gorrrrrrąco! Termometry dzielnie pokazują 40 stopni.

Carmena, widok na wysuszona równine

Carmena, widok na wysuszona równine

 

Najprzyjemniej jest o poranku. O 8 rano można nawet na chwilę przysiąść na ławeczce w parku i wygrzewać się na słońcu. Ale jeszcze przed południem padające promienie kumulują się na wszystkich nasłonecznionych powierzchniach i już o 12 nie da się wystać na słońcu dłużej niż 30 sekund. Upał promieniuje zewsząd – rozpala ulice i chodniki, oślepiając przechodniów odbija się od białych ścian stojących blisko siebie domów i rozgrzewa wnętrza klimatyzowanych samochodów do niewyobrażalnych temperatur. O 15 już wszyscy mają dość. Sklepy i restauracje pośpiesznie się zamykają, a spoceni kelnerzy szybko składają ogródki i ze współczuciem patrzą na kolegów po fachu, u których siedzą jeszcze goście. W Hiszpanii nie chodzi się do restauracji późnym po południem dlatego że nie wypada, tylko dlatego, że nie da się tam wysiedzieć.

stare miasto w Kordobie

stare miasto w Kordobie

 

Włócząc się dusznymi uliczkami można czasem spotkać zaparkowany w cieniu samochód, w którym drzemią zmęczeni upałem pasażerowie. Wszystkie okna na całym południu zamknięte są na cztery spusty, tak jak by na te 4 popołudniowe godziny wszyscy mieszkańcy wyjechali na drugi, chłodniejszy koniec Europy.
Można się zgrywać, można nie wiedzieć o co chodzi w tej podstępnej grze z upałem, ale natura nie daje za wygraną. Kiedy żołądek jest pełny po lekkim lunchu, małym piwku i przekąsce (tapas) albo nawet jeszcze po obfitym śniadaniu, a kreski na termometrze pojawiają się w równomiernym tempie, na każdego w końcu spłynie fala nieodpartej senności. Jeśli nie mamy w zasięgu wzroku komfortowego łóżka w ciemnym pokoju, wystarczy kawałek niewygodnej sofy albo i zupełnie twarda ławka w parku. Wystarczy na chwilę podeprzeć głowę, zamknąć oczy ot tak, żeby przypomnieć sobie jak wygląda świat niezalany słońcem i już nas nie ma. Taka oszukiwana drzemka jest wyjątkowo przyjemnym doświadczeniem. Nawet pod zamkniętymi powiekami jest żółto od słońca, odgłosy otoczenia mieszają się z pogłosami krótkich, ulotnych snów, a gęsty upał otula bezbronne ciało jak prawdziwa kołderka. Jest cudownie. Nie umiem już zliczyć miejsc, w których udało mi się całkowicie nieplanowanie zaliczyć małą drzemkę.

stare miasto w Kordobie

stare miasto w Kordobie

 

Ale czym jest mała drzemka w porównaniu do pełnowymiarowej sjesty? Kiedy to z pełną premedytacją w planie dnia uwzględniamy dwie godziny na fizyczną i mentalną regenerację. Czynności przygotowawcze wyglądają zupełnie tak samo jak przez nocnym snem – warto się wykąpać, założyć wygodniejsze ubranie, zgasić światło, ustawić budzik… i oddać się w bezpieczne ręce wujaszka Orfeusza.
Na południu Hiszpanii mieszkają chyba same wampiry. Kiedy tylko słońce znudzi się natarczywym zamęczaniem ludzi swoją obecnością, ci powoli wyłażą ze swoich sennych dziupli. Sklepy niespiesznie się otwierają, kelnerzy znowu rozkładają ogródki. Dopiero teraz czeka ich prawdziwy dzień pracy. Hiszpanie po popołudniowej drzemce potrzebują kilku godzin, aby dojść do siebie i już o dziesiątej wieczorem gotowi są siadać do najobfitszego posiłku całego dnia. Restauracje pękają w szwach, właśnie o tej godzinie pojawiające się przez cały dzień od czasu do czasu podmuchy wiatru zaczynają przynosić upragnione ochłodzenie. Temperatura spada do jakichś 32 stopni – co za ulga!
Miasta odżywają. Popołudniowa drzemka zapewniła mieszkańcom dawkę niespodziewanej energii, nie szybko teraz znowu zasną. Tu nawet małe dzieci w wózkach rozrabiają późną nocą. Lodziarnie czynne są do pierwszej, puby do trzeciej, a kluby do siódmej rano. Życie w końcu wre. 32 stopnie utrzymują się na wschodu słońca.

