Archiwum z Wrzesień, 2011

Jazd

Wrzesień 30th, 2011

Policjant zatrzymujacy Cie na dworcu autobusowym zazwyczaj nie wrozy niczego dobrego. Szczegolnie, kiedy z dziwna mina pokazuje na Twoj bagaz, nie pozwala odejsc, pyta w Farsi czy jestesmy z Pakistanu. Kiedy proby kontaktu spelzna na niczym i zacznie zatrzymywac przechodniow i pytac czy mowia po angielsku – tym bardziej mozna sie zdziwic.

Na szczescie to Iran – szybko moze sie okazac, ze opiekunczy mlodzieniec chce nas po prostu ostrzec, ze nie powinnismy zostawiac bagazu bez opieki 😉 Kiedy nuta porozumienia zostala juz nawiazana serdecznie pozegnal nas usciskiem dloni i zyczyl milej podrozy.

Wczorajszy wieczor przyniosl takich sytuacji kilka i zrekompensowal nam dosc spokojne popoludnie, ktore spedzilismy lezac w kawiarni (wspominalismy juz chyba, ze w knajpach sie lezy). Przyzwyczailismy sie juz do ciaglych pogaduszek na ulicach, kurtuazyjnej goscinnosci i zaczepnego „Hello!”. Dlatego poczatkowo zignorowalismy pana, ktory zamierzal przecwiczyc swoj angielski wlasnie wtedy, kiedy przepakowalismy sie pod hotelem szukajac biletu na autobus. Nieznajomy nie odpuscil, i ku naszemu zaskoczeniu zaproponowal podwozke na dworzec. Kilka chwil pozniej siedzielismy juz w samochodzie w towarzystwie jego, jego zony, siostry zony, jego corki, syna, corki siostry zony i naszych bagazy. Wszystko to w zwyklym osobowym samochodzie. Podroz przebiegla bardzo szybko, wiec niedlugo pozniej zegnalismy sie wymieniajac wizytowki i wreczajac dzieciakom wlepki Polonii – chyba najlepszy gadzet jaki wzielismy ze soba.

Na dworcu spedzilismy raptem godzine, tym bardziej zaskakuje ilosc dziwnych sytuacji. Minute po wspomnianym wyzej spotkaniu z policjantem siedzielismy juz w dworcowej knajpeczce. Turysci z zagranicy byli dla wlasciciela sporym zaskoczeniem, ale chociaz nie mowil po angielsku – wybrnal z sytuacji idealnie. Zaprezentowal wszystkie dostepne potrawy zapraszajac nas do kuchni. Oskar nalezy mu sie jednak za genialna kreacje aktorska: po co sleczec nad slownikiem, kiedy kazdy glupi zrozumie, ze „baranina” to „me-e-e-e”? 🙂

Wprawilismy sie juz w nocnym podrozowaniu – 6 godzin w autobusie do Jazdu minelo w oka mgnieniu. Doslownie: zamknelismy oczy i gdy je otworzylismy bylismy juz na miejscu. O 6 rano zameldowalismy sie w legendarnym hotelu Silk Road nazwanego tak od przebiegajacego przez Jazd Jedwabnego Szlaku prowadzacego z Europy do Chin. Pierwsze godziny w jednym z najstarszych miast na Ziemi minely nam wspaniale – smacznie je przespalismy 😉 Po 9-tej pojawilismy sie na rownine legendarnym jak hotel serwowanym tu iranskim sniadaniu. Zachwytom nie bylo konca – ser, jajeczko, dzemy, swieze oliwki, daktyle (!!! o iranskich daktylach moglibysmy napisac oddzielna notke, sa cudowne!) i kawalki arbuza.

Reszta dnia mienla nam na leniuchowaniu i spacerkach po starym miescie. Dzisiaj piatek, czyli tutejsza niedziela.

