Archiwum dla kategorii ‘Maroko’

W marokańskiej medynie

Październik 11th, 2015

Arabskie medyny. Stare miasta. Ciasne uliczki, nieregularne kształty domów i plątanina tajemnych przejść. Skróty, które znane są tylko lokalnym mieszkańcom. Dziesiątki straconych minut na szukaniu właściwej drogi i setki przypadkowych miejsc, małych sklepików, które zachwycają od pierwszego spotkania. Wybiegające nie wiadomo skąd dzieci i mężczyźni przesiadujący na prowadzących donikąd schodkach. Co sprawia, że najstarsze dzielnice arabskich miast są tak unikalne?

widok medyny w Google Mapswidok medyny w Google Maps

widok medyny w Google Maps

 

Myśl urbanistyczna była prosta. Umęczeni ciągłym palącym słońcem mieszkańcy północnej Afryki i Bliskiego Wschodu marzyli o cieniu. Dlatego nowo powstające domy były prawie że przyklejane do stojących już budynków – w ten sposób ulice zapewniały pasmo upragnionego chłodu prawie że przez cały dzień. Przeciskając się wąskimi przesmykami pomiędzy ścianami można było skryć się przed słońcem i chyba tylko to umożliwiało każdego dnia pokonanie drogi z targu czy meczetu do domu.

klasyczny Riad - widok na taras z ostatniego piętra. Essouiraklasyczny Riad - widok na taras z ostatniego piętra. Essouira

klasyczny Riad - widok na taras z ostatniego piętra. Essouira

 

Drugim powodem popularności takiego rodzaju budownictwa było myślenie strategiczne. Tu, jak zresztą wszędzie na świecie, zdarzały się zamieszki, rewolty, bunty i ataki nieprzyjaciół. Układ uliczek przypominający labirynt zapewniał lokalnej ludności przewagę w razie wszelkich niepokojów. Najeźdźcy nie będą mieli szans klucząc wąskimi korytarzami, które mieszkańcy znają na wylot i doskonale wiedzą jak je sobie podporządkować i wykorzystać na swoją korzyść.

zagubiona Ada pośród niebezpieczeństw marokańskich uliczekzagubiona Ada pośród niebezpieczeństw marokańskich uliczek

zagubiona Ada pośród niebezpieczeństw marokańskich uliczek

 

A co kryje się za niepozornymi drzwiami do poszczególnych domostw? Bardzo często dużo więcej, niż można by się spodziewać! Koran przedkłada skromność nad przepych i zachęca do nieobnoszenia się ze swoim statusem majątkowym. Zachęca do wspierania najbiedniejszych poprzez jałmużnę, ale zarazem ruga ocenianie bliźnich przez pryzmat ich zamożności. Dlatego nawet bogate rodziny, których domy w środku wyglądają jak pałace z baśni tysiąca i jednej nocy, często wchodzą do środka przez niewyróżniające się od innych, zwykłe drzwi. Sąsiedzi chwalą sobie takie zwyczaje – zgadzają się z założeniem, że to co najcenniejsze trzyma się w środku, dla swoich najbliższych i nie wystawia się tego na widok publiczny. Wspaniałą analogię odnaleźć można tu dla tradycji zakrywania ciała, włosów, a czasem nawet i twarzy przez arabskie kobiety – ich mężowie nie chcą afiszować się z tym, co mają najpiękniejsze, wolą zachować to tylko dla siebie. W medynie wszyscy są sobie równi – dopóki sąsiad nie zaprosi nas do domu, nie wiemy tak naprawdę jak bardzo jest zamożny. Na Zachodzie bogacze wynajmują firmy ochroniarskie i budują płoty wokół swoich luksusowych willi. Tu sprawdza się odwieczna zasada „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”.

Niebieskie Miasto ChefchaouenNiebieskie Miasto Chefchaouen

Niebieskie Miasto Chefchaouen

 

Typowy marokański dom ma 2 lub 3 piętra, zbudowany jest na planie kwadratu, a w środku znajduje się również kwadratowy dziedziniec. Dom zbudowany według tego schematu nazywa się riad. Dziedziniec tradycyjnie pełni tu funkcję małego ogrodu, często rosną tam drzewa pomarańczowe lub cytrynowe, a na środku znajduje się ozdobny basen lub fontanna. To najozdobniejsza, najbardziej ciesząca oko część domu. Okna wszystkich pomieszczeń skierowane są do wewnątrz, tak aby każdy domownik mógł rozkoszować się widokiem na zadbane patio. Okna skierowane na zewnątrz należą do rzadkości, a jeśli już można takie wypatrzeć, znajdują się tylko na najwyższych piętrach i są naprawdę niewielkich rozmiarów. Marokańczycy potrafią chronić prywatność swoją i swojej rodziny! Część życia rodzinnego toczy się oczywiście na tarasie znajdującym się na dachu każdego domu – tam się przede wszystkim wypoczywa, ale też wiesza pranie, a czasem gotuje.