Muzeum Sztuki Współczesnej w MaladzeMuzeum Sztuki Współczesnej w Maladze

Muzeum Sztuki Współczesnej w Maladze

Muzeum Sztuki Współczesnej w MaladzeMuzeum Sztuki Współczesnej w Maladze

Muzeum Sztuki Współczesnej w Maladze

Muzeum Sztuki Współczesnej w MaladzeMuzeum Sztuki Współczesnej w Maladze

Muzeum Sztuki Współczesnej w Maladze

Muzeum Sztuki Współczesnej w MaladzeMuzeum Sztuki Współczesnej w Maladze

Muzeum Sztuki Współczesnej w Maladze

 
Muzeum Picassa w MaladzeMuzeum Picassa w Maladze

Muzeum Picassa w Maladze

Widok na centrum Malagi z wzgóra GibralfaroWidok na centrum Malagi z wzgóra Gibralfaro

Widok na centrum Malagi z wzgóra Gibralfaro

Widok w kierunku plaży Malagueta z wzgóra GibralfaroWidok w kierunku plaży Malagueta z wzgóra Gibralfaro

Widok w kierunku plaży Malagueta z wzgóra Gibralfaro

widok na Plaza de Torros (miejsce corridy)widok na Plaza de Torros (miejsce corridy)

widok na Plaza de Torros (miejsce corridy)

 
współpasażar w BlaBlaCarwspółpasażar w BlaBlaCar

współpasażar w BlaBlaCar

Polska Metoda w ulubionej knajpce moich znajomychPolska Metoda w ulubionej knajpce moich znajomych

Polska Metoda w ulubionej knajpce moich znajomych

lodowe kostki z sokiem z cytryny z świeża mięta - mrożona lemoniada!lodowe kostki z sokiem z cytryny z świeża mięta - mrożona lemoniada!

lodowe kostki z sokiem z cytryny z świeża mięta - mrożona lemoniada!

 
widok z autobusu miejskiego w Maladzewidok z autobusu miejskiego w Maladze

widok z autobusu miejskiego w Maladze

Złota Wieża - symbol SevilliZłota Wieża - symbol Sevilli

Złota Wieża - symbol Sevilli

widok z Giraldy, słynnej wieży katedry w Sevilliwidok z Giraldy, słynnej wieży katedry w Sevilli

widok z Giraldy, słynnej wieży katedry w Sevilli

widok z Giraldy, słynnej wieży katedry w Sevilliwidok z Giraldy, słynnej wieży katedry w Sevilli

widok z Giraldy, słynnej wieży katedry w Sevilli

 
widok z Giraldy, słynnej wieży katedry w Sevilli (w tle widać "szminkę", znienawidzony przez mieszkańców jedyny wieżowiec  w mieście)widok z Giraldy, słynnej wieży katedry w Sevilli (w tle widać "szminkę", znienawidzony przez mieszkańców jedyny wieżowiec w mieście)

widok z Giraldy, słynnej wieży katedry w Sevilli (w tle widać "szminkę", znienawidzony przez mieszkańców jedyny wieżowiec w mieście)

Gustavo i ja pod GiraldaGustavo i ja pod Giralda

Gustavo i ja pod Giralda

miasteczko Carmena, brama do miasta Puerta de Sevillamiasteczko Carmena, brama do miasta Puerta de Sevilla

miasteczko Carmena, brama do miasta Puerta de Sevilla

CarmenaCarmena

Carmena

 
Carmena - mój ulubiony placyk na drzemkęCarmena - mój ulubiony placyk na drzemkę

Carmena - mój ulubiony placyk na drzemkę

Carmena, widok na wysuszona równineCarmena, widok na wysuszona równine

Carmena, widok na wysuszona równine

Polish girl, której zamknięto plecak w informacji turystycznejPolish girl, której zamknięto plecak w informacji turystycznej

Polish girl, której zamknięto plecak w informacji turystycznej

wieża katedry w Kordobie, były minaretwieża katedry w Kordobie, były minaret

wieża katedry w Kordobie, były minaret

 
widok na Most Rzymski i Katedrę w Kordobiewidok na Most Rzymski i Katedrę w Kordobie

widok na Most Rzymski i Katedrę w Kordobie

uliczka zaprojektowana aby być najpiękniejsza na świecie - chyba się udało!uliczka zaprojektowana aby być najpiękniejsza na świecie - chyba się udało!

uliczka zaprojektowana aby być najpiękniejsza na świecie - chyba się udało!