Trzeba przyznac, ze przestrzegaja dnia wolnego o wiele gorliwiej, niz katolicy – naprawde prawie wszystko jest zamkniete. Nie bez znaczenia dla naszej organizacji dnia byl urokliwy dziedziniec naszego hotelu – zacieniony, lecz usytuowany pod golym niebem, w calosci zastawiony „lezankami” z miekkimi poduchami i dywanami – naprawde nie zachecal do spacerow po piekacym sloncu. Udalo nam sie jednak przezwyciezyc wrodzonego lenia i zobaczyc kilka pieknych meczetow z bardzo wysokimi minaretami (poniekad charakterystycznymi dla tego raczej nisko zabudowanego miasta). Wiekszosc czasu spedzilismy krecac sie po waziutkich uliczkach starego miasta, ktore zrobilo ogromne wrazenie na Lukaszu. Oczyma wyobrazni juz rozstawial przeciwnikow na planszy, ktora zbuduje na planie tutejszej zabudowy.

Uklad uliczek, mnostwo charakterystycznych punktow i nieoczywistosc architektury uznal za „idealna referencje”.
Waskie korytarze, z pozoru zupelnie takie same okazuja sie unikatowe i niepowtarzalne. Faktura glinianych scian, sklepienia, podcienie, fragmenty ceglnego muru i roznego rodzaju i wielkosci drzwi tworza niesamowity labirynt. Jak na dobry labirynt przystalo, jest mnostwo pulapek w postaci slepych uliczek, z korych wychodzi sie zasami nawet kilka minut – to nie jeden, a kilkanascie zakretow prowadzacych do jednych, zamknietych drzwi. Czegos takiego w Europie nie da sie spotkac.

Czekamy niecierpliwie na jutro, kiedy zycie wroci do normy po weekendzie – na ulicach beda ludzie, muzea beda otwarte, a bazar nie bedzie tylko pustym, zacienionym korytarzem.

Silk Road Hotel bedzie nas goscil jeszcze do niedzieli, kiedy to wieczorem wsiadziemy w pociag do Bandar-e Abbas. Tam spedzimy poniedzialek, a w nocy poplyniemy do Dubaju.

Buziaki dla Wszystkich! 🙂



Sziraz 2, Persepolis

Wrzesień 29th, 2011

Persepolis bylo starozytna stolica imperium Dariusza, Kserksesa i Cyrusa, ktore w V w. p. n. e. rozciagalo sie na pol swiata. Od Bulgarii po Indie, wlaczajac tez m. in. Egipt, Etiopie i Baktrie. Dzis, po spektakularnym podpaleniu miasta przez Aleksandra Wielkiego (ktory niebawem potem przejal panowanie nad calym terenem Imperium) zostalo tam kilkanascie wysokich kolumn, konstrukcje schodow krytych plaskorzezbami i mnostwo bezksztaltnych ruinek.

Trudno wyobrazic sobie gorszy sposob na spedzenie upalnego dnia, niz ogladanie wielkich kamieni na srodku pustyni, ktore symbolizuja dawna potege Persow.

Moze nie bylo az tak tragicznie, ale temperatura i absolutny brak cienia dawaly sie we znaki, a wyzej wspomniana potege mozna bylo poczuc tylko sila wlasnej wyobrazni, bo z dawnego kompleksu palacowego zostalo naprawde niewiele. W kazdym razie ruinki oraz fascynujace grobowce wladcow wykute w skale na wysokosci kilkunastu metrow mamy juz za soba 😉

Sziraz nie zaskoczyl nas prawie niczym. Mozna tu poczuc nutke prowincjonalnosci, a wszystkie atrakcje turystyczne sprawiaja wrazenie, jakby znalazly sie tu wlasciwie przypadkiem. W ramach usprawiedliwienia mozna dodac, ze chwile switnosci trwaly krotko i skonczyly sie juz dawno temu. Przez polowe XVIII w. byla tu stolica panstwa, ale po zmianach rzadzacej dynastii zostala przeniesiona do Teheranu. Tak wlasnie Sziraz skonczyl z kilkoma zabytkami, miejscami kultu religijnego, ale przede wszystkim pelni funckje centrali handlowej i transportowej na linii polnoc-poludnie. Czuc tu juz nute poludnia – widac kobiety w kolorowych czadorach, a nawet charakterystycznych drewnianych maskach na twarzach (typowe dla okolic Bandar-e Abbas), na ulicach mozna spotkac Arabow, ktorzy juz na pierwszy rzut oka roznia sie od Persow. Nawet my, jako turysci, wzbudzamy tu duzo wiecej zainteresowania, niz we wszystkich dotychczas odwiedzonych miastach.

