Archiwum dla kategorii ‘Iran’

Bandar-e Abbas i Dubaj

Październik 4th, 2011

Dzieje sie tyle, ze brakuje nam slow i czasu, zeby wszystko opisywac.
wszystko odbylo sie zgodnie z planem. przedwczoraj pojechalismy nocnym pociagiem z jazdu do bandar-e abbas. nie obylo sie bez drobnych przygod – mielismy zle bilety, pani w agencji turystycznej wykupila nam bilety na inny dzien, ale udalo nam sie wszystko naprawic.

W pociagu poznalismy milego pana, ktory okazal sie biznesmenem znad zatoki perskiej. spedzilismy caly dzien z nim i jego rodzina – pokazali nam miasto, pomogli w ostatnich iranskich zakupach i ugoscili tonami slodyczy i obiadem. pelni wrazen po calym dniu zapakowalismy sie na prom do dubaju. ku naszemu zdziwieniu wraz z nami podrozowalo mnostwo innych ludzi. a wydawac by sie moglo, ze po co plynac cala noc, skoro mozna przeleciec ten dystans w 40 minut? dubaj nas oczarowal, ale o tym nastepnym razem 😉
napiszemy wam gdzie panuje najbadziej nieznosna atmosfera na calym swiecie oraz jak ada kierowala dubajskim metrem! 🙂



Jazd 2

Październik 2nd, 2011

Nadal jestesmy w Jazdzie. Od przedwczoraj niewiele sie zmienilo – odpoczywamy na urokliwym patio naszego hotelu, od czasu do czasu wychylamy noski poza chlodne mury i w upale ogladamy fascynujace zabytki miasta. Odwiedzilismy zoroastrianski cmentarz z Wiezami Milczenia – wysokimi cudowlami z dala od osad ludzkich, gdzie ciala zmarlych byly zostawiane, aby zostaly zjedzone przez sepy.

Zoroastrianie wierza w swietosc zywiolow i nie pozwalaja ich „bezczescic” – a wlasnie bezczeszczeniem byloby zanieczyszczanie ziemii rozkladajacymi sie szczatkami ludzkimi, a ognia ich palenie.
Dzisiaj bylismy w Muzeum Wody. Brzmi banalnie, ale mozecie sobie wyobrazic, ile pracy i kombinacji musialo kosztowac nawodnienie miasta na srodku pustyni.
W naszym hotelu spotkalismy innych turystow, co ciekawe – czesto juz naszych znajomych poznanych w poprzednich miastach 😉
Dzis w nocy jedziemy pociagiem do Bandar-e Abbas, zeby w koncu poczuc orzezwiajaca bryze morza, a dokladnie Zatoki Perskiej. Iranczycy bardzo sie ciesza, gdy w ten wlasnie sposob nazywamy wspomniany akwen – Arabowie konsekwentnie nazywaja go Zatoka Arabska i sa gotowi bardzo mocno sie o ta nazwe klocic 😉 Z drugiej strony, wolelismy nie wspominac naszym gospodarzom, ze w polskiej nomenklaturze Zatoka Perska jest czescia Morza Arabskiego.
W porcie szacha Abbasa (bo tak doslownie tlumaczy sie nazwe miasta) spedzimy tylko niecaly jeden dzien, bo juz jutro wieczorem (troszke smierdzacy, bo bez prysznica 😉 ) wsiadamy na prom, ktory zawiezie nas do Szardzy, a stamtad juz krotka podroz dywanem do Dubaju. Czekaja na nas piekne plaze, Burj Khalifa, Burj Dubai i wiele innych wysokich Burj (burj – wieza). Zal bedzie wyjezdzac.



Jazd

Wrzesień 30th, 2011

Policjant zatrzymujacy Cie na dworcu autobusowym zazwyczaj nie wrozy niczego dobrego. Szczegolnie, kiedy z dziwna mina pokazuje na Twoj bagaz, nie pozwala odejsc, pyta w Farsi czy jestesmy z Pakistanu. Kiedy proby kontaktu spelzna na niczym i zacznie zatrzymywac przechodniow i pytac czy mowia po angielsku – tym bardziej mozna sie zdziwic.

Na szczescie to Iran – szybko moze sie okazac, ze opiekunczy mlodzieniec chce nas po prostu ostrzec, ze nie powinnismy zostawiac bagazu bez opieki 😉 Kiedy nuta porozumienia zostala juz nawiazana serdecznie pozegnal nas usciskiem dloni i zyczyl milej podrozy.