La Mezquita - katedra w KordobieLa Mezquita - katedra w Kordobie

La Mezquita - katedra w Kordobie

La Mezquita - katedra w KordobieLa Mezquita - katedra w Kordobie

La Mezquita - katedra w Kordobie

 
La Mezquita - katedra w Kordobie, wgłębienie w ścianie wskazujace kierunek MekkiLa Mezquita - katedra w Kordobie, wgłębienie w ścianie wskazujace kierunek Mekki

La Mezquita - katedra w Kordobie, wgłębienie w ścianie wskazujace kierunek Mekki

La Mezquita - katedra w KordobieLa Mezquita - katedra w Kordobie

La Mezquita - katedra w Kordobie

La Mezquita - katedra w Kordobie, były minater, dziś dzwonnicaLa Mezquita - katedra w Kordobie, były minater, dziś dzwonnica

La Mezquita - katedra w Kordobie, były minater, dziś dzwonnica

La Mezquita - katedra w Kordobie, koszmarne połaczenie meczetu z chrześcijańskim kościołemLa Mezquita - katedra w Kordobie, koszmarne połaczenie meczetu z chrześcijańskim kościołem

La Mezquita - katedra w Kordobie, koszmarne połaczenie meczetu z chrześcijańskim kościołem

 
dach mojego Oiso Hosteludach mojego Oiso Hostelu

dach mojego Oiso Hostelu

stare miasto w Kordobiestare miasto w Kordobie

stare miasto w Kordobie

stare miasto w Kordobiestare miasto w Kordobie

stare miasto w Kordobie

ogrody w Palacio de Viana, Kordobaogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordoba

 
ogrody w Palacio de Viana, Kordobaogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordobaogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordobaogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordobaogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordoba

 
ogrody w Palacio de Viana, Kordobaogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordoba

Palacio de Viana, KordobaPalacio de Viana, Kordoba

Palacio de Viana, Kordoba

Palacio de Viana, KordobaPalacio de Viana, Kordoba

Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordobaogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordoba

 
ogrody w Palacio de Viana, Kordobaogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordobaogrody w Palacio de Viana, Kordoba

ogrody w Palacio de Viana, Kordoba

Alkazar w Kordobie o świcieAlkazar w Kordobie o świcie

Alkazar w Kordobie o świcie

Alkazar w Kordobie o świcieAlkazar w Kordobie o świcie

Alkazar w Kordobie o świcie

 
Alkazar w Kordobie o świcieAlkazar w Kordobie o świcie

Alkazar w Kordobie o świcie

Alkazar w Kordobie o świcie, widok na KatedreAlkazar w Kordobie o świcie, widok na Katedre

Alkazar w Kordobie o świcie, widok na Katedre

Alkazar w Kordobie o świcie, widok na stare miastoAlkazar w Kordobie o świcie, widok na stare miasto

Alkazar w Kordobie o świcie, widok na stare miasto

Alkazar w Kordobie o świcie, widok na ogrodyAlkazar w Kordobie o świcie, widok na ogrody

Alkazar w Kordobie o świcie, widok na ogrody

 
Alkazar w Kordobie o świcieAlkazar w Kordobie o świcie

Alkazar w Kordobie o świcie

Alkazar w Kordobie o świcie, ogrodyAlkazar w Kordobie o świcie, ogrody

Alkazar w Kordobie o świcie, ogrody

Alkazar w Kordobie o świcie, ogrodyAlkazar w Kordobie o świcie, ogrody

Alkazar w Kordobie o świcie, ogrody

Alkazar w Kordobie o świcie, ogrodyAlkazar w Kordobie o świcie, ogrody

Alkazar w Kordobie o świcie, ogrody

 
free tour po starym mieście w Kordobie i wypisany na ścianie przepis na lokalna wersje gazopachofree tour po starym mieście w Kordobie i wypisany na ścianie przepis na lokalna wersje gazopacho

free tour po starym mieście w Kordobie i wypisany na ścianie przepis na lokalna wersje gazopacho

i piosenka na kafelkach :)i piosenka na kafelkach 🙂

i piosenka na kafelkach 🙂

stadion w Kordibiestadion w Kordibie

stadion w Kordibie

stadion w Kordibie, nosi imię Archanioła Rafaela, patrona miastastadion w Kordibie, nosi imię Archanioła Rafaela, patrona miasta

stadion w Kordibie, nosi imię Archanioła Rafaela, patrona miasta

 
na sektorówce pojawia się znowu Archanioł Rafaelna sektorówce pojawia się znowu Archanioł Rafael

na sektorówce pojawia się znowu Archanioł Rafael

 
żegnaj Kordobo!żegnaj Kordobo!