Do ciekawych punktow naszego spaceru mozna na pewno zaliczyc mauzoleum Hafeza, o ktorym pisalismy poprzednio. Bylismy w cudownym mauzoleum mistyka sufisty, ktorego imienia niestety nie pamietamy (Mauzoleum Shah Cheragh – przypis po powrocie), ale budynek byl cudowny – cale wnetrze wylozone malenkimi kawalkami szkla.

W centrum miasta stoi stara cytadela zbudowana na planie kwadratu z 4 wiezami w rogach – w tym jedna osiadajaca na piwnicznych pomieszczeniach i przez to przypominajaca na pierwszy rzut oka wieze w Pizie 😉

Oczywiscie widzielismy tez wiele innych fascynujacych rzeczy. Bazar, ktory (o dziwo, zupelnie nie wiedziec czemu) podobal nam sie najbardziej ze wszystkich widzianych – nawet bardziej niz slawny bazar z listy UNESCO w Tabrizie czy najwiekszy w calym kraju bazar w Teheranie. Kupilismy tam kolejna wielka porcje pamiatek dla Was wszystkich. Pilismy rewelacyjne soki ze swiezych owocow zmiksowanych z lodem, 2,50 zl kazdy!

Niestety, nie mozemy teraz opisac dla Was tego wszystkiego, bo wlasciciel kafejki internetowej zaczyna zaraz swoja „sjeste” nazywana tu kurtuazyjnie przerwa na modlitwe – dwugodzinna 😉 Jak widac Iran to jednak dziwny kraj. Pod wieloma wzgledami nie przystaje do wszystkich standardow, do ktorych jestesmy przyzwyczajeni.

PS Dzis wieczorem jedziemy autobusem nocnym do Jazdu – kolejnego wspanialego punktu naszej podrozy, o ktorym duzo opowiadalismy przed wyjazdem. Juz nie mozemy sie doczekac Silk Road Hotel – podobno najciekawszego hotelu w calym kraju.



Sziraz

Wrzesień 27th, 2011

Wczorajszy dzien nalezal do najbardziej leniwych z calej naszej podrozy. Poranne pogaduszki w gronie rodziny Alego (a jak nas zapewniaja – rowniez naszej) trwaly do wczesnego popoludnia. Panie (babcia, dwie ciotki, dwie kuzynki i sasiadka) porwaly Ade i wywrozyly jej najlepsza w calej Persji przyszlosc z fusow. Panowie (Ali, Szwajcar Rafael i Lukasz) toczyli bardziej przyziemne dyskusje o geopolityce, historii i podrozach. Po kilku godzinach pozegnan musielismy jednak ruszyc dalej. Naszym celem byl nocny autobus do Szirazu.

Tak to jednak w Iranie bywa, ze ciezko o „chwile prywatnosci”. Ledwie pol godziny od rozstania z naszymi przyjaciolmi mielismy juz kolejnego kompana. Okazalo sie, ze nie jestesmy jedynymi turystami pragnacymi dostac sie na poludnie – przy biurze firmy przewozowej poznalismy zwariowanego, wyluzowanego Syryjczyka imieniem Mohammad. Razem kupilismy bilet i spedzilismy reszte wieczoru oraz calonocna podroz. Rano, juz w Szirazie, zameldowalismy sie w hotelu, odebralismy bilety na prom do Dubaju i wlasnie ruszamy zwiedzac miasto najwiekszych perskich poetow: Hafeza i Sa’diego.

