Archiwum z Lipiec, 2013

Romantyczna Barcelona

Lipiec 27th, 2013

Jak wiadomo tym, co najlepiej zapamiętujemy z wszelkich podróży to nie widoki, które widzieliśmy, historie, które udało nam się usłyszeć ani smaki, których spróbowaliśmy, a EMOCJE, które temu towarzyszyły. Dlatego z błogością wspominamy zachody słońca w Jastarni w 1998, kiedy wyłączeni z wiru codzienności mogliśmy cieszyć się urokiem chwili oraz pierwsze wakacje pod namiotem bez rodziców, kiedy poczuliśmy co to naprawdę znaczy wolność. A ślub kuzynki Hani wcale nie podobał nam się tak bardzo, bo panna młoda miała ładną sukienkę ani dlatego że flaczki były niespotykanie smaczne, ale dlatego, że atmosfera miłości i spełnienia unosiła się w powietrzu przez cała noc. Idąc tym tropem postanowiłyśmy zafundować sobie obłędne wspomnienia z Barcelony – wybrałyśmy się na… zaręczyny!

Spokojnie – wcale nie nasze! Mimo faktu, że pierścionek wylądował na palcu po pełnym przekonania „tak!”, obie z Estera pozostajemy stanu wolnego – a przynajmniej według Urzędu Stanu Cywilnego 😉



O akcji-niespodziance dowiedziałyśmy się z forum strony społeczności polskiej w Barcelonie . A jak przebiegła oraz jak się skończyła dowiecie się ze zdjęć 😉



DSC04466

Całą akcję zorganizowała grupa Barcelona Photo Project dowodzona przez Andrzeja Witka, ich autorstwa są również powyższe zdjęcia, które zgodzili się udostępnić na potrzeby mojej relacji. A tymczasem razem z Esterą marzymy, że nasze zaręczyny będą co najmniej równie romantyczne 😉



Parki Barcelony

Lipiec 19th, 2013

W większości miast, które zwiedzamy parki stanowią relaksacyjny przerywnik między głównymi atrakcjami, gdzie warto wpaść, wypić kawę i poleżeć w miłym otoczeniu planując trasę dalszego zwiedzania. W Barcelonie parki stanowią niesamowitą atrakcję same w sobie. Myślę, że można spędzić kilka dni poruszając się tylko parkami – i świetnie się bawić! Jako że jednak interesują nas też inne atrakcje, zdecydowałyśmy się na odwiedzenie dwóch najznakomitszych z nich: Parku Güell i romantycznego Parku Horta z labiryntami.


Park Güell
W 1900 roku hiszpański biznesmen Eusebi Güell, na cześć którego nazwano potem park, zachwycił się podczas podróży po Europie nowym trendem budowania miast-ogrodów. Postanowił zrealizować taką ideę i w rodzimej Barcelonie. Zwrócił się do mistrza ówczesnej architektury, Gaudiego, z prośbą o zaprojektowanie terenu rekreacyjnego dla 6o domów, które planował wybudować w okolicy. Dodatkowym plusem terenów, które wybrał na tę inwestycję były przepiękne widoki na starą Barcelonę i morze.



DSC03880


Gaudi, jak na mistrza przystało, do projektu podszedł niezwykle poważnie. Park, który zaprojektował łączył funkcje rekreacyjne z użytecznością publiczną – centralnym punktem jest hala z 86 kolumnami doryckimi, która miała spełniać funkcję targowiska dla nowego osiedla. Na jej dachu zbudowany jest ogromny taras otoczony ławkami wyłożonymi charakterystyczną dla całego parku mozaiką z potłuczonych wielokolorowych kafelków. Do innych atrakcji należy na pewno ławeczka w kształcie ust salamandry oraz fontanna w kształcie całego stworzenia, które widocznie bardzo upodobał sobie mistrz. Główna brama prowadzi między dwoma finezyjnymi pawilonami, gdzie dziś mieszczą się sklepy z pamiątkami.


DSC03883


Niestety – modernistyczny pomysł Güella na niepodatny grunt lokalnej bohemy, która wykpiła jego inwestycję i tym samym sprawiła, że ta nigdy nie została ukończona. W „komplecie” do parku powstały tylko 2 z planowanych 60 domów. W jednym z nich swego czasu mieszkał sam Gaudi, a dziś mieści się tam (podobno średnio ciekawe) muzeum poświęconego jego osobie.