żegnaj Kordobo!

popisy na rolkachpopisy na rolkach

popisy na rolkach

taki wypoczynek! zdarte kolano na pierwszym planietaki wypoczynek! zdarte kolano na pierwszym planie

taki wypoczynek! zdarte kolano na pierwszym planie

popisy Gustavapopisy Gustava

popisy Gustava

 
wenezuelskie śniadanie! domowej roboty chlebki arepas, smażone jajka i wenezuelski ser - pycha!!!wenezuelskie śniadanie! domowej roboty chlebki arepas, smażone jajka i wenezuelski ser - pycha!!!

wenezuelskie śniadanie! domowej roboty chlebki arepas, smażone jajka i wenezuelski ser - pycha!!!

 


Granada

Sierpień 23rd, 2015

W oczekiwaniu na Feria de Malaga pojechałam zobaczyć Granadę. To miasto szczyci się, że jako ostatnie poddało się inwazji chrześcijańskich królów. Niebagatelne znaczenie ma fakt, że pałace królewskie były tu usytuowane na szczycie trudnego do zdobycia wzgórza. Budowle zachowane są do dziś w bardzo dobrej kondycji, co w połączeniu z imponującym rozmiarem kompleksu pałacowego i jego spektakularnym położeniem czyni je niebywałą atrakcją turystyczną. Z twierdzy Alhambra rozpościera się piękny widok na miasto, góry pasma Sierra Nevada, ale przede wszystkim na stare miasto, czyli dzielnicę Albaicin.

W Granadzie byłam bardzo szczęśliwą turystką – zaliczyłam wszystkie punkty obowiązkowe do odwiedzenia, poznałam ciekawych ludzi po drodze, a nawet dałam się porwać przypadkowemu przechodniowi na całodzienną wycieczkę po mieście.

nasz samozwańczy przewodnik - jedyną barierą było to, że nie mówił po angielsku

nasz samozwańczy przewodnik - jedyną barierą było to, że nie mówił po angielsku

 

Po Hiszpanii przemieszczam się głównie BlaBlaCar, czyli serwisem łączącym podróżników i prywatnych kierowców. Jadąc z Malagi do Granady poznałam dwie współpasażerki – Olę z Wrocławia i Idalię z Meksyku. Cały dzień spędziłyśmy wspólnie włócząc się po mieście. Wczesnym popołudniem zaczepił nas na ulicy pewien człowiek. Widział jak bez większych nadziei wpatrujemy się w mapę i zaproponował, że odprowadzi nas kawałek, bo – przypadkiem! – akurat idzie w tym samym kierunku. Starałam się uprzedzić dziewczyny, że ja już znam takie numery i na pewno po 10 minutach spaceru zainkasuje 50 euro za profesjonalne i nieproszone usługi turystyczne. Tym bardziej byłam sceptyczna, im ulicę za ulicą coraz bardziej zachęcał nas, żeby za nim podążać. Niestety nie mówił po angielsku, a jego hiszpański akcent był dla mnie trudny do zrozumienia. Opowiadał o historii Albacin, o dawnych czasach, architekturze i… domach w jaskiniach.

Okazuje się, że po drugiej stronie wzgórza, zaraz za ekskluzywną dziś dzielnicą Albacin, gdzie większość domów ma urządzone na dachach baseny z widokiem na Alhambrę, znajduje się spory teren, gdzie biedni ludzie wykopali sobie domy w skałach. Teren ten był zamieszkały od dawien dawna, a dziś mieszkają tam głównie Cyganie. Nie doprowadzono tam prądu ani kanalizacji. Nie chciałyśmy wierzyć w takie bajki. Nasz nowy znajomy, bardzo dumny z siebie, że wreszcie udało mu się zdobyć nasze zaufanie, zaproponował że możemy się tam wybrać.

