Archiwum dla kategorii ‘Gruzja’

Tbilisi – zdjęcia

Październik 11th, 2011

Poniżej garść zdjęć z Tbilisi.



… i kawa w cenie!

Wrzesień 14th, 2011

Dzisiaj piszemy do was z kindelka siedzac w busiku z tbilisi do erewania. na polskie znaki i duze litery raczej nie macie co liczyc 😉

Gdzie jest Wally?

Gdzie jest Wally?

 

wczorajszy dzien uplynal nam na chodzeniu i wspinaniu sie po gorach. najpierw poprosilismy taksowkarza, zeby zawiozl nas pod fortece gorujaca nad miastem. po kilku rundkavh po centrum i postojach, zeby zapytac o rade kolegow po fachu sami zrezygnowalismy i wspielismy sie tam na nogavh. widoki – niezapomniane! pozniej udalismy sie w strone bogatych, modnych dzielnic vake i vere, ktore jednak nie zrobily na nas wiekszego wrazenia. bylo tam ardzo europejsko – czyli dla nas fuj 😉 zrobilismy sobie fotki z szaliami polonii pod stadionem dynamo tbilisi i trafilismy do lokalnej spelunku (sory, mamo, napisalam eufemistycznie pijalni piwa, zebys nie umarla ze strachu) na khinkali – lokalne duuze pierogi  z nadzieniem z pikantnej wolowiny z kolendra i dwa piwka. calkiem zabawnie bylo sie dogadac, bo nikt nie mowil w zadnym innym jezyku, niz gruzinski.

nastepnym razem opiszemy wam kilkukilotetrowa ulice (jedna z glownyvh w miescie), ktora byla cala w remoncie – na calej dlugosci. elewacje kamienic, chodniki, ulica, wszystko!

oraz kilka zasad ruchu drogowego na kaukazie – najwazniejsza to chyba: ty zawsze masz pierwszenstwo i nie boj sie walczyc o nie klaksonem!
a tymczasem siedzimy sobie w busiku do erewania. na dworcu calkowie zaskoczenie: czekal na nas nowiutku mercedes vito z klima! w cenie biletu (40 lari) kawusia siekiera z kiosku na dworcu w plastikowym kubeczku.

ps – w knajpie kupilismy 6 pierozkow i 2 piwa. zaplacilismy 5.90 lari. od wczoraj zastanawiamy sie, ile kosxtowalo piwo 😉



Tbilisi po raz pierwszy

Wrzesień 12th, 2011

Jestesmy juz w Tbilisi! 🙂

Lot minal nam szybko i przyjemnie. Niecale poltorej godziny z Warszawy do Rygi i ponad trzy z Rygi do Tbilisi. Na lotnisku w Rydze przez chwile czulismy sie troche nieswojo – lotnisko bylo bardzo, bardzo ladne i nowe, a z bramki obok odlatywal lot do Odessy. Niektorzy pasazerowie sprawiali wrazenie, jakby czekali na niego kilka dni i nie szczedzili pieniedzy na alkohol na strefie wolnoclowej… 😉

Wyladowalismy o 5 rano. Pierwszy pociag z lotniska do centrum miasdta odjezdzal o 6.10, mielismy wiec czas na „poranna” kawe (w Polsce byla wtedy 4 rano…) i szybka integracje z innymi Polakami z duzymi plecakami, ktorzy przylecieli razem z nami z Warszawy. Bylo ich 6 oprocz nas, okazalo sie jednak, ze wszyscy planuja podrozowac tylko po Gruzji i ewentualnie Turcji. Szkoda.

Z dworca centralnego podjechalismy metrem na Stare Miasto (ruchome schody 200m w dol – wow!) i spacerkiem udalismy sie do hostelu, zeby zostawic bagaze. Nie chcialo nam sie jeszcze spac, bo przespalismy sie troszke w samolocie, poszlismy wiec zwiedzac, zwiedzac, zwiedzac! Stare Tbilisi jest piekne, chociaz strasznie odrapane i – jakby to ujac – prowizoryczne 😉 Z drugiej strony bardzo widac nowe inwestycje: futurystyczny most – kladka dla pieszych, piekny ogrod z placami zabaw i atrakcjami dla mieszkancow. Lokalny sposob jazdy samochodem wydaje nam sie iscie azjatycki – wszyscy jezdza tak, jak chca, przechodza przez ulice tam, gdzie im akurat najwygodniej i zupelnie nie zwracaja uwagi na samochody pedzace wysoko ponad dopuszczalna predkoscia. Narazie nic nam sie nie stalo, ale caly czas staramy sie miec oczy dookola glowy 😉

O 11 lokalnego czasu (Polska: -2h) bylismy na tyle padnieci, ze podreptalismy do hostelu na 3-godzinna drzemke. Wracajac w strone centrum wstapilismy na „lunch” – chaczapuri z serem i polsurowym jajkiem (pycha!), placek z wolowina (swietnie doprawiony) i miejscowe piweczko. Sabrina nie miala racji, ze jedzenie tu jest niesmaczne! 😉

Teraz wybieramy sie w strone zachodniego Tbilisi, czyli nowej, nowobogackiej wprost czesci miasta.

***

Jutro nadal bedziemy spacerowac po Tbilisi, w srode rano jedziemy autobusikiem do Erywania (6h jazdy, 300 km) i tam zostaniemy kolejne 2 dni.

Na sam koniec pozostawilismy najlepsza wiadomosc dzisiejszego dnia – dostalismy wizy do Dubaju!!!! 🙂



Supra czyli uczta

Wrzesień 11th, 2011


Supra, czyli uczta to centrum życia towarzyskiego Gruzinów. Tradycja wspólnych biesiad obrosła przez wieki bogatym rytuałem. Przy suto zastawionym stole rozmawia się o rodzinie, sztuce, polityce, religii, życiu i śmierci. Jest to czas umacniania więzi miedzy członkami rodziny, przyjaciółmi i współpracownikami. Zamiłowanie narodu gruzińskiego do biesiad i pogodny stosunek do życia zrodziły piękną legendę o powstaniu Gruzji.
Nie ma uczty bez toastów a toastów bez tamady. Można go określić jako przewodnika stołu czy wodzireja. Rolą tamady jest dbanie o porządek podczas biesiady. Tamadę wybiera się demokratycznie spośród współbiesiadników. Zwykle jest to dojrzały mężczyzna, który cieszy się szacunkiem i potrafi wygłaszać oratorskie toasty.


Szła żaba przez jezdnię, a że nie uważała, straciła tylne łapki pod kołami samochodu. Doczołgała się do chodnika i myśli sobie:
– Całkiem ładne były te nogi, muszę po nie wrócić.
Ledwie zdążyła wejść z powrotem na jezdnię, jak następny samochód pozbawił ją głowy.
Wypijmy za to, by nie tracić głowy dla ładnych nóg!