DSC03889


Jeżeli planujecie wycieczkę do Barcelony, to lepiej wybrać się tu przed listopadem tego roku, kiedy to mają zostać wprowadzone opłaty za zwiedzanie Parku Güella. Na razie wstęp jest bezpłatny 🙂

DSC03890

DSC03895

DSC03910

DSC03914

DSC03916

DSC03922

DSC03874




Park Horta
Mniej znana i odrobinę trudniej dostępna atrakcja to tak zwany Park z Labiryntami. Umiejscowiony jeszcze wyżej w górach, ale niestety pozbawiony zapierających dech w piersiach widoków na miasto. Jest to najstarszy zachowany ogród w Barcelonie, objęty dziś specjalną ochroną (z powodu ochrony środowiska nie może przebywać w nim więcej niż 750 osób naraz).


DSC03985



Najciekawszym punktem parku jest bez wątpienia cyprysowy labirynt. Mimo tego, że nie rozpościera się na zbyt dużym obszarze, uwierzcie nam że miałyśmy poważne problemy aby go przejść! Wielokrotnie utykałyśmy w ślepych uliczkach oraz stwierdzałyśmy że nie ma drogi dalej – dopóki gdzieś na końcu pozornie kończącej się alejki odnajdywałyśmy kolejne przejście dalej. Zabawy było co nie miara! W romantycznej scenerii labiryntu kręcone były sceny „Pachnidła” opartegio na powieści Patrika Suskida.


DSC04018

DSC03994


DSC04002



Oprócz labiryntu warto poświęcić więcej czasu na wodospad, fontanny z rzeźbami postaci z mitologii, mini-rzeczkę zakończoną frywolną Wyspą Miłości i niespotykanie piękną roślinność.

DSC04011




Opłata za zwiedzanie park jest raczej symboliczna (niewiele ponad 2 Euro), a można jej uniknąć planując zwiedzanie miasta tak, aby dotrzeć tam w środę albo niedzielę, kiedy wstęp jest wolny.