Trudno było mi uwierzyć w to, co zobaczyłyśmy. Wydłubane w skale jaskinie nie ustępują urokowi tym w tureckiej Kapadocji czy irańskim Kanovanie! A ich lokalizacja powala na kolana. Pokręciliśmy się trochę po okolicy, a nasz „przewodnik” próbował nawet wkręcić nas na krzywy ryj do jednej z jaskiń, gdzie mieszka jego znajomy. Do hostelu wracałyśmy z jednym pytaniem w głowie – dlaczego nikt nic z tym nie robi? Potencjał tego terenu jest przecież ogromny! A z drugiej strony mieszkańcy żyją tam w bardzo kiepskich warunkach. Znaleźliśmy tylko jedno jedyne miejsce, gdzie taka jaskinia została wyremontowana i służy teraz jako hotel. Czasem są tam też organizowane pokazy flamenco. Przykład ten potwierdza tylko smutną tendencję do popadania ze skrajności w skrajność. Czy naprawdę musi być tak, że w jaskiniach albo mieszkają ludzie wyjęci spoza prawa, bez dostępu do toalety i bieżącej wody, albo gości hotelu z klimatyzacją za 100 euro za noc?

Żegnając się z nami nasz znajomy przepraszał wprost, że nie stać go nawet żeby zaprosić nas na lunch. Spędził z nami 6 godzin włócząc się w piekielnym upale i wspinając stromymi uliczkami starego miasta. I bynajmniej nie poprosił o pieniądze na końcu… Kiedy już się rozstaliśmy, Idalia przetłumaczyła z hiszpańskiego wszystko, co przez cały dzień jej o sobie opowiedział. Historia ta sprawiła, że poczułam się trochę gorszym człowiekiem.

Otóż nasz nowy przyjaciel znalazł się w trudnym momencie w życiu. W efekcie wielu zawirowań i ciężkich chwil trafił w końcu na odwyk od heroiny i innych ciężkich narkotyków. Bardzo zależy mu na tym, żeby się wyleczyć i pozbierać. Dlaczego? Ponieważ jego narzeczona, Brazylijka, która przebywała w UE nie do końca legalnie, została ostatnio deportowana i jest teraz znowu w Ameryce Południowej. Bardzo tęskni i zmaga się z powoli dopadającą ją depresją. Całe jej życie i cała jej miłość została w Hiszpanii. Narzeczony chce do niej jechać, ale wie, że jest jeszcze trochę za słaby – każdego dnia walczy ze sobą, aby trzymać się swoich nowych postanowień. Pochodzi z Granady, ale z tym miastem wiąże wszystkie złe wspomnienia. Tu ma znajomych, którzy przyczynili się do jego uzależnienia. Dlatego teraz mieszka pod Sevillą. A tego dnia przyjechał akurat odnowić swój dowód, który ostatnio stracił termin ważności. Wiedział, że ma cały dzień do spędzenia w mieście, które jest dla niego jedną wielką pokusą. Spacerował po centrum kiedy zobaczył nas – trzy fajne, młode dziewczyny zagubione w nowym mieście. Pomyślał sobie, że taki świeży powiew, nowe znajomości i spełnienie się w roli przewodnika po swoim mieście dobrze mu zrobi. Był sam i zagadał trzy młode turystki. Bardzo bał się, że nie będziemy chciały nawet z nim porozmawiać. Tak naprawdę to on ryzykował więcej, niż my.

A ja pomyślałam, że będzie próbował wyciągnąć od nas kasę…

Calle Reyes Catolicos - główna ulica GranadyCalle Reyes Catolicos - główna ulica Granady

Calle Reyes Catolicos - główna ulica Granady

katedra, frontkatedra, front

katedra, front

plac przed katedrąplac przed katedrą

plac przed katedrą

 
północne wejścia do katedry - brama pokutnikówpółnocne wejścia do katedry - brama pokutników

północne wejścia do katedry - brama pokutników

dzielnica Albaicindzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin

dzielnica Albaicindzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin

 
dzielnica Albaicindzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin

dzielnica Albaicindzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin
Carmen, czyli tradycyjny dom z ogrodem na dziedzińcudzielnica Albaicin
Carmen, czyli tradycyjny dom z ogrodem na dziedzińcu

dzielnica Albaicin
Carmen, czyli tradycyjny dom z ogrodem na dziedzińcu

 
widok na centrum miastawidok na centrum miasta

widok na centrum miasta

dzielnica Albaicindzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin

 
i widok na Alhambręi widok na Alhambrę

i widok na Alhambrę

dzielnica Albaicindzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin

 
bufet lunchowy - za 10 euro jesz do woli, a za 2 dostaniesz małe piwko i porcje dwóch wybranych przekąsekbufet lunchowy - za 10 euro jesz do woli, a za 2 dostaniesz małe piwko i porcje dwóch wybranych przekąsek