Wczorajszy wieczor przyniosl takich sytuacji kilka i zrekompensowal nam dosc spokojne popoludnie, ktore spedzilismy lezac w kawiarni (wspominalismy juz chyba, ze w knajpach sie lezy). Przyzwyczailismy sie juz do ciaglych pogaduszek na ulicach, kurtuazyjnej goscinnosci i zaczepnego „Hello!”. Dlatego poczatkowo zignorowalismy pana, ktory zamierzal przecwiczyc swoj angielski wlasnie wtedy, kiedy przepakowalismy sie pod hotelem szukajac biletu na autobus. Nieznajomy nie odpuscil, i ku naszemu zaskoczeniu zaproponowal podwozke na dworzec. Kilka chwil pozniej siedzielismy juz w samochodzie w towarzystwie jego, jego zony, siostry zony, jego corki, syna, corki siostry zony i naszych bagazy. Wszystko to w zwyklym osobowym samochodzie. Podroz przebiegla bardzo szybko, wiec niedlugo pozniej zegnalismy sie wymieniajac wizytowki i wreczajac dzieciakom wlepki Polonii – chyba najlepszy gadzet jaki wzielismy ze soba.

Na dworcu spedzilismy raptem godzine, tym bardziej zaskakuje ilosc dziwnych sytuacji. Minute po wspomnianym wyzej spotkaniu z policjantem siedzielismy juz w dworcowej knajpeczce. Turysci z zagranicy byli dla wlasciciela sporym zaskoczeniem, ale chociaz nie mowil po angielsku – wybrnal z sytuacji idealnie. Zaprezentowal wszystkie dostepne potrawy zapraszajac nas do kuchni. Oskar nalezy mu sie jednak za genialna kreacje aktorska: po co sleczec nad slownikiem, kiedy kazdy glupi zrozumie, ze „baranina” to „me-e-e-e”? 🙂

Wprawilismy sie juz w nocnym podrozowaniu – 6 godzin w autobusie do Jazdu minelo w oka mgnieniu. Doslownie: zamknelismy oczy i gdy je otworzylismy bylismy juz na miejscu. O 6 rano zameldowalismy sie w legendarnym hotelu Silk Road nazwanego tak od przebiegajacego przez Jazd Jedwabnego Szlaku prowadzacego z Europy do Chin. Pierwsze godziny w jednym z najstarszych miast na Ziemi minely nam wspaniale – smacznie je przespalismy 😉 Po 9-tej pojawilismy sie na rownine legendarnym jak hotel serwowanym tu iranskim sniadaniu. Zachwytom nie bylo konca – ser, jajeczko, dzemy, swieze oliwki, daktyle (!!! o iranskich daktylach moglibysmy napisac oddzielna notke, sa cudowne!) i kawalki arbuza.

Reszta dnia mienla nam na leniuchowaniu i spacerkach po starym miescie. Dzisiaj piatek, czyli tutejsza niedziela.

Trzeba przyznac, ze przestrzegaja dnia wolnego o wiele gorliwiej, niz katolicy – naprawde prawie wszystko jest zamkniete. Nie bez znaczenia dla naszej organizacji dnia byl urokliwy dziedziniec naszego hotelu – zacieniony, lecz usytuowany pod golym niebem, w calosci zastawiony „lezankami” z miekkimi poduchami i dywanami – naprawde nie zachecal do spacerow po piekacym sloncu. Udalo nam sie jednak przezwyciezyc wrodzonego lenia i zobaczyc kilka pieknych meczetow z bardzo wysokimi minaretami (poniekad charakterystycznymi dla tego raczej nisko zabudowanego miasta). Wiekszosc czasu spedzilismy krecac sie po waziutkich uliczkach starego miasta, ktore zrobilo ogromne wrazenie na Lukaszu. Oczyma wyobrazni juz rozstawial przeciwnikow na planszy, ktora zbuduje na planie tutejszej zabudowy.

Uklad uliczek, mnostwo charakterystycznych punktow i nieoczywistosc architektury uznal za „idealna referencje”.
Waskie korytarze, z pozoru zupelnie takie same okazuja sie unikatowe i niepowtarzalne. Faktura glinianych scian, sklepienia, podcienie, fragmenty ceglnego muru i roznego rodzaju i wielkosci drzwi tworza niesamowity labirynt. Jak na dobry labirynt przystalo, jest mnostwo pulapek w postaci slepych uliczek, z korych wychodzi sie zasami nawet kilka minut – to nie jeden, a kilkanascie zakretow prowadzacych do jednych, zamknietych drzwi. Czegos takiego w Europie nie da sie spotkac.

Czekamy niecierpliwie na jutro, kiedy zycie wroci do normy po weekendzie – na ulicach beda ludzie, muzea beda otwarte, a bazar nie bedzie tylko pustym, zacienionym korytarzem.