ogród na wewnętrznym dziedzińcu (Kordoba, Hiszpania)ogród na wewnętrznym dziedzińcu (Kordoba, Hiszpania)

ogród na wewnętrznym dziedzińcu (Kordoba, Hiszpania)

 

Dziś, szczególnie w dużych miastach, ozdobne riady zostały przekształcone na przepiękne hotele. Ich właściciele sprawiają wrażenie dokładnie wiedzieć jakiego rodzaju folkloru spodziewają się turyści – wszędzie wiszą sznury drobnych koralików i paciorków, jest przestrzennie, pufy i sofy aż się proszą żeby rzucić się na nie i w przyjemnym chłodzie, wsłuchując się w plumkanie fontanny, spędzić na słodkim leniuchowaniu cały dzień. Pachnie kadzidłami, a świeżo wyciskany sok pomarańczowy wydaje się nigdy nie kończyć. Wygląda jak z folderu i tam się kwalifikuje – takie miejsca to perfekcyjne „Day Spa” dla bogatych turystów i z lokalnym życiem mają niewiele wspólnego.

Niebieskie Miasto ChefchaouenNiebieskie Miasto Chefchaouen

Niebieskie Miasto Chefchaouen

 

Bo jak się żyje w medynie? Na pewno blisko sąsiadów i wesoło! Czasem reagowałam wielkim zdziwieniem widząc dwuletnie szkraby puszczone w samopas w ten labirynt ulic i tajemnych przejść. Zawsze jednak szybko okazywało się, że otwarte drzwi ich rodzinnego domu znajdują się tuż za rogiem. Przez drzwi widać było mamę w kolorowej sukni do samej ziemi mieszającą pospiesznie w garnkach stojących na kuchni i słychać było szum telewizora. Życie jak życie. Tylko do ludzi jakoś bliżej, niż w wysokim apartamentowcu.



Welcome to Tangier!

Sierpień 28th, 2015

Środa była kolejnym dniem, którego nie udało mi się dotrzeć do Maroko. Mój najambitniejszy plan zakładał, że w czwartek skoro świt stawię się w porcie. Trochę mniej ambitnie byłoby po prostu dłużej pospać. Ale w najśmielszych marzeniach nie spodziewałam się, że zostanę obudzona dopiero o 11 propozycją wyjazdu na piękną plażę… Cóż było robić. Pół dnia gapiłam się na amatorów kite surfingu, Hiszpanki w wersji topless i popijałam zimne piwo. Boże, co za wspaniałe wakacje!

Ale w końcu udało się. Załapałam się na prom o 18. Wypłynęłam z Tarify i wylądowałam w centrum Tangeru. Podróż była krótka i bardzo komfortowa. Gdyby tylko jeszcze nie kosztowała 37 euro…

TangerTanger

 

Moje stopy dotknęły afrykańskiego lądu. Byłam przygotowana. Uzbrojona w pełen arsenał ostrzeżeń. Wiedziałam czego pod żadnym pozorem nie robić, z kim nie rozmawiać i gdzie się nie zapuszczać. Rozejrzałam się dookoła. Kilku niemrawych taksówkarzy, w niczym nie przypominało potworów, przed którymi mnie przestrzegano. Kolejny raz ogarnęłam wzrokiem imponujący widok na rozległe, nowoczesne miasto i medynę – arabską starówkę. „Co taka mała i samotna Ada robi w takim przerażającym miejscu?!”, pomyślałam i ruszyłam w kierunku hostelu.

Przedzierając się z plecakiem i aparatem w dłoni przez wąskie uliczki starego miasta czułam się jak dziecko, które dopiero co nauczyło się pływać i ktoś wrzucił je na środek głębokiego basenu. Niby wiedziałam po co i dokąd idę, wiedziałam że nie spotka mnie tu nic złego, ale – po raz kolejny – uroki arabskiego bazaru zjadły całą pewność siebie. A tym razem wiedziałam, że nie ma nikogo kto pomoże mi pozbyć się nachalnych sprzedawców ani uciec od wzroku klientów mijanych kawiarni.