bufet lunchowy - za 10 euro jesz do woli, a za 2 dostaniesz małe piwko i porcje dwóch wybranych przekąsek

dzielnica Albaicindzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin

 
dzielnica Albaicin
widok na Alhambrę przez podwórkodzielnica Albaicin
widok na Alhambrę przez podwórko

dzielnica Albaicin
widok na Alhambrę przez podwórko

dzielnica Albaicindzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin

dzielnica Albaicindzielnica Albaicin

dzielnica Albaicin

 
a po drugiej stronie górki domki są trochę biedniejsze...a po drugiej stronie górki domki są trochę biedniejsze...

a po drugiej stronie górki domki są trochę biedniejsze...

nie tylko właściciele drogich willi w Albaicin mają dostęp do spektakularnego widoku na Alhambręnie tylko właściciele drogich willi w Albaicin mają dostęp do spektakularnego widoku na Alhambrę

nie tylko właściciele drogich willi w Albaicin mają dostęp do spektakularnego widoku na Alhambrę

 
ogólnodostępny taras widokowyogólnodostępny taras widokowy

ogólnodostępny taras widokowy

 
w domach wydłubanych w skałach żyją mniej zamożni mieszkańcy Granady - głównie Cyganie. domy nie są podłączone do sieci elektrycznej ani wodociągowejw domach wydłubanych w skałach żyją mniej zamożni mieszkańcy Granady - głównie Cyganie. domy nie są podłączone do sieci elektrycznej ani wodociągowej

w domach wydłubanych w skałach żyją mniej zamożni mieszkańcy Granady - głównie Cyganie. domy nie są podłączone do sieci elektrycznej ani wodociągowej

nasz samozwańczy przewodnik - jedyną barierą było to, że nie mówił po angielskunasz samozwańczy przewodnik - jedyną barierą było to, że nie mówił po angielsku

nasz samozwańczy przewodnik - jedyną barierą było to, że nie mówił po angielsku

 
nawoływanianawoływania

nawoływania

Granada leży u podnóża pasma górskiego Sierra NevadaGranada leży u podnóża pasma górskiego Sierra Nevada

Granada leży u podnóża pasma górskiego Sierra Nevada

 
czy Hiszpanie nie wpadli na to, żeby wykorzystać potencjał tego miejsca, tak jak Turcy Kapadocię? trochę wpadli - w kilku jaskiniach urządzony jest hotel, odbywają się też pokazy flamenco. niestety, zdecydowaną większość starają się jednak po cichu ukryćczy Hiszpanie nie wpadli na to, żeby wykorzystać potencjał tego miejsca, tak jak Turcy Kapadocię? trochę wpadli - w kilku jaskiniach urządzony jest hotel, odbywają się też pokazy flamenco. niestety, zdecydowaną większość starają się jednak po cichu ukryć

czy Hiszpanie nie wpadli na to, żeby wykorzystać potencjał tego miejsca, tak jak Turcy Kapadocię? trochę wpadli - w kilku jaskiniach urządzony jest hotel, odbywają się też pokazy flamenco. niestety, zdecydowaną większość starają się jednak po cichu ukryć

 
 
figa zerwana prosto z drzewa po drodzefiga zerwana prosto z drzewa po drodze

figa zerwana prosto z drzewa po drodze

widok z Albaicin na pałac w ogrodach Generalifewidok z Albaicin na pałac w ogrodach Generalife

widok z Albaicin na pałac w ogrodach Generalife

udany koniec dniaudany koniec dnia

udany koniec dnia

 


Pozdrowienia z Hiszpanii!

Sierpień 17th, 2015

Od naszej wielkiej azjatyckiej przygody minął już rok. W tym czasie nasze głowy zaprzątał głównie powrót do warszawskiego stylu życia, sposoby radzenia sobie z przeraźliwym mrozem +4 stopnie Celsjusza i obmyślanie strategii zdobycia władzy nad światem. W wolnych chwilach pracowaliśmy, a zarobione pieniądze lokowaliśmy w funduszu wsparcia wszystkim znanego baru na rogu Chmielnej i Jana Pawła. Na szczęście pomimo tej odpowiedzialnej roli, którą zdecydowaliśmy się wziąć na swoje barki, udało nam się odłożyć kilka milionów indonezyjskich rupii i 10 sierpnia pojechałam na Moje Wielkie Wakacje.