DSC04059

DSC04027

DSC04035

DSC04039



W szpitalu

Lipiec 19th, 2013

To nie żart! Zdjęcie, którym zapewne całkiem zaskoczyłyśmy Was ostatnio zostało zrobione naprawdę podczas naszego zwiedzania. Udałyśmy się do miejsca, które w większości przewodników opisane jest jako dodatkowa atrakcja, do której warto zajrzeć, jeżeli ma się dużo wolnego czasu. Naszym zdaniem – zupełnie niesłusznie!
DSC03771
Szpital Sant Pau i Sant Cru (czyli Świętego Pawła i Świętego Krzyża) to niezwykle ciekawy kompleks szpitalny zbudowany w modernistycznej dzielnicy Eixample. Patrząc na mapę okolicy (tu by się przydał screen z google maps z wesji satelitarnej mieszanej) na pewno zwrócimy uwagę na trzy elementy: równy, prostopadły układ ulic (charakterystyczny dla perfekcyjnie zaplanowanej Barcelony), burzący ład rys nieskończonej Sagrady Familii oraz odchodzącą od niej aleję skośną w stosunku do innych ulic zwieńczoną obszarem, na który mieści się Szpital Sant Pau i Sant Cru.
DSC03742
Foto nie nasze, ale dobre
Magiczna historia zaczyna się 1401 roku, kiedy wiele małych miejskich szpitali przeniosło się do wspólnej siedzimy w dzielnicy El Raval, niedaleko dzisiejszej Rambli. Powodem tak nietypowych ruchów były epidemie dziesiątkujące miasto, które sprawiały że małe szpitale nie były ani potrzebne dla tak niewielkiej ludności, ani tym bardziej opłacalne w utrzymaniu. Tam właśnie w 1926 roku po wypadku tramwajowym, który okazał się dla niego śmiertelny, trafił Gaudi. Szpital funkcjonował do końca XIX wieku, kiedy okazało się, że nie zaspakaja potrzeb społeczności miejskiej. Z datków od fundatorów, a przede wszystkim jednej pokaźnej darowiźnie od bankiera-filantropa rozpoczęto budowę nowego, większego kompleksu szpitalnego z dala od miasta. Warto tu podkreślić, że ziemie pod budowę kompleksu zostały zakupione długo przed rozpisaniem planu zagospodarowania przestrzennego, który zakładał tak charakterystyczny dla Barcelony prostokątny układ kamienic i ulic. Ten fakt rozwiewa wszystkie późniejsze domysły i plotki jakoby ukośne ustawienie szpitala miało być sprzeciwem architekta wobec nadmiernie uporządkowanej wizji miasta albo zapewniało szpitalowi odpowiednią wentylację dzięki wiatrom od morza 😉
Takoż nie nasza rycina.
DSC03741
Szpital projektowany był jako obiekt dla klasy robotniczej. Miał zapewnić jej kompleksową pomoc zdrowotną oraz psychologicznie pomóc w powrocie do zdrowia. Przewodnik, który oprowadzał nas po byłym już dziś szpitalu zwracał uwagę na to, że na początku XX wieku klasa robotnicza zamieszkiwała przede wszystkim ciasne i ciemne uliczki Barri Gotik, więc pobyt w szpitalu miał spełniać również funkcję relaksacyjną. Cały kompleks wysadzony był gęsto drzewami i innymi roślinami, aby każdy z okna widział mnóstwo zieleni. Również wnętrza pawilonów, w których usytuowane były sale szpitalne wyłożone były zielonymi płytkami. W tradycji chrześcijańskiej zieleń to kolor nadziei, a trzeba również przyznać, że nawet i osoby niewierzące doskonale wypoczywają w tak urządzonych wnętrzach 😉 Warto zwrócić uwagę, że projekt nawet w najdrobniejszych szczegółach dostosowany był do roli, jaką miał spełniać – pawilony w całości wyłożone były płytami, aby łatwo i szybko można było je zdezynfekować, a wszystkie kąty były zaokrąglone, żeby jak najskuteczniej wymywać z nich groźne bakterie.
DSC03739
Niesamowity kompleks pełnił swoją funkcję do 2009 roku, kiedy to ostatni oddział przeniesiony został do nowoczesnej kliniki. Od tego czasu budynki poddawane są pieczołowitej renowacji zgodnie z wymogami UNESCO, które sprawuje pieczę nad tym fantastycznym zabytkiem. Po remoncie swoje siedziby ma mieć tam m. in. Unia Europejska (wydział leśnictwa) oraz ONZ. Teren będzie zamknięty i obwarowany kontrolą bezpieczeństwa, ale udostępniony dla zwiedzających (uff!). Oprócz kilkunastu luźny ustawionych pawilonów dla chorych w skład szpitala wchodziły: dom dla sióstr prowadzących szpital wraz z kuchnią oraz apteką, gdzie same wytwarzały leki dla pacjentów, Pawilon Administracyjny (najpiękniejszy i najbardziej reprezentacyjny; to właśnie tam wprowadzi się UE), kościół (działający jako kościół parafialny, nie podlega renowacji i będzie dalej pełnił swoją funkcję), Pawilon Operacyjny z trzema w pełni naturalnie doświetlanymi salami operacyjnymi (będzie tam znajdowała się restauracja) oraz fantastyczna sieć podziemnych tuneli służąca do transportu leków, chorych i jedzenia (wciąż nie wiadomo jaki los czeka ją w nowym wcieleniu szpitala).
DSC03716
DSC03715
DSC03713
DSC03711
Wycieczka po remontowanym szpitalu zrobiła na nas ogromne wrażenie. Najbardziej chyba nie możemy wyobrazić sobie, że jeszcze w 2009 roku można było trafić do tego cudownego miejsca jako do normalnego szpitala i kurować się zupełnie tak samo jak kuracjusze z lat 20-tych ubiegłego wieku. Oraz jaki pech nas spotkał, że znalazłyśmy się tam już po zakończeniu działalności szpitala i nie udało nam się zobaczyć tętniącego tam życia.



Mniej i bardziej ciekawe zabytki Barcelony

Lipiec 16th, 2013

Po leniwym wstępie wzięłyśmy się za porządne zwiedzanie. Na swojej trasie napotkałyśmy wiele niespodzianek – niektóre punkty naszych wycieczek, okazały się absolutnie niewarte uwagi, a czasami zupełnie przypadkiem udało nam się znaleźć coś niesamowitego. Ogłaszamy pierwszą, nieoficjalną TOP Listę BARCELONA 2013.