Mimo że starałam się, żeby mój wyraz twarzy najbardziej jak to możliwe pokazywał że doskonale wiem, dokąd idę, co chwila zaczepiali mnie przechodnie pytając dobrotliwie jak mogą mi pomóc? Naprawdę łatwo odróżnić kto zwyczajnie interesuje się tym, że idę sama z plecakiem, a kto próbuje zaciągnąć mnie do hotelu wujka. Dotarłam najbliżej jak się dało, ale wąskie uliczki starego miasta mają do siebie to, że nawet lokalni mieszkańcy się w nich gubią… Najpierw pomógł mi więc pan przy mapie, potem pan spod innego hotelu, a na końcu na miejsce doprowadziły mnie dzieci w koszulkach (a jakże by inaczej) Messiego.

Po miłym i naprawdę serdecznym powitaniu w hostelu wybrałam się na kolejną misję do miasta. Tym razem mój cel był bardziej skomplikowany – chciałam skorzystać z bankomatu, kupić lokalną kartę sim, zjeść kolację i wrócić do hotelu cała i zdrowa. Znowu wyruszyłam bacznie rozglądając się dookoła. Zaczęłam od kolacji – ćwiartki kurczaka z rożna doprawionego lokalnymi ziołami – po czym wyruszyłam w poszukiwaniu karty sim.

kolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 złkolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 zł

kolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 zł

 

Pierwszy zaczepiony sklepikarz poszedł ze mną do kolegi po fachu, wziął od niego kartę sim i zaprowadził mnie do jeszcze innego sklepu gdzie dokonaliśmy transakcji. Gdybym nie znała zasad tutejszego handlu, to pomyślałabym że upadł na głowę. Potem sprzedawca butów zaprowadził mnie do kiosku, którego szukałam, a kiedy próbowałam kupić ciastka jak spod ziemi wyrósł ze mną mężczyzna, który pokazywał mi wcześniej drogę do hotelu i zaprowadził do najlepszej – jego zdaniem – cukierni w mieście. Po drodze opowiedział mi o historii jaskiń w okolicy miasta i zdradził legendę związaną z ciastkami, które właśnie miałam kupić.

Po 3 godzinach pobytu w Tangerze czuję, że gdybym miała zostać tylko tu na całe 2 tygodnie to na pewno nie zabrakłoby mi pomysłów na spędzanie wolnego czasu i znajomych do odwiedzenia. Każdy chce mnie oprowadzić, zabrać na wycieczkę pod miasto, zaprosić na lunch, wypić herbatę.

Przetrwałam pierwsze pół dnia w Maroko. Jestem oczarowana. Ten krytykowany we wszystkich przewodnikach Tanger jest urokliwym miastem, do którego można spokojnie porównywać mój ukochany Stambuł. Dziś w nocy będę śnić o tym, żeby wszystkie moje doświadczenia w Maroko były tak wspaniałe, jak dzisiejszy dzień.

PS Zanim zdążyłam dodać notkę Ayub, recepcjonista z Al.-Andalusia hostel i jego znajomy Duńczyk zaprosili mnie do zjedzenia wspólnej kolacji. Jest 2 w nocy czasu europejskiego, a ja nie mogę wyjść z podziwu jak jest tu serdecznie i miło.

skała Gibraltaru ledwo wynurzajaca sie z chmurskała Gibraltaru ledwo wynurzajaca sie z chmur

skała Gibraltaru ledwo wynurzajaca sie z chmur

krowy na horyzoncieeee!krowy na horyzoncieeee!

krowy na horyzoncieeee!

sugestie do sposobów wykorzystania plażysugestie do sposobów wykorzystania plaży

sugestie do sposobów wykorzystania plaży

dziki camping przy plaży Valdevaquerosdziki camping przy plaży Valdevaqueros

dziki camping przy plaży Valdevaqueros

 
żółwie na wolnościżółwie na wolności

żółwie na wolności

plaża z widokiem na Afrykęplaża z widokiem na Afrykę

plaża z widokiem na Afrykę

Afryka macha do mnieAfryka macha do mnie

Afryka macha do mnie

 
widok z portu w Taryfiewidok z portu w Taryfie

widok z portu w Taryfie

TangerTanger

 
wejście na stare miastowejście na stare miasto

wejście na stare miasto

 
zachód słońca z tarasu na dachu mojego hosteluzachód słońca z tarasu na dachu mojego hostelu

zachód słońca z tarasu na dachu mojego hostelu

 
kolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 złkolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 zł

kolacja - ćwiartka kurczaka z rożna z sosem z pomidorów, papryki i oliwek, frytki, chleb. cena 23 dirhamy, czyli ok 10 zł