Kocio Tours poleca: Muzułmańska Europa i pierwsze kroki na Czarnym Lądzie

Organizując tę wycieczkę pomyślałam sobie, że gdybym pracowała w jednym z dużych biur podróży i była odpowiedzialna za wymyślanie tych wszystkich marketingowych bzdur, to właśnie tak nazwałabym moją wyprawę. Brzmi frapująco i niebezpiecznie, a chyba właśnie tego szukają wszyscy wczasowicze wybierający się na wakacje z biurem podróży?

Po kilkutygodniowych pertraktacjach z samą sobą, wielokrotnym sprawdzeniu cen biletów i przeanalizowaniu kilku innych czynników zdecydowałam się na południową Hiszpanią, czyli Andaluzję oraz Maroko. Nie powiem, żeby była to jakoś dogłębnie przemyślana decyzja, ponieważ czynnik emocjonalny i wrodzona spontaniczność zrobiły swoje. Było jednak kilka aspektów, które brałam pod uwagę.

Po pierwsze szukałam miejsca ciekawego i interesującego, co akurat nie było dużym wyzwaniem. Zależało mi też na dobrym stosunku ceny przelotu i kosztów utrzymania na miejscu oraz otwartości lokalnych mieszkańców i innych podróżników na nowe znajomości. Miało to duże znaczenie o tyle, że wiedziałam że jadę sama. Nie chciałam więc zanudzić się na śmierć, bo miesiąc sama ze sobą to trochę za długo dla takiej gaduły jak ja. Ale co też idzie za samotnym wyjazdem – brałam pod uwagę bezpieczeństwo w regionie. Wiem, że pod tym względem być może Maroko nie jest najlepszym z możliwych wyborów, ale nauczyłam się już, że odpowiednia dawka ostrożności i zdrowego rozsądku może uratować każdego podróżnika przed wieloma hipotetycznymi nieprzyjemnościami. Nie bez znaczenia pozostał też fakt, że Hiszpania jest moim odwiecznym niezrealizowanym marzeniem (kiedyś tam zamieszkam, zobaczycie!), a Maroko przyciągało naszą uwagę od dłuższego czasu – przed naszą pierwszą wyprawą do Iranu w 2010 roku do ostatniego momentu było naszą alternatywą na opcję nie otrzymania wiz na Bliski Wschód.

I oto jestem! Moje dwa tygodni w Andaluzji i trzy w Maroko rozpoczęły się wspaniale. Późnym wieczorem w poniedziałek wylądowałam w Maladze. Powitał mnie przyjemny upał i moja pierwsza Couchsurfingowa gospodyni – Olga. Olga pochodzi z Mińska, jest Białorusinką i po wielu doświadczeniach podróżniczych zdecydowała, że to właśnie Malaga będzie jej miejscem na Ziemi. Ostatecznie sprowadziła się tutaj zaledwie 3 miesiące temu, ale tyle czasu wystarczyło jej, żeby doskonale się tu zaklimatyzować. Ma mnóstwo znajomych, wszystkie knajpy i knajpeczki w centrum zna jak własną kieszeń i udało jej się już nawet poznać i przywłaszczyć sobie przystojnego Hiszpana.

Malaga – Tourist Guide dla leniwych
Malaga to miasto portowe, co dla niezorientowanych oznacza że leży na wybrzeżu. Możemy więc spodziewać się tu plaży. Radziłabym jednak pohamować swoją wyobraźnię, ponieważ plaża miejska (jak zawsze) nie zachwyca. Owszem, jest gdzie się wykąpać i wystawić boczki na słońce, ale żwirowaty piasek i czyhające za plecami wielkie miasto nie zachęcają do wielogodzinnego plażowania. Warto raczej poszwędać się po wąskich uliczkach w centrum miasta, odwiedzić kilka tapas barów, a na końcu kupić tinto de verano w plastikowej butelce, jednorazowe kubeczki i worek lodu i zakończyć pierwszy dzień wakacji nocną posiadówą na plaży i kąpielą w morzu po ciemku. Substytut hiszpańskich wakacji w polskich warunkach można stworzyć rozkładając dmuchany basen na balkonie i przygotowując „wakacyjne wino” w domu – do marnej klasy czerwonego, wytrawnego wina dorzucamy sporo lodu, po plasterku cytryny i pomarańczy i dopełniamy Spritem albo Fantą. Ten specyfik piją tu wszyscy i nazywają go rozkosznie „sangrią dla ubogich”.

