Archiwum dla kategorii ‘Inne’

400 słów: Indonezyjskie imiona

Lipiec 18th, 2014

Imię i nazwisko automatycznie przypisują nas do społeczności. W Polsce, przyzwyczajeni do bronienia swojej tożsamości, zawsze używaliśmy polskich (bądź spolszczonych) imion i przekazywanych z pokolenia na pokolenie nazwisk. Tak samo przybywający do Polski Niemcy, Rosjanie czy żydzi asymilując się z czasem nadawali swoim dzieciom tradycyjne polskie imiona i „wtapiali w otoczenie”.
Chociaż na świecie jest pewnie 1000 osób, które nazywają się jak my to wszyscy oni mają wspólną cechę – są Polakami bądź mają polskie pochodzenie.
Z Indonezyjczykami jest trochę inaczej…

Indonezyjczycy to naród, którego tożsamość nie jest jednolita. Tu nie ma jednego, homogenicznego ludu – jednej tradycji i jednego języka. Różne części kraju zamieszkane są przez setki różnych grup etnicznych, które na przestrzeni wieków ulegały przeróżnym wpływom: to z Indii, to z półwyspu Arabskiego, to z Chin, to z Filipin a nawet Polinezji. Tradycyjne imiona poszczególnych grup zmieniały się dziesiątki razy, u jednych nazwiska występowały, a u innych nie. To dlatego wśród naszych indonezyjskich znajomych są tacy, którzy:
– Mają jedno lub kilka imion i nie mają nazwiska
– Mają jedno lub kilka imion i nazwisko
– Mają imię, „otczestwo”, ale nie mają nazwiska
Żeby było ciekawiej – rodzajów imion jest mnóstwo. Są imiona muzułmańskie (Mohammad, Abdul, Ali, Ahmed), jawajskie (Dian, Budi), łacińskie, chińskie, tajskie, indochińskie… A najczęściej po prostu kilka powyższych. Jakby tego było mało: popularne jest też „numerowanie” dzieci nadając im imiona Eko (pierwsze), Dvi (drugie) itp.
Koniec końców kombinacji jest mnóstwo, przejdźmy więc do przykładów:
Słyszeliśmy opowieść o dziewczęciu noszącym tylko jedno, jawajskie imię: Vinni. Zachodnia firma w której pracowała wymagała, by każdy pracownik miał email utworzony z imienia i nazwiska. Vinni wybrnęła bardzo sprytnie. Urodziła się w kwietniu, więc poprosiła, by ochrzczono ją nazwiskiem Aprilia.
Częściej jednak jedno imię wystarcza, a osoby o kilku imionach używają tylko jednego. Pierwszy prezydent Indonezji nosił muzułmańskie imię Ahmed, ale znany był szerzej pod swoim drugim, jawajskim (i wywodzącym się z sanskrytu) imieniem: Sukarno. Jego córka (nomen omen również była prezydent) nazywa się Megawati, ale używa też klasycznego „otczestwa” – Soekarnoputri (czyli „Córka Sukarno” wg starszej, holenderskiej transkrypcji).
Kolejny prezydent, Suharto, miał tylko jedno, jawajskie imię (od zawsze dziwiło to europejskich dziennikarzy, którym wydawało się, że używa nazwiska).
Jego syn oficjalnie nazywa się Hutomo Mandala Putra, ale używa europejskiej przeróbki swojego imienia – Tommy Suharto. Takie „przeróbki” to ostatnio nic specjalnego – nasz znajomy, Muhammad Dio Novanda przedstawia się wszystkim nieco dziewczęcym imieniem… Vanda. Przykład wciąż idzie z góry: Lada dzień ogłoszone zostaną wyniki ubiegłotygodniowych wyborów prezydenckich. Wszystko wskazuje na to, że wygra Joko Widodo. I on zamiast imion używa pseudonimu – dla większości wyborców Joko Widodo to po prostu „Jokowi”.
Stiker-Poster-Jokowi-JK-A5
Wszystko to doprowadza do dziwnej sytuacji: poznając europejsko brzmiącego „Vincenta”, „Ryana” czy „Boba” nie wiemy czy mamy do czynienia z kimś o korzeniach europejskich, muzułmańskich czy chińskich. Ba – każdy chce nazywać się „fajnie” i „światowo”, więc koniec końców co druga osoba ma imię jak z Hollywood albo z europejskich stadionów. Z jednej strony to fajne – a z drugiej cieszy, że w Polsce wciąż mamy Janków i Mateuszów zamiast Johnów i Mattów.
DSC_1674
Na zdjęciu powyżej, obok tablicy z imieniem Suharto tablica z imieniem Agusa Suhartono. Jak nazwa wskazuje – pan Agus urodził się w sierpniu (ang. August, ind. Agustus).



Podróżować jest bosko

Maj 2nd, 2014



Chcę jeszcze raz pojechać do Europy
lub jeszcze dalej, do Buenos Aires.
Więcej się można nauczyć podróżując.
Podróżować, podróżować jest bosko!