Na pocieszenie zostawiamy Wam probke poezji tego pierwszego – ukochanego poety zakochanych Iranczykow. To ciekawe, ze XIV-wieczne wiersze pelne erotyzmu, alkoholowych uniesien i pieknych kobiet sa dzis nadal legalne i… az tak popularne.

gazal II (231)

rzekłem: „tęsknię do ciebie, odparła: twoja tęsknota przejdzie.”
rzekłem: bądź moim księżycem, odparła: „jeśli wzejdzie.”

rzekłem: „od prawdziwych kochanków wierności się naucz.”
odparła: „ci, którzy piękni są, rzadko tę cechę mają.”

rzekłem: „zamknę oczy i obraz twój nie przejdzie po tej drodze.”
odparła: „ja nocy tajniki znam, odnajdę więc inną drogę.”

rzekłem: „przez zapach włosów twych na świecie się pogubiłem.”
odparła: „gdybyś prawdę znał, on przewodnikiem twym byłby.”

rzekłem: „jakże świeże powietrze jest, co z wiatrem rano przybywa.”
odparła: „jakże orzeźwia powiew z uliczki tej, gdzie ukochana przebywa.”

rzekłem: „rubinowe, słodkie twe usta zabiły mnie, gdyż pragnąłem je ucałować.”
odparła: „uległym i posłusznym bądź, a będą cię dobrze traktować.”

spytałem: „kiedy twoje serce łaskawe zawrzeć pokój zamierza?”
odparła: „póki czas nie nadejdzie nikomu tego nie zwierzaj.”

rzekłem: „widzisz, jak szybko czas radości przeminął.”
odparła: „zamilcz Hafezie, gdyż smutek ten także przeminie.”

 

Nic dziwnego, ze do dzis pretekstem do nawiazania rozmowy z nieznajoma jest pytanie: „A jaki jest Twoj ulubiony wiersz Hafeza?”



Najlepszy komplement w Iranie

Wrzesień 25th, 2011

Po wczorajszej dlugiej opowiesci dzisiaj nie mamy zbyt wiele nowego do opisania, dlatego ta notka bedzie inna od poprzednich. Napiszemy Wam po krotce kilka ciekawostek i najbardziej interesujacych rzeczy, ktore nas tutaj spotkaly.

Kuchnia ulicy
Jako biedni europejscy turysci (przypominamy, ze jestesmy w miejscu, gdzie bogaci europejscy turysci juz nie docieraja) jemy przede wszystkim w mini-barach, ktorych na kazdej ulicy sa dziesiatki. Godna pochwaly jest ogolna zasada ich prowadzenia – oferuja zazwyczaj 2-3 potrawy, za to porcje sa ogromne – gar zupy o srednicy ponad metra swoi w prawie kazdym wejsciu, zeby kusic przechodniow kolorem i zapachem. Zawyczaj sa tez wyposazone w swego rodaju grill, w ktorym smazone jest mieso.

Zupy sa geste (czasami az kleiste), dobrze doprawione i podawane czesto z dodatkowa cytryna, ktora swietnie podkresla smak wszystkich tutejszych potraw. Alternatywa jest kebabm ktory z naszym rodzimym, polskim kebabem ma niewiele wspolnego oprocz nazwy. To mielone mieso z kurczaka, ktorym kucharz okleja dlugi metalowy szpicel i opieka. Na talerzu laduje jako podluzny kotlet mielony z charakterystyczna dziurka wzdluz w srodku. W podobny sposob smazy sie szaszlyki – nabijajac na taki sam „dlugi sztylet” kawalki dowolnie wybranego miesa. W menu zazwyczaj jest kurczak, wolowina, watrobka i baranina.

Wszystkie dania bez wyjatku podawane sa z lokalnym chlebem – podobnym do popularnej w Polsce pity, jednak troche grubszym. Jako dodatki wystepuja pomidory (czesto podawane w calosci z nozykiem do samoobslugi) i cebule – swieze, w cwiartkach lub polowkach. Te wyjatkowo przypadly nam do gustu, bo po pierwsze obydwoje lubimy cebule, a po drugie naprawde swietnie komponuja sie z tutejszymi specjalami.
Jezeli chodzi o napoje, kroluje oczywiscie herbata.

Nasz gospodarz Ali.

Nasz gospodarz Ali.