Silk Road Hotel bedzie nas goscil jeszcze do niedzieli, kiedy to wieczorem wsiadziemy w pociag do Bandar-e Abbas. Tam spedzimy poniedzialek, a w nocy poplyniemy do Dubaju.

Buziaki dla Wszystkich! 🙂



Sziraz 2, Persepolis

Wrzesień 29th, 2011

Persepolis bylo starozytna stolica imperium Dariusza, Kserksesa i Cyrusa, ktore w V w. p. n. e. rozciagalo sie na pol swiata. Od Bulgarii po Indie, wlaczajac tez m. in. Egipt, Etiopie i Baktrie. Dzis, po spektakularnym podpaleniu miasta przez Aleksandra Wielkiego (ktory niebawem potem przejal panowanie nad calym terenem Imperium) zostalo tam kilkanascie wysokich kolumn, konstrukcje schodow krytych plaskorzezbami i mnostwo bezksztaltnych ruinek.

Trudno wyobrazic sobie gorszy sposob na spedzenie upalnego dnia, niz ogladanie wielkich kamieni na srodku pustyni, ktore symbolizuja dawna potege Persow.

Moze nie bylo az tak tragicznie, ale temperatura i absolutny brak cienia dawaly sie we znaki, a wyzej wspomniana potege mozna bylo poczuc tylko sila wlasnej wyobrazni, bo z dawnego kompleksu palacowego zostalo naprawde niewiele. W kazdym razie ruinki oraz fascynujace grobowce wladcow wykute w skale na wysokosci kilkunastu metrow mamy juz za soba 😉

Sziraz nie zaskoczyl nas prawie niczym. Mozna tu poczuc nutke prowincjonalnosci, a wszystkie atrakcje turystyczne sprawiaja wrazenie, jakby znalazly sie tu wlasciwie przypadkiem. W ramach usprawiedliwienia mozna dodac, ze chwile switnosci trwaly krotko i skonczyly sie juz dawno temu. Przez polowe XVIII w. byla tu stolica panstwa, ale po zmianach rzadzacej dynastii zostala przeniesiona do Teheranu. Tak wlasnie Sziraz skonczyl z kilkoma zabytkami, miejscami kultu religijnego, ale przede wszystkim pelni funckje centrali handlowej i transportowej na linii polnoc-poludnie. Czuc tu juz nute poludnia – widac kobiety w kolorowych czadorach, a nawet charakterystycznych drewnianych maskach na twarzach (typowe dla okolic Bandar-e Abbas), na ulicach mozna spotkac Arabow, ktorzy juz na pierwszy rzut oka roznia sie od Persow. Nawet my, jako turysci, wzbudzamy tu duzo wiecej zainteresowania, niz we wszystkich dotychczas odwiedzonych miastach.

Do ciekawych punktow naszego spaceru mozna na pewno zaliczyc mauzoleum Hafeza, o ktorym pisalismy poprzednio. Bylismy w cudownym mauzoleum mistyka sufisty, ktorego imienia niestety nie pamietamy (Mauzoleum Shah Cheragh – przypis po powrocie), ale budynek byl cudowny – cale wnetrze wylozone malenkimi kawalkami szkla.

W centrum miasta stoi stara cytadela zbudowana na planie kwadratu z 4 wiezami w rogach – w tym jedna osiadajaca na piwnicznych pomieszczeniach i przez to przypominajaca na pierwszy rzut oka wieze w Pizie 😉

Oczywiscie widzielismy tez wiele innych fascynujacych rzeczy. Bazar, ktory (o dziwo, zupelnie nie wiedziec czemu) podobal nam sie najbardziej ze wszystkich widzianych – nawet bardziej niz slawny bazar z listy UNESCO w Tabrizie czy najwiekszy w calym kraju bazar w Teheranie. Kupilismy tam kolejna wielka porcje pamiatek dla Was wszystkich. Pilismy rewelacyjne soki ze swiezych owocow zmiksowanych z lodem, 2,50 zl kazdy!

Niestety, nie mozemy teraz opisac dla Was tego wszystkiego, bo wlasciciel kafejki internetowej zaczyna zaraz swoja „sjeste” nazywana tu kurtuazyjnie przerwa na modlitwe – dwugodzinna 😉 Jak widac Iran to jednak dziwny kraj. Pod wieloma wzgledami nie przystaje do wszystkich standardow, do ktorych jestesmy przyzwyczajeni.

PS Dzis wieczorem jedziemy autobusem nocnym do Jazdu – kolejnego wspanialego punktu naszej podrozy, o ktorym duzo opowiadalismy przed wyjazdem. Juz nie mozemy sie doczekac Silk Road Hotel – podobno najciekawszego hotelu w calym kraju.