La Boqueria – tradycyjny, barceloński targ mieszczący się w wielkiej, bogato zdobionej hali z eleganckim wejściem prosto z Rambli. Na TAK: wrażenia wizualne i zapachowe będą naprawdę niezapomniane (również na stoiskach rybnych, ale chyba w trochę innym znaczeniu). Sprzedający szalenie dbają o estetykę, która zaraz obok lokalizacji wpływa na poziom cen, które znowu sprawiają, że jesteśmy na NIE. 5 plasterków, wyśmienitej bądź co bądź, hiszpańskiej szynki Serrano (którą panowie kroją na zdjęciu poniżej) w La Boqueria kosztuje nawet 20 euro. Dlatego mimo wszystko zaopatrujemy się w pobliskim Lidlu, gdzie za równie wyśmienitą szynkę Serrano płacimy 5 euro, a w opakowaniu jest jej 30 dag.


DSC03430

DSC03432

DSC03434

Do kulturowego dziedzictwa Barcelony na pewno można zaliczyć żywe posągi. Czy ta tradycja zarabiania na życie w miejscach publicznych narodziła się tutaj, czy przywędrowała i trafiła na podatny grunt rozentuzjazmowanych turystów spacerujących Ramblą – nie wiemy, ale jesteśmy zdecydowanie na TAK. Ci niesamowicie aktorzy ulicy są zawsze perfekcyjnie przygotowani, mili, pozują do zdjęć nawet bez uiszczenia symbolicznej opłaty, a kiedy już zostawi im się kilka centów można liczyć na niekończącą się sesję w coraz to nowych pozach. Warto dodać, że tradycja żywych posągów wrosła w Barcelonę tak mocno, że aby zarabiać w ten sposób na życie należy dostać specjalną licencję, której wyrobienie słono kosztuje.

DSC03465

DSC03464

DSC03466

Zaraz za odcinkiem Rambli zarezerwowanym dla żywych posągów dopatrzeć się można w oknach pobliskiej kamienicy ogłoszeń o wystawie prac Salvadora Dalego odbywającej się na drugim piętrze budynku. Dodatkowo zachęcający wydaje się fakt, że wejście na wystawę jest darmowe. Niewiele myśląc wdrapałyśmy się po schodach i odrobinę zdziwiłyśmy, kiedy naszym oczom ukazało się mieszkanie od podłogi do sufitu obwieszone pracami W STYLU Dalego. Ich autorem jest mieszkający i pracujący w tej oto pracowni lokalny artysta, który wielkimi napisami obwieszczającymi znanego artystę kusi przechodniów. Rozczarowanie nie było jednak zbyt duże, bo pracownia jest bardzo ciekawa i warto poświęcić kilka chwil na jej zwiedzenie. Szczególnie, że nie trzeba nic za to płacić, a właściciel jest szalenie miły i sam zachęca do fotografowania deptaku i kolumny Kolumba (jeden z symboli miasta) z ciekawej perspektywy swojego balkonu. Zdecydowanie TAK!


DSC03470

DSC03473

Ponieważ miejscem, za którym zawsze najbardziej nam tęskno podczas każdej podróży i które próbujemy znaleźć w dalekich krajach jest nasze ukochane Miasto Gadający Głów tym razem też mogę powiedzieć: TAK! Udało się! Dobrze trafiłam! W pobliżu najpopularniejszej i najbardziej zatłoczonej z barcelońskich plaż o wdzięcznej nazwie Barceloneta znalazłyśmy Ke?Bar, gdzie urodziwa i przemiła barmanka zaserwowała nam ogromne szklanki z prawdziwą sangrią (wzmacnianą chyba 5 różnymi mocnymi alkoholami). Nasze przypuszczenia, że to lokalne Głowy potwierdziło też to, że siedząc tam dwie godzinki poznałyśmy mnóstwo ciekawych ludzi, w tym jedną 40-letnią lesbijkę z Saragossy, która usilnie próbowała nas podrywać, a z naszych zapewnień, że chyba jednak nic z tego nie będzie nic sobie nie robiła i kazała całować się dziesięciokrotnie na pożegnanie.