 

W wielu miejscach serwowana za darmo, w charakterystycznych malych szklaneczkach – w sam raz na 3 lyki 😉 Pije sie ja przez kostke cukru trzymana na jezyku. Ten sposob musza uwielbiac gospodynie domowe, bo nikt nie brudzi niepotrzebnie lyzeczek 😉
Kolejnym lokalnym specjalem jest doogh (nie probujcie tego wymowic, my uczymy sie juz 2 tygodnie, a i tak nikt nigdy nie rozumie co mamy na mysli). To rozwodniony jogurt, doprawiony mieta i sola, serwowany zawsze z lodem w duzych porcjach. Przy pierwszym wrazeniu jest naprawde obrzydliwy, ale juz po chwili zaczyna smakowac bardzo orzezwiajaco i z ciekawosci nowego smaku wypija sie caly wielki kufel 😉
Twardy orzech do zgryzienia mieli producenci chlodzonych napojow wchodzac na iranski rynek.

Chyba na calym swiecie najpopulariejszym napojem na upaly jest piwo. Tu jest ono oczywiscie zabronione. W to miejsce pojawily sie dziesiatki rodzajow owocowych substytutow na bazie slodu, ktore – trzea im przyznac – smakuja naprawde fajnie. Gdyby tylko mialy te 4%, na pewno zrobilyby kariere w Europie. Oprocz napojow gazowanych jest wiele rodzajow przeroznych sokow w puszkach, kartonikach i woreczkach albo kubeczkach – prosto z blendera w przydroznej kawiarence. Wszystkie rownie pyszne 🙂 Jezeli ktos nie ma ochoty albo pieniedzy na sok czy mini-herbatke doslowie co 10 metrow rozsiane sa po ulicach male kraniki z pitna woda. Wystarczy podejsc i napic sie z kubeczka przymocowanego metalowym lancuszkiem (Sanepid mialby uzywanie). Na szczescie przy wielu takich „zdrojach” sa juz zainstalowane dystrybutory rowniez darmowych kubeczkow jednorazowych. Choc najprostszym wyjscie i tak pozostaje miec po prostu zawsze ze soba pusta butelke na wode.

Komunikacja tylko dla zorientowanych
Duza partyzantka jest w kazdym wiekszym miescie komunikacja publiczna. Turystom tak naprawde pozostaja tylko drogie taksowki.
Autobusy miejskie jezdza po roznych trasach (podobno czesto nawet niezgodnych z opisami na tablicach informacyjnych – oczywiscie tylko po persku), nie maja zadnego rozkladu, bo niby jak mozna by go stworzyc w tak zakorkowanych realiach, a nawet samo wejscie do srodka moze byc czasami problemem ze wzgledu na stopien zapelnienia. Autobusy wygladaja za to zjawiskowo – to chyba jedyne miejsce, gdzie wciaz obowiazuje sergegacja plci. Pol autobusu to panowie, a pol zamaskowane czarne istoty (mlodzi ludzie praktycznie z nich nie korzystaja).
Alternatywa sa supertanie taksowki jezdzace na stalych trasach tylko przy pelnym oblozeniu samochodu. Nawa tego prodeceru to „shuffle taxi”. Niby super pomysl, bo taki przejazd kosztuje czesto naprawde grosze (np. 50 gr), a wszystkie popularne trasy ktos, czy raczej cos obsluguje. Problem zaczyna sie, kiedy musimy zorientowac sie skad dokoad tak naprawde da sie tanio dojechac.
Przyklad: Dworzec kolejowy w Teheranie polozony jest w rownej odleglosci od dwoch stacji metra. Niestety, tylko z jednej z nich da sie tam dojechac tania taksowka. Tylko tubylcy wiedza z ktorej i przy ktorym drzewie trzeba stanac, zeby zalapac sie na taki przejazd.

Najpiekniejsze Iranki swiata
Niektorzy bardziej zainteresowani tematem wiedza juz pewnie o manii operacji plastycznych nosa, ktora opanowala caly Iran kilka lat temu, a swoje absolutne epicentrum ma w Teheranie.