Moglibyśmy narzekać, że dzisiejszy dzień nie jest najlepszym w tym roku. Wszyscy nasi przyjaciele w Polsce cieszą się słonecznym, długim weekendem, rozpalają grille i wylegują się na działkach. A my dziś pracujemy – 1 maja jest w Indonezji dniem wolnym, kiedy świętuje się Dzień Pracy. Ale już dziś, 2 maja w piątek, pracujemy normalnie. Pewnie ma to związek z tym, że w maju czekają nas jeszcze 4 dni świąteczne 😉

Pomocne w otarciu łez okazało się dla nas ciekawe zestawienie, jakie znaleźliśmy dzisiaj w Internecie. 25 miast na świecie, które warto odwiedzić. Ilustrowane pięknymi zdjęciami daje natchnienie do pracy i wytrwałości w dążeniu do spełnienia marzeń. Dziś, wspólnie mamy na liście odhaczone już 8 miast (plus Ada dodatkowo Barcelonę, czyli 9). Planując kolejne wyprawy najbardziej ostrzymy zęby na Nowy Jork, Buenos Aires, Cape Town i Marrakesz.

A Wy, nasi Czytelnicy? Ile miast z tej (subiektywnie przez kogoś ułożonej) listy już odwiedziliście? Gdzie najbardziej chcieliście się wybrać? Może warto poświęcić kilka chwil tej leniwej majówki na sprawdzenie cen biletów lotniczych i zaplanowanie sobie super wakacji?

25 Miast, które powinieneś odwiedzić





Długie pożegnania

Wrzesień 19th, 2013

Nasz kolejny wyjazd będzie wyjątkowo długi, dlatego będziemy żegnać się z naszymi wspaniałymi przyjaciółmi, kochającymi rodzinami i całą Polską odpowiednio dłużej 😉 Pożegnania są okropne i na pewno też będziemy płakać, ale naprawdę bardzo miło będzie zobaczyć się jeszcze raz na spokojnie z tymi wszystkimi, za którymi będziemy potem tęsknić. Sezon pożegnań zaczynamy już w tę sobotę nigdzie indziej jak w Mieście Gadających Głów. Spotkać nas będzie tam można od 21ej do białego rana. Zabieramy ze sobą mapy i zachomikowane pamiątki z poprzednich podróży. Zapraszamy wszystkich naszych przyjaciół!

aaaaaaaaa



Bristol Sound

Kwiecień 25th, 2013

Nigdy nie byliśmy w Anglii – to ten fragment świata, który jest na tyle blisko, że teoretycznie odwiedzić go możemy i za 20 lat. Jest jednak jedno angielskie miasto, które od zawsze fascynowało Łukasza – dziś dane nam będzie w końcu je odwiedzić. A wszystko zaczęło się od muzyki…
Niewiele jest kapel mocno związanych z jednym miejscem – wszyscy kojarzą ją z jednym miastem. Chłopcy z Liverpoolu, T-Love z Częstochowy… Sytuacja, w której do miasta przyznaje się nie jedna kapela, ale cały ich szereg to już ewenement. A sytuacje, gdy wszystkie te kapele tworzą nowy gatunek muzyki można policzyć na palcach jednej ręki. Tak jest z jazzem z Nowego Orleanu, z Detroit Techno (z amerykańskiego Detroit), tak jest z Goa Trance (z indyjskiego stanu Goa) i… tak jest z Trip-hopem, którego najkrótsza definicja brzmi: „genre consisting of downtempo electronic music, originating in the early 1990s in the United Kingdom, especially Bristol.”
To co działo się w Bristolu w latach 80 i 90 na stałe wpisało się w historię muzyki. A zaczęło się od Wild Bunch – grupy muzyków i artystów, którzy wspólnie organizowali koncerty, a skończyli formując kilka różnych zespołów (czy, jak Nellee Hooper – stając się producentem albumów Madonny, U2 czy Smashing Pumpkins). To w Wild Bunch powstało Massive Attack, grupa uznawana za pionierów Trip-Hopu.

Promujący pierwszy album Massive Attack singiel „Unfinished Sympathy” uznawany jest za utwór, który zapoczątkował ten zupełnie nowy gatunek. Trochę z hip-hopu (miksowanie, sample z innych utworów, ale i dużo „żywych” partii instrumentalnych). Trochę elektroniki, trochę eksperymentalnego rocka, trochę jazzu. Wszystko raczej mroczne, wolniejsze i raczej nie taneczne. Szybko jednak okazało się, że nie tylko Massive Attack idzie w tą stronę.

Portishead to nazwa małego miasteczka na przedmieściach Bristolu. Przy okazji – nazwa duetu sformowanego w 1991 roku przez innych członków Wild Bunch. Obok Massive Attack – pionierów nowego gatunku.
Później poszło jak z górki:
Jeden z członków Massive Attack, Tricky, zaczął karierę solową;

Na scenie drum’n’bass pojawil sie Roni Size, adaptując „bristolską muzykę” do nieco szybszej muzyki tanecznej

Niedługo po nim działać zaczęło Way out West, nagrywając już zupełnie taneczne utwory

zaś na spokojniejszej scenie chilloutu pojawiła się grupa Up, Bustle & Out

Wszystkie te zespoły określa się dziś jednym terminem – bristolski dźwięk. Jedziemy więc słuchać.