DSC03493

DSC03501

DSC03499

Muzeum Picassa oceniłybyśmy zdecydowanie na NIE, gdybyśmy weszły tam po uiszczeniu opłaty za wstęp wysokości 11 Euro. Ale jako że wybrałyśmy się w niedzielę po 15-tej, kiedy zbiory udostępnianie są zwiedzającym za darmo, będziemy bardziej łagodne 😉 Kiedy znalazłyśmy się na miejscu o 14.40 okazało się, że do wejścia czeka już kolejka na ok. 300 metrów. Jedyne, co osłodziło nam godzinne oczekiwanie to Koreańczyk Robin, który stał za nami 😉 Tak się zaprzyjaźniliśmy, że resztę popołudnia spędziliśmy już razem, a Robin wraz ze swoją dziewczyną i jej siostrą odwiedzają nas w Warszawie na początku sierpnia 😉 A co do Muzeum Picassa, to nie spodziewajcie się zobaczyć w nim zbyt wiele popularnych obrazów – kolekcja jest bogata we wczesne prace artysty oraz kilka obrazów z okresu kubistycznego. W muzeum nie wolno robić zdjęć, więc mamy tylko jedno 😉

DSC03571

DSC03573

DSC03575

W dzielnicy Barri Gotik natrafiłyśmy na ciekawą instalację artystyczną, która zupełnie nie pasowała do klimatu okolicy. Tym też zasłużyła sobie na nasz głos na TAK 🙂



DSC03596

Bardzo chciałyśmy napisać, że Tapas, czyli tradycyjne hiszpańskie przekąski są na TAK, ale ceny jednej kanapeczki wahające się pomiędzy 1 a 4 Euro sprawiają, że jesteśmy zmuszone ich NIE lubić. Kiedyś mój znajomy Anglik Rob powiedział, że cała zabawa z Tapas polega na tym, że je się ich mnóstwo naraz. Trudno się z nim nie zgodzić. Chyba po prostu nie stać nas na taką zabawę 😉

DSC03609

Po długim i niecierpliwym wyczekiwaniu dotarłyśmy wreszcie do katedry Sagrada Familia, której budowę i projekt rozpoczął Gaudi i która stała się jego obsesją w ostatnich latach życia. Nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że mistrz nie skończył swojego dzieła. Chociażby dlatego, że zmarł w wyniku wypadku drogowego (wpadł pod tramwaj) w 1926 roku, a dziś mamy już 2013, a budowa Sagrady trwa nadal w najlepsze. I, niestety, sprawia to, że NIE sposób jeszcze zachwycać się jej pięknem… Po pierwsze nadal nie ma znacznej części budynku. (Sam Gaudi trzymał pieczę jedynie nad budową Fasady Narodzenia, czyli tylnego wejścia do świątyni. Przednie – Fasada Męki Pańskiej powstała wiele lat po jego śmierci.) Aby zobaczyć wnętrze – również zasłonięte rusztowaniami i nieskończone – trzeba zapłacić 15 Euro. Wspólnie zdecydowałyśmy, że to zdzierstwo i być może warto by szarpnąć się na taki wydatek ale tylko i wyłącznie kiedy całość będzie skończona, aby naprawdę móc odczuć moc tego szalonego projektu. Koniec prac planowany jest na 2026 rok.



DSC03780

DSC03773

DSC03788

Kontynuując wątek Gaudiego – do klasyki barcelońskiego zwiedzania należy szlak w modernistycznej dzielnicy Eixample, na którym znajdziemy kolejne perełki Gaudiegi: Casa Mila i Casa Batllo nazwane tak od nazwisk biznesmenów zlecających ich budowę. Z zewnątrz budynki zachwycają oryginalną formą i naprawdę niespotykanymi detalami. Są tak ciekawe i zajmujące, że nawet nie przeszkadzają tłumy turystów kłębiące się wokół. Niestety – humor turystów znowu psują ceny biletów wstępu do tych atrakcji. Aby zobaczyć Casa Mila trzeba liczyć się z kosztem 17 Euro, a Casa Batllo aż 20! Nie myślcie sobie jednak, że w tej cenie można zapoznać się ze wszystkimi detalami i zejrzeć wszystkie kąty! W Casa Mila udostępniony zwiedzającym jest dach (z ciekawym ogrodem), poddasze oraz jedna klatka schodowa. Chcąc zobaczyć oba budynki mieszkalne i Sagradę Familię trzeba wydać ponad 200 zł. Niestety, NIE zdecydowałyśmy się na taką ekstrawagancję. Jutro jedziemy do Parku Guel – kolejnej perełki Gaudiego. Na szczęście jest za darmo! 🙂




DSC03819

DSC03805

DSC03815


A najciekawsze, co udało nam się zobaczyć, opiszemy Wam w kolejnej notce. Na razie wrzucamy jedno zdjęcie – kto zgadnie gdzie byłyśmy i co widziałyśmy, może liczyć na pocztówkę ze słonecznej Barcelony 🙂



DSC03709