Iranki, a od niedawna ropwniez Iranczycy, doszli do wiosku, ze ich klasycznej urody garbate nosy nie przystaja do obecnych kanonow urody. Marzeniem kazdej mlodej dziewczyny jest wylozenie kilku tysiecy dolarow, przeprowadzenie bolesnej operacji z szansa niepowodzenia i dluga rekonwalescencja z medycznym plastrem na srodku twarzy. A wszystko to, zeby: po pierwsze zblizyc sie choc troche do smuklych nosow hollywoodzkich aktorek, a po drugie pokazac wszystkim dookola, ze stac mnie na tak kosztowny i w gruncie reczy niepotrzebny zabieg. Sytuacja jest tak kuriozalna, ze samo noszenie pooperacyjnego plastra jest „trendi” i nosza go nawet ludzie, ktorzy nie mieli operacji.

Bohaterami tego zdjęcia jest para pośrodku. Oboje po operacji nosa.

Bohaterami tego zdjęcia jest para pośrodku. Oboje po operacji nosa.

 

Juz starozytne ludy wiedzialy, ze kobiety dla „urody” lubia poddawac sie dziwnym torturom, wiec kosztowne zabiegi nie powinny wcale dziwic. Zadziwia jednak skala zjawiska (na ruchliwej ulicy co chwila migaja plastry, widzielismy nawet malzenstwo trzymajace sie za rece i dumnie eksponujace plastry na twarzy jej i jego), a w gruncie rzeczy glupiej modzie poddaja sie nawet panowie. W roznym wieku 😉

– Adriana, a Ty robilas sobie operacje nosa? – zapyta mnie wczoraj kuzynka naszego gospodarza. Siedzielismy wlasnie w salonie pijac wieczorna herbatke. Wcale sie nie zdziwilam. Nie byla pierwsza osoba tutaj, ktora mnie o to zapytala. Widocznie moj nos jest dla nich rownie egzotyczny, jak dla nas ich pogon za prostymi nosami.

Obowiazek: uregulowany
Poznany przez nas wczoraj Iranczyk Szahruz opowiedzial nam troche o ciezkiej doli mlodych chlopcow. Ze wzgledu na polityka panstwa sluzba wojskowa jest tu szalenie wazna. Zaden chlopak nie moze w zaden sposob sie od niej wymigac. Przed czy po studiach – musi spedzic poltora lub dwa lata sluzac ojczyznie i przygotowujac sie na wypadek wojny z kazdym mozliwym wrogiem. Jest to o tyle uciazliwe, ze bez odbebnienia tego obowiazku nie moze zrobic w swoim zyciu zupelnie nic. Nikt go nie zatrudni, nie moze tez nawet… sie ozenic. Szahruz ubolewal, ze to dla niego naprawde niekomfortowe. Dziewczetom zalezy na slubie, bo bez papierka nie sa tak naprawde w pelni samodzielne. Nie moga spotykac sie ze znajomymi bez opieki rodzicow, a tym bardziej ze swoim ukochanym. On natomiast chcialby dalej studiowac (najlepiej za granica), a potem nieublaganie czekaja go dwa lata w wojsku. Czekanie tak dlugo na ukochanego bez mozliwosci wziecia wczesniejszego slubu jest dla wielu dziewczyn bardzo trudne, a przede wszystkim pelne wyrzeczen.

Na szczescie my nie mamy tego problemu – z obraczkami na palcach wygladamy calkiem wiarygodnie. Ale… nie do konca 😉
Wczoraj wieczorem poznalismy nowa kolezanke, ktora zaprosila nas na kocyk swojej rodziny na pogaduszki. Kiedy powiedzielismy z bardzo powaznymi minami, ze tak, oczywiscie, jestesmy malzenstwem prawie wszyscy wybuchneli smiechem i dopytywali: ale czy jestescie pewni? tak szybko?
Kolezanka powiedziala, ze dobrze wie o tricku stosowanym przez turystow, ktorzy boja sie restrykcyjnego przestrzegania tutejszych norm. Niestety, zabrnelismy juz tak daelko w swoich klamstwach, ze nie wypadalo sie wycofac. Kiedy zaspiewali tradycyjna iranska piosenke dla nowozencow, wcale nie poczulismy sie lepiej 😉