Pierwszą informacją, jaką tylko uraczyła mnie Olga po przybyciu była zapowiedź najlepszej imprezy w roku – ferii! Feria to ponad tygodniowy (weekend + 5 dni roboczych + weekend) festiwal rozlewający się na całe miasto i przyciągający tłumy turystów głównie w innych hiszpańskich miast, ale również z zagranicy. Swój początek miała w 1491 roku, kiedy mieszkańcy świętowali 4 rocznicę przejęcia miasta przez chrześcijan (18 sierpnia 1487). Początkowo obchody miały łączony charakter – obowiązkowym elementem była procesja i msza święta, lecz dziś pozostał już tylko hedonistyczny aspekt zabawy, tańca i pijaństwa.

Feria zaczyna się w piątek o północy pokazem fajerwerków, a wszystkie atrakcje usytuowane są w dwóch lokalizacjach. W historycznym centrum miasta odbywa się „feria de dia”, czyli dzienna odsłona szaleństwa kolorów, muzyki na ulicach i Cartojal (słodkie, młode, białe wino będące jedną z największych atrakcji ferii. Sprzedawane jest w butelkach dwóch różnych wielkości i różowymi jednorazowymi kieliszkami o pojemności ok. 100ml). Wieczorem („feria de la noche”) większość biesiadników przenosi się do specjalnie zbudowanego na ten wyjątkowy tydzień miasteczka na przedmieściach. Tam różne restauracje, bary i kluby budują swoje tymczasowe lokale, gdzie można zjeść, potańczyć i obejrzeć występu przewidzianych artystów. Teren jest ogromny i bardzo zróżnicowany – do niektórych „boksów” nie zostaliśmy wpuszczeni ze względu na niewystarczająco elegancki wygląd, gdzie indziej piliśmy duże piwo po 1 €, a w jeszcze innym miejscu oglądaliśmy występy przedszkolaków w oryginalnych strojach do flamenco. Nie muszę chyba więc tłumaczyć, jak bardzo jestem rozczarowana sobą, że tego dnia zapomniałam aparatu…

Plan mojego wyjazdu z założenia miał być elastyczny, ale nie spodziewałam że dam się zbałamucić już 10 minut po przyjeździe. Bez wątpliwości zmodyfikowałam plany tak, żeby wylądować w Maladze z powrotem na weekend i na własnej skórze doświadczyć szaleństwa Ferii. W międzyczasie udało mi się odwiedzić Granadę i owianą ogromną sławą twierdzę Alhambra. Na szczęście tym razem nie zapomniałam aparatu, więc kolejna notka będzie bogatsza w relację wizualną 😉

Couchsurfingowe śniadankoCouchsurfingowe śniadanko

Couchsurfingowe śniadanko

będa grane naleśniki z owocamibęda grane naleśniki z owocami

będa grane naleśniki z owocami

 
stoisko z folklorem ;)stoisko z folklorem 😉

stoisko z folklorem 😉

ulice Malagi przystrojone na ferieulice Malagi przystrojone na ferie

ulice Malagi przystrojone na ferie

 
włoski lunch w hiszpańskim wydaniuwłoski lunch w hiszpańskim wydaniu

włoski lunch w hiszpańskim wydaniu

 
tańcem ferii jest sevillana, czyli uproszczona i usystematyzowana wersja flamencotańcem ferii jest sevillana, czyli uproszczona i usystematyzowana wersja flamenco

tańcem ferii jest sevillana, czyli uproszczona i usystematyzowana wersja flamenco

 
najlepsza ekipa na świecie - od lewej machaja Miguel, Marina, Olga i Gucionajlepsza ekipa na świecie - od lewej machaja Miguel, Marina, Olga i Gucio

najlepsza ekipa na świecie - od lewej machaja Miguel, Marina, Olga i Gucio

 
 
 
 
kolega w czarnej koszulce zapewniał, że jest bardzo znany i jeśli wrzucę jego zdjęcie na bloga to zapewni mi to splendor po wszeczasykolega w czarnej koszulce zapewniał, że jest bardzo znany i jeśli wrzucę jego zdjęcie na bloga to zapewni mi to splendor po wszeczasy

kolega w czarnej koszulce zapewniał, że jest bardzo znany i jeśli wrzucę jego zdjęcie na bloga to zapewni mi to splendor po wszeczasy